0 obserwujących
5 notek
1439 odsłon
155 odsłon

Danny Szetela, a sprawa Polska

Wykop Skomentuj

     Zagadnienie wzajemnego kaperowania piłkarzy przez krajowe federacje od zawsze budziło emocje. Budziło je, gdy Polakiem zostawał Emanuel Olisadebe, wcześniej Nigeryjczyk, pierwszy czarnoskóry reprezentant Polski. Budziło je także, gdy traciliśmy, jak przyjęło się to określać, duet napastników Klose – Podolski na rzecz naszych zachodnich sąsiadów. Dziwić nie powinien zatem fakt, że uniesień nie brakowało także na przestrzeni ostatnich tygodni, kiedy to niczym  spod ziemi wyrosły przypadki dwóch młodych, zdolnych piłkarzy związanych z naszym krajem.  

      Różni ich praktycznie wszystko, wszak nawet wobec pozornie łączącego ich dylematu podchodzą z przeciwległych biegunów. Dawid Jarka i Danny Szetela, piłkarz, którego rzekomo chcieli nam podkraść i piłkarz, którego podkraść chcieliśmy my.

      Urodzony w Świerklańcu Jarka to odkrycie tego sezonu w Orange Ekstraklasie. Dwudziestolatek w rozegranych dotychczas 11 meczach zdobył 10 bramek. Zasłynął szczególnie w dwóch spotkaniach, z bytomską Polonią oraz sosnowieckim Zagłębiem, którym wbił odpowiednio 3 i 4 bramki. Kiedy powołanie do reprezentacji Polski otrzymał partner Jarki z ataku Górnika, Tomasz Zahorski, jedna z gazet goniących za sensacją opublikowała tekst, w którym zwróciła uwagę na groźbę utraty Jarki na rzecz reprezentacji Niemiec. Jak przyznał bowiem sam zainteresowany, posiada on niemiecki paszport i w latach juniorskich poważnie rozważał możliwość gry dla Niemców.

      O Szeteli większość polskich kibiców usłyszała podczas Mistrzostw Świata U-20 w Kanadzie. Grający dla reprezentacji USA pomocnik wsławił się szczególnie dwiema bramkami strzelonymi naszej reprezentacji. Urodził się w stanie New Jersey, jest synem pary polskich emigrantów, płynnie mówi po polsku, co jest efektem starań nieżyjącego już ojca. 17 października bieżącego roku zagrał nieco ponad 6 minut w meczu seniorskich reprezentacji USA i Szwajcarii, czym na zawsze uciął temat jego występów w barwach biało-czerwonych.      

      Również Dawid Jarka ostatecznie uciął spekulacje, oświadczając, że na szanse gry w pierwszej drużynie biało-czerwonych będzie czekał cierpliwie. Przez nikogo nie niepokojony – wypadałoby dodać, komentując absurdalny lament brukowca, sugerującego jakoby reprezentacja Niemiec swoich strzelb szukać musiała w polskich klubach.      

      Obserwując tą całą licytację toczącą się szczególnie wokół Szeteli, uwagę moją zwraca fakt, że nikt nawet na chwilę nie zająknie się nad zachowaniem samego piłkarza. Czy człowiek z ugruntowaną tożsamością narodową traktowałby ją jako kartę przetargową w swojej sprawie? W wywiadach dla polskich mediów, pomocnik Racingu Santander często podpierał się brakiem zainteresowania ze strony PZPN-u. Czy wnioskować należy zatem, że powodem jego wyboru, było pogniewanie się na piłkarską centralę?

      Z ulgą przyjąłem informację o występie Szeteli w meczu Szwajcaria – USA. Swego czasu Euzebiusz Smolarek, co ciekawe, aktualny kolega klubowy Szeteli, na pytanie, czy nie rozważał możliwości gry w reprezentacji Holandii, pół żartem, pół serio, odpowiedział – Nie, bo by mnie ojciec zabił. Ta odpowiedź dość wyraźnie ukazuje subtelną różnicę w dwóch postawach względem własnej tożsamości. Szetela w reprezentacji Polski, brzmi równie abstrakcyjnie jak Jarka w niemieckiej kadrze. Dobrze się stało zatem, że obaj pozostali tam, gdzie ich miejsce.

      Przyznam się, że jestem konserwatystą jeśli chodzi o powoływanie piłkarzy do reprezentacji Polski. W swojej radykalnej opinii trwam mimo argumentów przeciw, które przynosi życie. Mecze reprezentacji Polski traktowałem zawsze jako święto. Jak ktoś uwielbia atmosferę Bożego Narodzenia, to mnie zrozumie. Ja mam tak samo, tylko kilkanaście razy w roku. Już jako dzieciak, żwawiej wstawałem z łóżka i gnałem do szkoły w środy, w które grali biało-czerwoni. Nie miały na to wpływu wyniki odnoszone przez reprezentantów. Pamiętam przecież wygraną z San Marino 1-0 po ręce Furtoka, czy przerwaną przez Kryszałowicza, trwającą ponad rok, serię meczów bez zdobytej bramki. I dla mnie tamte mecze były tak samo szczególne jak te z Portugalią pod wodzą Leo. Właśnie w tym doszukuje się przyczyny mojego personalnego konserwatyzmu.

      Nie potrafię wyobrazić sobie reprezentacji Polski, w której po boisku obok wypruwających sobie płuca Jacka Krzynówka, czy Marcina Wasilewskiego biega chłodno kalkulujący piłkarz, którego przodkowie urodzili się nad Wisłą. Nie jest moim zamiarem sugerowanie, że każdy taki odszukany Polak nie będzie się maksymalnie angażował w grę biało-czerwonych. Wierzę po prostu w to, że piłkarz, który nie jest świadomy swojej narodowości, nie jest jednocześnie świadomy tego o co walczy. Desperacka szarża Krzynówka z meczu w Lizbonie w wykonaniu Szeteli byłaby moim zdaniem bardzo mało prawdopodobna.    

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale