0 obserwujących
11 notek
22k odsłony
  940   0

Rosjanie wobec katastrofy


* * *

A potem stało się. O katastrofie dowiedziałem się od Rosjan. Po prostu od rana do nocy dzwonił telefon, przez który przyjaciele, ale też całkiem dalecy znajomi, koniecznie chcieli mi powiedzieć, jak im strasznie przykro, jak bardzo rozumieją, co czuję. Jaka to w ogóle okropna tragedia, co to teraz z Polską będzie i że im, Rosjanom, jest osobiście tym bardziej rozpaczliwie i smutno, że to się zdarzyło w tym okropnym Katyniu.

Przedtem o Katyniu zdarzało mi się słyszeć tu głównie w kontekście bolszewickich jeńców z roku dwudziestego, których w polskich obozach jenieckich zdziesiątkowały epidemie. Zapominano dodać, że te same epidemie zabijały polskich żołnierzy w koszarach i czerwonoarmiejców pozostających daleko od polskiej niewoli. Nie mówiło się też specjalnie o tym, skąd ci jeńcy sowieccy wzięli się nagle na terytorium obcego państwa, aby mogły ich tam zabijać choroby. Prosty łańcuch skojarzeń: gdy mówię o Katyniu, w odpowiedzi słyszę o jeńcach. Poza ten schemat wyjść się nie udawało.

Teraz Katyń zaistniał. Zrazu sam, aby po chwili w opiniach moich znajomych i w gazetach zainspirować debatę o nieosądzonych, nieopisanych i w ogóle niezbadanych zbrodniach popełnionych na innych narodach i na samych sobie.

Zaznacza się coś w rodzaju odnowy moralnej. Jakiegoś bicia w piersi i rozpaczliwego krzyku. Przebiega to po linii efektownego skrótu myślowego: skoro ich prezydent (ich, czyli nasz, polski) oddał życie dbając o pamięć swoich pomordowanych rodaków, dlaczego u nas od dziesięciu lat, władza nie robi nic, aby przypomnieć o ofiarach. A przecież ciągle gdzieś znajdujemy masowe mogiły. Znajdujemy, a potem się o nich milczy. Organizację „Memoriał” spycha się na margines, a z dysydentów walczących o prawa do pamięci robi się groteskowych staruszków owładniętych geriatrycznymi maniami.

Więc już jakby miało się nie milczeć.

Gdy w czwartek budowniczowie drogi na Dalekim Wschodzie, nieopodal Władywostoku, natknęli się na masową mogiłę mężczyzn rozstrzelanych w latach 30., znalezisko pokazała rządowa telewizja. Budowę drogi wstrzymano. Będzie cmentarz.


* * *

W Permie, nas, Polaków, obywateli RP, jest garstka. Zdaje się, że w tej chwili w ogóle jestem na miejscu tylko ja. Bo oczywiście Polaków zwożonych tu już od początku XIX wieku w kolejnych zsyłkach, rusyfikowanych, gnębionych, pozbawianych praw, jest znacznie więcej. Ci, którzy zachowali cząstkę polskości spotykają się w katolickim kościele na rogu ulicy Gorkiego i Puszkina.

Architekci budujący świątynię na początku XX wieku zadbali o wspaniałą akustykę. Najniższe piano pianissimo wyśpiewane na chórze dobiega do najdalszych rzędów kościelnych ławek. Homilie słyszalne są bez mikrofonów choćby i w kruchcie. W latach trzydziestych kościół skonfiskowano i oddano we władanie Stowarzyszeniu Opieki nad Głuchymi. Piętnaście lat temu parafia odzyskała świątynię.

W poniedziałek odbyła się msza za dusze tych, którzy zginęli w katastrofie – koncelebrowali ją - proboszcz, ojciec Piotr, misjonarz z Polski i nasz wikary, cudowny ksiądz Aleksiej, łotewski Żyd, po studiach na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Proboszcz ma masę zajęć związanych ze sprawowanym urzędem, więc to częściej wikary wyszukuje w Permie i okolicach tych, którzy pamiętają, że być może kiedyś byli katolikami, a nawet Polakami. Zawsze witają go ze zdziwieniem nad jego świetną polszczyzną, która kompletnie kontrastuje z urodą księdza Aleksieja. Tego łotewskiego Żyda ma ksiądz bowiem wypisanego na twarzy.

Przed kościołem czekali już dziennikarze regionalnej telewizji. Trzeba im było opowiedzieć co czujemy. Zaznaczył się jakiś boski surrealizm w tym, jak wspominałem na użytek permskiej telewizji Vetta, herbatę pitą u Anny Walentynowicz.

Jeszcze później wyszło na jaw, że wiele instytucji chce przesłać do Polski kondolencje i że dobrze będzie skorzystać z tego, iż mają na miejscu Polaka, który im te listy żałobne napisze w języku adresatów.

Tak więc dyktowano mi po rosyjsku, a ja pisałem po polsku na przykład tak: „pragniemy, aby Katyń, to tragiczne miejsce, które na przestrzeni siedemdziesięciu lat dwa razy stawało się grobem najlepszych Polaków, wydało owoc przebaczenia i pojednania między naszymi narodami”.

Mówiono przy tym dużo o wspólnych korzeniach, kulturowej bliskości i braterstwie Słowian. Szczęściem, nikt nie wspomniał o serialu „Czterej pancerni i pies”, którego się tu najchętniej używa dla wykazania trwałej przyjaźni między naszymi narodami.

- Nie przesadzałbym z tą bliskością – zastrzegł się Izajasz Salomonowicz Goldberg, sędziwy doktor fizyki, który już jedną nogą mieszka w Izraelu, ale co jakiś czas wpada do Permu. - My z Arabami też, etnicznie patrząc: bracia...


* * *

I jeszcze jedno – obok współczucia, wcale nieskłamanego i serdecznego, choć trudno na tej emocjonalnej reakcji budować nadzieję na trwałe korzystne zmiany w stosunku Rosjan do Polaków; jeszcze jedno zwróciło moją uwagę. Kilka osób pytało mnie, czy w Polsce rozważa się, że to mógł być zamach. Za każdym razem mieli na myśli to samo: nie zamach w tym sensie, że Władymir Władymirowicz strącił Polakom elitę, ale w tym sposobie, że Władymirowi Władymirowiczowi ktoś tych Polaków pozabijał, aby móc jemu samemu dobrać się do skóry.


* * *

We wtorek znowu mówiłem studentom o spirali milczenia. Pokazałem fotografie Prezydenta, filmy z parodiami, karykatury. I pokazałem im te zdjęcia, jakie polskie media zaczęły publikować po katastrofie, na których widać Prezydenta takiego, jakim był.

- Czyli – tłumaczyłem – spirala pękła. Prawda wybuchła, zwyciężyła!

Studenci pokiwali głowami z uznaniem.

Było to jeszcze przed manifestacją w Krakowie, w trakcie której „młodzi, wykształceni, z dużych miast” domagali się, aby prezydenta pochować w miejscu mniej eksponowanym. 

 

 

P.S. Zapraszam wszystkich zainteresowanych współczesną Rosją i relacjami między naszymi narodami na mój odczyt  "Rosjanie wobec katastrofy". Najbliższy czwartek, godz. 18:00 Centrum im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego w Warszawie, ul. Czerniakowska 178A.

Uwaga! Trudno trafić, ponieważ to w starej, słabo znanej części Czerniakowskiej, między ulicami Śniegockiej a Górnośląską. Kto nie był dotąd, proszę, niech spojrzy na mapę.

Liczę, że po moim krótkim wystąpieniu rozwinie się dyskusja.


 

Lubię to! Skomentuj50 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale