47 obserwujących
411 notek
478k odsłon
497 odsłon

Na pozór nic

Wykop Skomentuj29

        Czy człowiek może umrzeć od ugryzienia pchły? Ba, wręcz powinien, jeśli tylko chciałby żyć, a w związku z tym również i dokonać żywota w zgodzie z naturą. Pod warunkiem jednak, co wymaga podkreślenia, że insekt podzieli się z nim zarazkami dżumy. Dżuma bowiem, w przeciwieństwie do tabunu, sarinu czy choćby napalmu, a kto wie, może i koronawirusa, to wymysł matki natury - tu nie ma wątpliwości. A w związku z tym i śmierć nią spowodowaną należy uznać za naturalną, co jest bardziej niż tylko OK, jako że naturalność w każdej odsłonie i w każdym wymiarze jest dziś na topie. A zatem taka zadżumiona pchła, choć niby rzecz mała, to cieszy, zwłaszcza kiedy użarłaby bogatego sąsiada. Albo Jarosława Kaczyńskiego, o czym marzy opozycja wraz ze stadem jej narodowo i moralnie mocno przeterminowanych i nieświeżych akolitów. Sęk w tym jednak, że marzenia im się sprawdzają – prezes został mocno dziabnięty, choć nie tyle przez pchłę, co inną małą istotę… Nie, nie przez kota bynajmniej, mimo że to dość wredne zwierzę – został dotkliwie ugryziony przez samego siebie.

         Oczywiście pewne sytuacje bywają niebezpieczne wyłącznie w półświatku polityków, uzależnionych od kapryśnych nastrojów społecznych. Gdybym to ja na przykład nie wiedział, o ile zdrożały ziemniaki, chleb albo gaz, to nikogo by to nie obchodziło, skoro i nikt by nie skojarzył, kim jestem? Powiem więcej, pies z kulawą nogą by się tym nie zainteresował. Podobnie, gdybym w miejscu publicznym rozpłakał się jak bóbr. Jednak kiedy brakiem wiedzy o cenach podstawowych produktów wykazuje się premier państwa, to znaczy, że przejawia on całkowite oderwanie od życia przeciętnych obywateli, których losem przecież zarządza – a to jest już grzechem kardynalnym polityka. Również inny wymiar posiadają łzy, zwłaszcza kobiety, tym bardziej jeśli uznanej wcześniej za pokrzywdzoną. A że w oczach zdemoralizowanego, wychowanego w duchu kombinowania i stałego ,,załatwiania” narodu każdy przyłapany przez prawo złodziej to niemal swojak i bratnia dusza, należy więc pokazać czerwoną kartkę winnym zatrzymania, a nie odwrotnie. I tym oto sposobem PiS w roku 2007 przegrał z kretesem wybory parlamentarne, co zawdzięczał z pozoru drobiazgom - arogancji szefa i wyjątkowej wydajności gruczołów łzowych posłanki PO Beaty Sawickiej.

         Również jadanie ośmiorniczek bywa zabójcze, oczywiście jeśli się jest politykiem podsłuchiwanym w restauracji ,,Sowa i Przyjaciele”. Zwykły śmiertelnik… No nie, błąd – zwykłego śmiertelnika nie byłoby stać na małe głowonogi albo wino Pomerol, rocznik 2008, w cenie 900 zł. za butelkę. To znaczy mógłby raz na jakiś czas zaszaleć, ale nie żeby się tam na co dzień stołować. I wtedy sensacji by nie było, no może taka mała, rodzinna, gdyby żona się dowiedziała, że ślubny był tam z kochanką i karmił ja ośmiorniczkami, uzupełniając wspólnie stracone kalorie. Ale czego tu zazdrościć przeciętnemu śmiertelnikowi, oczywiście poza kochanką, jeśli ta warta jest grzechu? Wykosztował się, bo jadł za swoje, więc znajomym zagrożenia nie stwarza, chyba to, że do następnej wypłaty będzie pożyczał od kolegów na papierosy. Inaczej z politykami, albowiem ci mieli zwyczaj płacenia kartami kredytowymi, które z podatków spłacają im obywatele. I jakże to tak, żeby ów obywatel, ośmiorniczek sam nigdy nie konsumując i często nie wiedząc nawet jak te wyglądają, płacił za obżeranie się nimi jakiemuś politykowi? Skandal, k***, żeby gorzej nie powiedzieć! I tak właśnie, powodowani de facto bzdurami namnażającymi uczucie zawiści, a wraz nią obywatelskiego oburzenia, zazdrośni obcych smaków polscy wyborcy odstawili Platformę do lamusa, skąd ta ma coraz mniejszą szansę się wydostać. I wypada tylko powiedzieć jej ,,smacznego”, choć de facto nie za wybór menu rządzący politycy powinni wtedy wyborczo pokutować.

         Również Bronisław Komorowski przegrał prezydenturę z wydawałoby się mało znaczących powodów – zdjęcia i finansowego doradztwa. Sprawa pierwsza dotyczyła wyborczego autobusu, zwanego ,,Bronkbusem”. O ile bowiem jeżdżący po całej Polsce ,,Dudabus” dowoził do niemal każdej prowincjonalnej dziury kandydata z krwi i kości, gotowego spotykać się i rozmawiać na ulicy nawet z dwudziestoma przygodnymi gapiami, to dla odmiany ,,Bronkobus” oferował jedynie wielkie zdjęcie urzędującego prezydenta, zdobiące dumnie bok pojazdu. A jako bonus dodawano nielicznie zgromadzonym pogaduchę z jakimś sztabowym ciurą, podczas gdy sam kandydat z tęsknotą w oku i westchnieniami żalu oddawał się w Pałacu przeglądaniu myśliwskich albumów i czyszczeniu sztucera. A gdy już go stamtąd wyciągnęli i na ulicy próbował sił w finansowym doradztwie Polakom, to byłoby dla niego lepiej, gdyby został w Japonii w charakterze wciąż żywej dyplomatycznej gafy.

Wykop Skomentuj29
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale