59 obserwujących
1114 notek
1090k odsłon
205 odsłon

Edukacja na konwencjach PiS i PO

Wykop Skomentuj7

Prestiż nauczyciela. Jeśli PO nawet podniesie pensje nauczycieli o 400-600 zł, ale w środku szkoły będzie tak jak dotychczas (standardy gimnazjum) to nie będzie większych zmian. Gdyby PiS podniósł wymagania szkolne i wytrzymał przez 3-4 lata, ale zostawił nauczycielom niskie pensje to skończyłoby się to tak jak mówił jeden z dyrektorów szkół na konwencji PO: Uczeń spytał się go ile zarabia. Odpowiedział. Na to uczeń: to pan myśli, że ja jestem taki głupi, aby tak dużo się uczyć i tak mało zarabiać? Podobnie usłyszała też jedna z moich koleżanek - nauczycielka gdy próbowała motywować uczennicę do nauki: Moja matka jest sprzątaczką i zarabia więcej niż pani.

Jest coś dziwnego w podejściu ważnych figur PiS do edukacji i finansów - zarobków nauczycieli. Słuchając ich ma się wrażenie, że żyją oni w minionej epoce - świecie obecnym już tylko w ich wspomnieniach. Przykład: toruński kurator oświaty wypowiada się dla lokalnego radia na koniec roku szkolnego: Nie mogę tego zrozumieć, młody człowiek, ktoś przyjął go do szkoły, dał mu tak wysoką pozycję, a on strajkuje.

No i co można powiedzieć po takim tekście? Przecież ten "prestiż" itd. to niska pozycja w drabinie społecznej (ile osób chciałoby dziś by ich dziecko zostało nauczycielem?) + jakieś 1800 zł, za które ów młody człowiek musi opłacić mieszkanie, jedzenie, ubranie, bycie wzorem dla młodzieży, autorytetem dla rodziców. Minister Piontkowski dodaje do tego ciągłe dokształcanie i wysokie kompetencje cyfrowe (czyli nabyć własny sprzęt i oprogramowanie). Z drugiej strony PiS mówi wyraźnie (czy to Piontkowski czy we wcześniejszym programie): jeśli nauczanie w szkołach będzie takie jakie chcemy, to mogą być podwyżki nawet o 100%.

Zresztą, obiektywnie po prostu nauczycieli jest za dużo i nigdy nie będą mieli wysokich zarobków, chyba, że, wzorem lekarzy czy pielęgniarek, będzie ich za mało. W takich kwestiach polscy politycy są po prostu niewyuczalni.

Kończąc zaś temat prestiżu zawodu nauczyciela, to i PO i PiS bardzo mocno pracowali by był on możliwie niski. Klisze propagandowe wymyśliło PO gdy zabierała wcześniejsze emerytury (nauczyciel to jedna z najlepiej płatnych prac: zarobki na godzinę w pierwszej trójce w PL + lenie z niskim pensum, płatnymi urlopami, komunistyczna KN itd. itp.), a PiS po prostu wszedł w utarte koleiny np. okłamując ludzi, że nauczyciel zarabia średnio 6100 zł. Dodać też trzeba, że lata niskich pensji - w okresie kultu pieniądza - zrobiły swoje i dzisiejsi nauczyciele nie są ogólnie ani specjalnie mądrzy ani przenikliwi (choć swoją pracę mogą wykonywać zupełnie dobrze). Łatwo coś zniszczyć, trudniej odbudować. Gdybym jednak miał oceniać pomysły PO i PiS, to partia Jarosława Kaczyńskiego i Anny Zalewskiej mówiąc o odbudowie pozycji społecznej nauczyciela jest po prostu śmieszna. Zdaje się, że często powtarzane słowa ministra Piontkowskiego, że gdy nauczyciele zobaczą we wrześniu najwyższe podwyżki w historii (ok. 200 zł + wcześniejsze ok. 100 zł) to zmienią zdanie odnośnie PiS, są realnym odzwierciedleniem tego co czołówka tej partii myśli o dzisiejszych nauczycielem i pozycji społecznej tego zawodu.

Wychowanie. Zdaje się, że w tej kwestii i PiS, i PO nie mają sprecyzowanych poglądów. Uzgadnianie programu wychowawczego z rodzicami to unik. Bo muszą tu być jasne wytyczne kto ma ostatnie słowo. PiS mówi o wychowaniu patriotycznym, ale nie widać, by przez ubiegłe 4 lata specjalnie przejmował się tym tematem. Co prawda prof. Waśko mówił, że wszystko jest już dawno opracowane, przygotowane, jednak nawet gdyby to była prawda, to cóż z tego? 2 lata temu ten sam profesor mówił, że od 2007 jest ustawa o stosunkach wewnątrz szkoły (jak nauczyciele mają radzić sobie z trudnymi uczniami) i co? I nic.

Biurokracja. Póki urzędnicy będą kontrolowali szkoły, póty biurokracja będzie kwitła, a im więcej urzędów będzie miało takie prawa tym większy rozkwit biurokracji, bo co kontrolować jak nie ma papierów? Najbezpieczniej, jeśli każda czynność ma swój papier. W roku 2000 zapadła decyzja polityczna, że w szkole ma być jak w urzędach: rozliczamy się na zasadach prawa pisanego, a nie jak dotychczas na zasadzie rozmowy i zwyczaju. Tej decyzji nikt nie cofnął i póki będzie ona w mocy póty biurokracja musi się rozwijać.

Jest jeszcze jedna kwestia, o której nikt nie mówi, a moim zdaniem, w perspektywnie, może być ona bardzo niebezpieczna. Chodzi o trend przerzucania całej dokumentacji elektronicznej dot. ucznia na elektonikę, w dodatku prywatnej firmie z USA. Mając dane z librusa i facebooka ma sie praktycznie na talerzu całą PL za 20-30 lat. Wystarczy klinkąć myszką

A co to znaczy, że ani PiS ani PO nie wie co robić w szkołach? To znaczy, że sprawy będą puszczone na żywioł, a jak będą problemy - a będą na pewno - to stosowne władze będą interweniować, mniej lub bardziej udanie. Najprawdopodobniej rząd będzie zrzucał odpowiedzialność na samorząd a samorząd na rząd. Jest jedna sprawa, jak się wydaje, ważna - minima programowe. Tutaj myślę, że PO (samorządy) i PiS dogadają się po cichu w wakacje.


link do materiałów z konferencji Myśląc Polska 2015

Wykop Skomentuj7
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo