Fizyka Smoleńska
Piszę o rzeczach pięknych: fizyce, lotnictwie, wszechświecie i superkomputerach. Ale też o smutnych: wyjaśniam katastrofę smoleńską, odsłaniam manipulacje oszustów politycznych i nieuków, ich pseudonaukę o nazwie "fizyka smoleńska". Fot.: lot w AZ/UT
116 obserwujących
86 notek
899k odsłon
  20684   0

19. Scjentologiczna fizyka 'zamachu' smoleńskiego

Która katastrofa? 
Przy upadku w las z małą predkością (CASA,2008) samolot rozpadł się na małe kawałki, bez potrzeby wielu bomb.
Która katastrofa? Przy upadku w las z małą predkością (CASA,2008) samolot rozpadł się na małe kawałki, bez potrzeby wielu bomb.

Jeśli jednak chodzi o znajomość aerodynamiki, to wszyscy eksperci zespołu Macierewicza mają dokładnie takie same umiejętności. Prof. Binienda sądzi na przykład, że samolot pozbawiony części skrzydła musi runąć na ziemie na odległości rzutu poziomego w próżni (co wyliczał i objaśniał w wywiadach dla ND i GP), oraz że w/w koncowka skrzydla po odlamaniu na brzozie powinna byla przeleciec 10-12 m a nie tyle ile przeleciala, 110 m.  (110 m zgadza sie dobrze z fizyka lotu takiego obiektu przy realistycznych warunkach poczatkowych, opisana w rozdz. 15 oraz  rozdz. 16  tego bloga). Wniosek jest taki, ze prof. Binienda nie wie, jak lata samolot (jaką rolę grają skrzydła i ster wysokości, ktory pomaga mu przejść od opadana na wznoszenie) i nie zna sie na aerodynamice (gdyż żadne ciało o wielkości i masie końcówki skrzydła nie może wyhamowac trąc wyłącznie o powietrze, z predkosci 270 km/h do 100 km/h i ze wznoszenia przejść na spadek, uderzając w ziemię w odległości zaledwie 12m, to jest dwóch swoich długości).

To samo dotyczy dr. Nowaczyka. Opowiadał on wielokrotnie, lecz nieprawidlowo, o tym co dzieje się z samolotem, kiedy skrzydła wchodzą w stan przeciągniecia (stall). Sądzi on, że siła nośna wtedy niewytłumaczalnie.... znika. Nieuchronny spadek samolotu po przeciągnieciu, w czasie 1 sekundy, to wynik z zakresu fizyki smoleńskiej, nie tej prawdziwej. Nowaczyk ani nie rozumie teoretycznie, ani nie zna z praktyki pilotażu samolotu, figury zwanej beczką. (Myli zresztą nazewnictwo beczki smoleńskiej, ale tu wybiegam przed  własną orkiestrę, bo dziś o beczce nie zdążę napisać. W dalszym rozdziale bloga..) Stąd jego szalone zdziwienie, że samolot  nie zmienił kursu natychmiast po rozpoczeciu beczki i stąd też jeden z jego typowych, błędnych dowodów, ktore mają wytłumaczyć ten właśnie fakt (zamachem, naturalnie). Z kolei, dr Szuladzinski nie zgadza się z prof. Biniendą na temat domniemanego 12-metrowego lotu końcówki skrzydła (mowi o 60-90 m jako oczekiwanej odległości, co nie jest niezgodne z faktyczną odległościa 110 m, jeśli tylko wniknie się głębiej w pierwsze 0.2 sekundy lotu).  Jednak, jak zaraz wyjaśnie, aerodynamika jest także jego piętą achillesową.

Tymczasem, Nasz Dziennik zaczyna publikować bardziej rozsądne próby analiz i oto 4.04.12 , odwołując się do realnych testów NASA, o których pisaliśmy na s24 już bardzo dawno, de facto zaprzeczył nieomylności Biniendy i zapewnieniom klubu sejmowego oraz szefa partii, że Binienda udowodnił 'naukowo' i bez cienia wątpliwości niemożliwosc urwania skrzydła przy brzozie! Zdaje mi się, że tezy profesora będą stopniowo przemilczane, dokładnie tak jak obecnie wczesniejsze, zdyskredytowane, a podawane wczesniej jako naukowo udowodnione  "obezwładnienie na 15 m". Prawda nie ma problemu ze zwycieżaniem. Prawda ma tylko kłopot z dogonieniem maszynki do produkcji scenariuszy zespołu.

 

  ODKRYCIE  DR. INŻ. SZULADZIŃSKIEGO

Dostałem wiele podziekowań od zwolennikow zespołu sejmowego za odkrycie tego eksperta (zob. autoryzowany wywiad z nim). Jestem szczęśliwy, że mogłem pomóć. Pan Szuladzinski jest bardzo interesujacym człowiekiem o rozległej wiedzy i głębokim zrozumieniu roli podejścia analitycznego w inżynierii. Oto, jak go poznałem. Zaskoczony w zeszłym roku, ze PiS organizował happeningi sejmowe, a nikt o tym nie mowil, zajrzałem dość dokładnie do tych prezentacji. Dla mnie nie miały one większego sensu fizycznego ani inżynieryjnego. Byłem zaszokowany brakiem reakcji, radosnej czy wrogiej, a głównie oceny fachowej, ze strony naukowcow polskich i mediów. Smoleńsk był wtedy czymś w rodzaju tabu. To nie wydało mi się dobre. Po co Polsce przemiany ustrojowe, jeśli ma znów być cenzura i autocenzura?

Wielką wartość ma prawda (w tym sensie w jakim uniwersytety jej poszukują - można nazwac ją wiedzą; nie w sensie, że ktoś oszukuje lub mowi prawdę). Wielką wartość ma też wolność. Co ma wiekszą wartość? Niewątpliwie wolność. Dlatego, nawet uwzgledniając kwestie podziałow społecznych i bicia piany, które towarzyszą dyskusjom, myslę, że warto znieść to tabu i chyba faktycznie obecnie znikło już ono. Będzie dużo kurzu i całe góry nieprawdy (błędnych wniosków), ale tak właśnie musi być, jeśli ma być wolność.

Co miałem zrobić ze swoja, poparta kilkudziesiecioma latami modelowania numerycznego, opinią?
Ponieważ nie jestem nienormalny, tj. nie uważam z góry, że na pewno mam racje lub jak powiedział niedawno jeden z ekspertów "moja praca jest perfect", a dodatkowo uznaję potrzebę 'peer review' czyli konsultacji i oceny specjalistów, to wybierająć losowo naukowców (na ogół polskojezycznych, bo nie mialem najmniejszego zamiaru tlumaczyć innym całości materiałów ani pełnego kontekstu dyskusji)  znajacych sie na metodzie elem. skonczonych (MES), napisałem do trzech czy czterech z nich emaile. Szuladziński był uprzejmy zainteresować się sprawą i wymieniliśmy tyle maili i rozmawialiśmy tyle skypem, że w końcu powstał ten autoryzowany wywiad, który można obejrzeć w linku na marginesie bloga.

Lubię to! Skomentuj662 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka