41 obserwujących
284 notki
259k odsłon
677 odsłon

Klęska wrześniowa - smutny splot okoliczności

Wykop Skomentuj53

Im więcej myślę o II RP, im częściej czytam i oglądam materiały na jej temat, tym bardziej dochodzę do wniosku, że nie doceniamy tego okresu w naszej historii. Głównie za sprawą wielkiej klęski we wrześniu 1939, która w oczach wielu przekreśliła dorobek całych 20 lat. Tymczasem w świetle faktów, zwykle nieznanych szerszej opinii publicznej, klaruje się obraz nieco inny. Wrześniowa klęska była zapewne nieuchronna, ale jej przygniatająca skala to bardziej efekt przypadku i dużego szczęścia Hitlera oraz jego sztabu, niż naszej faktycznej słabości.

Przede wszystkim większość analiz dotyczących Wojny Obronnej 39 skupia się na dysproporcji sił i potencjałów - ta była rzeczywiście duża, ale wcale nie tak wielka jak się powszechnie sądzi. Jeszcze do 1938 roku Niemcy nie mieliby właściwie czym uderzyć na Polskę, bo ich mityczne siły pancerne wcale nie były tak mocne. Podstawą transportu niemieckiej dywizji piechoty był koń, a polscy jak i zachodnioeuropejscy eksperci szacowali, że armia III Rzeszy osiągnie pełną gotowość bojową dopiero w 1942, a może nawet 1943. To bardzo ważne, bo praktycznie właśnie ten fakt zdecydował o tym iż 1 września 1939 istotnie byliśmy militarnie słabi. Było tak jednak nie dlatego, iż zmarnowaliśmy 20 lat, lub nie zdawaliśmy sobie sprawy z wagi nowoczesnego sprzętu (jak się często sugeruje). Przeciwnie - Polska, mimo trwającego latami kryzysu ekonomicznego miała odłożone w gotówce znaczne środki na wielką modernizację armii, która miała się zakończyć właśnie około 1942 roku. 

Skoro były pieniądze i wiedza na temat wagi sprzętu pancernego oraz lotnictwa, czemu nie rozpoczęto zakupów broni już wcześniej (a Polska w tym czasie sporo broni eksportowała)? Polscy sztabowcy wiedzieli, że zgromadzone środki choć jak na krajowe warunki gigantyczne (nie pamiętam ile dokładnie, ale to była skala wielkości całego lub nawet kilku budżetów państwa, tylko na zakup uzbrojenia), to jednak w zestawieniu z wydatkami niemieckimi skromne, postanowiono wydać je możliwie najracjonalniej. Na deskach kreślarskich w ostatnich fazach znajdowały się projekty wielu nowoczesnych rodzajów uzbrojenia, w tym nowych czołgów, które miały wejść do produkcji na początku lat 40-tych. I to właśnie w nie chciano wyposażać polskie oddziały (a nie w słabe tankietki), tak by w 1942, kiedy siła niemiecka osiągnie przewidywaną na ten czas pełną zdolność bojową nasza armia była możliwie najdoskonalsza. Moment zakupów odwlekano z przyczyn praktycznych, a nie z głupoty.

Wszystko tak naprawdę zmieniła aneksja przez Hitlera Czechosłowacji na początku 1939, podczas której Niemcy zajęli ogromne ilości sprzętu pancernego i zmotoryzowanego po armii tego kraju, a także zyskali kontrolę nad wielkimi zakładami przemysłowymi (Skoda), które natychmiast mogły rozpocząć zmasowaną produkcję uzbrojenia na rzecz III Rzeszy. Tym samym armia niemiecka o 2-3 lata wcześniej niż wszyscy się spodziewali uzyskała zdolność agresywnego działania na dużą skalę. Ale nawet mimo tego, we wrześniu Hitler do wojny z Polską wystawił zaledwie 4 dywizje piechoty zmotoryzowanej pozostałe (ponad 50) do transportu żołnierzy używały koni (a i te zmotoryzowane do transportu taborów także).

Piszę o tym nie dlatego, żeby wybielać klęskę, ale po to by uświadomić czytelników, że ówczesne polskie władze wcale nie były tak naiwne, czy lekkomyślne jak się powszechnie sądzi. W kręgach wojskowych zdawano sobie sprawę z konieczności zakupu uzbrojenia pancernego i motoryzowania piechoty. Polski przemysł obronny, właściwie dopiero co zbudowany zaczynał wchodzić na najwyższe obroty. W 1940 miano w nim zbudować więcej samochodów, niż w ogóle było ich w Polsce w 1939! Zresztą to, iż Polska miała przed wojną tak słabą motoryzację, to też nie wynik nędzy czy nieświadomości. W kraju działało bardzo silne "lobby" końskie, które do pewnego czasu dyktowało warunki.

Polska 1 i 17 września 1939 musiała stawić czoła 2 najsilniejszym armiom świata. Na naszym miejscu każdy by wtedy przegrał, zwłaszcza, że wróg mógł wtedy zaatakować praktycznie ze wszystkich stron. Wyobraźmy sobie jak by wyglądała kampania, gdyby - tak jak we Francji Niemcy mogli atakować wyłącznie z jednego, niewielkiego w sumie kierunku. Czy inwazja z samych Prus Wschodnich przetoczyłaby się przez nasz kraj równie szybko? Mam jednak wrażenie, że nie.

Wykop Skomentuj53
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura