613 obserwujących
1599 notek
9295k odsłon
7298 odsłon

Kolejne wspomnienie z 10-04

Wykop Skomentuj9

- Wiesz. Wicia Bater chyba oszalał. Mówi, że spadł samolot.

- Oszalał.

Potwierdzam. I by nie wywołać sensacji nie biegiem, a zdecydowanym krokiem jak Borowcy wychodzę z cmentarza.

cz

I nie może, ze zrozumiałych względów, zabraknąć postaci smoleńskiego moonwalkera. Czunkiewicz wspomina epizod z nim następująco (s. 239-240):

 

Bohaterem chwili staje się nasz montażysta Sławek Wiśniewski. To ten, który był zatrzymany. A właściwie przegoniony z miejsca upadku samolotu. Od rana w hotelu „Nowym” gdzie mieszkaliśmy przygotowywał się do pracy. W swoim pokoju zrobił polowe stanowisko montażowe. To dość zamknięty w sobie miłośnik elektroniki i nowych technologii. Wziął ze sobą mnóstwo, potrzebnego i nie potrzebnego  [tak w oryg. – przyp. F.Y.M.], sprzętu. W tym prywatną kamerę. Gdy usłyszał i zobaczył, że coś się stało wybiegł z hotelu. Wiedział, że wszystkie ekipy filmowe o tej porze powinny być w Katyniu. Doszedł do szczątków samolotu, jako jeden z pierwszych. Nakręcił unikatowy materiał. Dał się złapać rosyjskim służbom i zastraszyć. Nie miał doświadczenia z nimi, ani wystarczającej znajomości języka. Najważniejsze, że nie oddał zdjęć, że ich nie skasowano. Teraz te zdjęcia przekazywaliśmy do Warszawy. W kilka minut stały się obrazem tragedii na całym świecie. Sławek udzielał wywiadów jako naoczny świadek. Byliśmy dumni, że jest jednym spośród nas. Dostał specjalną nagrodę, o którą osobiście wnioskowałem. Po jakimś czasie to uczucie zniknęło. Sławek, po wewnętrznych przemyśleniach lub bardziej namówiony przez jakąś kancelarię prawną, zażądał od Telewizji niebotycznej kwoty za prawa do materiału filmowego. W Smoleńsku był służbowo, ale jako montażysta, a nie operator. Dodatkowo kamera była jego własnością. Miał prawo. Mógł, ale nie musiał. Tym bardziej długo po wydarzeniu. Nie mi to oceniać. To skutek komercjalizacji dzisiejszego życia. Skończyło się ugodą. Rozstaliśmy się. A materiał leży teraz niedostępny gdzieś na półkach archiwum.

cz

Nie wiemy więc, o której godzinie SW zawitał do wozu transmisyjnego. Takie to wspomnienia jednego ze świadków smoleńskich. Przytaczam je więc bardziej dla porządku niż ze względu na jakieś rewelacje. O to bowiem, by żadne rewelacje nie wypływały sami ludzie mediów dbają od blisko 7 lat. Zabawne zresztą, że moonfilm po wszystkich swoich perypetiach stał się „pułkownikiem”.

 

 

P.S. Przy tej okazji wszystkim Bywalcom mojego bloga, Blogerom i Komentatorom najserdeczniejsze życzenia Radosnych, Zdrowych i Spokojnych Świąt Narodzenia Pańskiego :D

Wykop Skomentuj9
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale