10 obserwujących
703 notki
129k odsłon
  36   0

Biden w Europie

Tekst dla kumatych. 

Pisowcy może coś zrozumieją ale wątpie. 

-----------------


Dziewiątego września w Strategy&Future, nawiązując do sławnych punktów Wilsona, przedstawiłem w 14 punktach oczekiwania (kursywą w tekście), z jakimi Amerykanie pojawiają się nad Wisłą w drugiej połowie 2019 roku. Poniżej w punktach część druga naszej odpowiedzi Pence’owi oraz analiza korelacji amerykańskich oczekiwań z interesami Rzeczypospolitej.


Z wielu powodów, na przykład wizerunkowych – bo łatwiej (i taniej) się osiąga swoje cele, gdy pozostaje się w koalicji z wieloma sojusznikami – lecz także wojskowych (Amerykanie mają problemy finansowe i organizacyjne z utrzymaniem wysuniętej obecności wojskowej w Eurazji na wszystkich kluczowych skrzyżowaniach przepływów strategicznych, takich jak zachodni Pacyfik, Zatoka Perska i Nizina Środkowoeuropejska), Waszyngton oczekuje, aby sojusznicy w Europie (w tym Polacy) oraz w Azji pomogli im utrzymać swobodę komunikacji morskiej i wsparli w tym celu działania US Navy, używając swoich okrętów i „broniąc” tym samym dotychczasowej Pax Americana, utożsamianej w Waszyngtonie z pożądanym ładem międzynarodowym.

Nie mamy zdolności morskich wymaganych do skutecznej i mającej jakąkolwiek istotną wartość dyslokacji na akwenach oceanu światowego dalej niż w Cieśninach Duńskich. Co więcej nie powinniśmy tych zdolności mieć – byłoby to marnowanie środków i zasobów oraz atencji strategicznej państwa. Flota jest najdroższym rodzajem sił zbrojnych. Nie jesteśmy w stanie rozwinąć tzw. blue water navy, a skromniejsza kontrybucja uzupełniających zdolności dla flot sojuszniczych – tradycyjnych potęg morskich (jak w czasie II wojny światowej) – jest marnowaniem środków. Sam Bałtyk to akwen mały. Współcześnie oddziaływanie bojowe wraz z rozwojem systemów antydostępowych i rozwoju technologii dokonuje się na takim małym akwenie przede wszystkim z brzegu (rakiety i samoloty). Nadto Bałtyk świetnie się nadaje do obrony asymetrycznej (sea denial: miny, sieci antyokrętowe, okręty podwodne), co komplikuje plany utrzymania istotnej obecności USA czy NATO w tym akwenie lub naszej stałej (i wymagającej posiadania floty oraz skutkującej pożeraniem zasobów) komunikacji z Atlantykiem (sea control), która i tak byłaby nie do utrzymania, zważywszy na aktualną przewagę środków antydostępowych na morzach marginalnych Atlantyku (Bałtyk, Morze Czarne i Śródziemne). Do tego rozwinięcie naszej floty blokują Cieśniny Duńskie, a ich wojskowa lub polityczna kontrola przesądza o losie marynarki wojennej RP, czyniąc nas w razie wojny zależnymi od woli innych. Inwestowanie w marynarkę nie jest warte kosztów, jakie trzeba by ponieść i jakie lepiej przeznaczyć na inne cele.

Z wojskowego punktu widzenia – zapamiętajmy to – jesteśmy krajem lądowym i nasze przetrwanie, sukces i wpływy polityczne zależą od lądowego teatru wojny na Nizinie Środkowoeuropejskiej.

On i tak jest bardzo wymagający, zwłaszcza w obliczu modernizacji rosyjskich po 2008 roku i w obliczu rewizjonistycznej polityki rosyjskiej na całym wielkim pomoście bałtycko-czarnomorskim czy – jak wolą określać to Rosjanie – na zachodnich limitrofach.

Pieniądze należy zatem wydawać na własne zdolności antydostępowe oraz aktywną obronę sięgającą przedpola bezpieczeństwa polskiego teatru wojny, w tym na wschód od naszych obecnych granic. Zdolności te powinny być skoncentrowane w wojskach lądowych, siłach powietrznych (obronie powietrznej) i siłach specjalnych. Jasno, stanowczo i merytorycznie, a zarazem profesjonalnie, trzeba to zakomunikować sojusznikom. By nie było wątpliwości, że wiemy, kim jesteśmy, znamy się na naszej geografii wojskowej oraz wynikającej z niej strategii i jesteśmy po prostu roztropni. Pojmą to. W rzeczy samej w skrytości nabiorą do nas szacunku.

Trzeba koniecznie dodać, że morskie linie komunikacyjne do polskich portów (i do bałtyckich sojuszników) w razie wojny będą zamknięte. Zatem będziemy musieli sobie poradzić z zapasami, które zgromadzimy przed konfliktem. Jakiekolwiek złudzenia, że będzie inaczej, to pobożne życzenia. Dlatego tak ważne są lądowe linie komunikacyjne przez Niemcy oraz lotniska i bazy sojusznicze w Polsce, do których lądem i powietrzem mogą dotrzeć sojuszniczy żołnierze i sprzęt. Tym jaskrawiej widać, dlaczego do utrzymania amerykańskiej wiarygodności potrzebne są bazy na terytorium Polski, w tym magazyny ze sprzętem do pobrania w razie wojny (pre-positioning).

Testem wiarygodności Amerykanów, który powinniśmy nieustannie przeprowadzać, jest rozwój koncepcji bitwy w wielu domenach (Multi-Domain Battle).

Według Pentagonu koncepcja ta ma umożliwić poradzenie sobie z wchodzeniem w teatr wojny objęty rosyjskimi systemami antydostępowymi, które pokrywają prawie całe terytorium Rzeczypospolitej. Od tego zależy ocena zdolności USA do przyjścia nam z pomocą i wiarygodności amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa, a tym samym wpływów politycznych USA nad Wisłą.

Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale