13 obserwujących
63 notki
77k odsłon
  5393   7

Czy Polska za bardzo "postawiła na Trumpa"?

Można by też zadać inne pytanie. Czy gdyby "PiS nie postawił na Trumpa" uzyskałby coś więcej np. od Niemiec, z którymi Trump był bardzo skonfliktowany. Czy Niemcy jakoś zapłaciliby Polsce za taką "europejską lojalność antytrumpowską"? Czy zrezygnowaliby z NS2? Czy wykazaliby większą elastyczność w sprawach polityki klimatycznej? Czy wsparliby Polskę w sporze z Francją na tle dyrektywy o pracownikach delegowanych? Czy wsparliby Polskę w sporach z KE na tle tzw. "praworządności"? Myślę, że te pytania mają charakter retoryczny. 


PiS nie utrzymywał kontaktu z demokratami

Przede wszystkim przypomnijmy, że dyplomacja każdego państwa utrzymuje kontakt przede wszystkim z przedstawicielami władzy obcych państw. Trudno, żeby było inaczej. A w czasie rządów Trumpa to republikanie kontrolowali i egzekutywę i kongres. Utrzymywanie równie intensywnych kontaktów z opozycją w państwie demokratycznym byłoby zupełnie niecodzienne. Tak się robi czasem (a i to rzadko) w przypadku relacji z państwami autokratycznymi, szczególnie jeśli ich władcy słabną i popadają w głęboką izolację (przykładem jest obecnie Białoruś). Ale nigdy w przypadku państw demokratycznych.

Mam też wrażenie, że takie wnioski formułują ludzie, którzy nawet nie wiedzą, kto jest ambasadorem RP w Waszyngtonie. A tak się składa, że ambasador Wilczek jest uznawany za wybitnego dyplomatę nawet przez analityków bardzo niechętnych prawicy. Zakładam też, że autorzy tych teorii zupełnie nie znają grafiku spotkań ambasadora Wilczka ani jego podłwadnych i po prostu nie wiedzą, z kim się oni spotykają. 

Przeanalizujmy jednak politykę demokratów wobec najważniejszych punktów agendy polsko-amerykańskiej w latach 2016-2021. Czy demokraci popierali relokację wojsk amerykańskich na wschodnią flankę? Popierali. Czy demokracji popierali amerykańskie wsparcie dla inicjatywy Trójmorza? Popierali. Czy popierali sankcje na NS2? Popierali. W sferze realnej demokraci sprzyjali Polsce we wszystkich kluczowych kwestiach. 

Zadajmy sobie jednak inne pytanie. Czy gdyby Polska utrzymywała intensywniejsze relacje z demokratami, miałoby to obecnie jakiekolwiek znaczenie? Czy gdyby ambasador Wilczek spędzał każdy wieczór sącząc whisky na spotkaniach bonzów partii demokratycznej, prezydent Biden konsultowałby swoją politykę z Warszawą i uwzględniał nasz punkt widzenia? 

Przyjrzyjmy się faktom. Do grupy trzeciej, czyli państw nieważnych, z którymi nie ma potrzeby uzgadniać polityki, administracja Joe Bidena nie zaliczyła przecież tylko Polski. Zaliczyła do niej dokładnie wszystkie państwa Europy Środkowej - Czechy, Słowację, Litwę, Łotwę, Estonię, Węgry, Rumunię, Bułgarię, Ukrainę. Czy wszystkie te państwa "za bardzo stawiały na Trumpa"? Czy wszystkie te państwa "nie utrzymywały stosunków z demokratami"? Czy wszystkie zatrudniają wyłącznie "nieudolnych dyplomatołków"? Czy prezydenci wszystkich tych państw "za późno wysłali depeszę gratulacyjną"? 

Ten ostatni wątek jest ciekawy. W Polsce jest wielu pozornie poważnych ludzi, którzy uważają, że imperium dokonało radykalnej zmiany swojej strategii dlatego, że prezydent RP za późno wysłał depeszę gratulacyjną. Serio, ci ludzie tak myślą. 


Czy to oznacza jednak, że Polska nie popełniła żadnego błędu?

Niestety na to pytanie nie możemy odpowiedzieć pozytywnie. Polska popełniła błąd zakładając, że Stany Zjednoczone są stabilnym, wiarygodnym i rzetelnym sojusznikiem.  

Tymczasem Stany Zjednoczone są takim samym państwem, jak każde inne. Państwem gotowym zmienić swoją strategię w każdej chwili. Państwem gotowym dotrzymać tylko tych zobowiązań, których się opłaca dotrzymać. Państwem coraz bardziej skłóconym wewnętrznie, a przez to nieprzewidywalnym i niestabilnym. I przede wszystkim państwem coraz słabszym, co wymusza na nim coraz bardziej precyzyjne określanie priorytetów i rezygnację z celów drugoplanowych, a takim okazało się powstrzymywanie neoimperialnych zapędów Rosji w Europie Środkowej.

W wypowiedziach przedstawicieli polskich władz można wyczuć daleko idące zaskoczenie. Z całą pewnością wszyscy spodziewali się ochłodzenia stosunków i rytualnych połajanek wyższościowych w stylu Baracka Obamy plotącego o "autorytaryzmie". Ale zapewne nie spodziewano się aż tak radykalnej zmiany strategii. Bo przypomnijmy - USA Joe Bidena nie ignoruje Polski. Ignoruje cały region, także tych, którzy nie "stawiali na Trumpa", "utrzymywali kontakty z demokratami", nie oddali dyplomacji "dyplomatołkom" i wysłali entuzjastyczną depeszę na czas. 


Lubię to! Skomentuj110 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka