49 obserwujących
419 notek
487k odsłon
1747 odsłon

O twarzy premiera

Wykop Skomentuj25

         Ludzie mają to do siebie, że myślą. Bo gdyby nie myśleli, to zgodnie z kartezjańską tezą w ogóle by ich nie było i tyle. Po prostu wyginęliby niczym dinozaury, a za sto milionów lat albo może za sto jeden nawet, jacyś jajogłowi z kolejnej cywilizacji orzekliby chórem, że zawinił nie brak pomyślunku, tylko asteroid ewentualnie celne rzucanie kamieniami. W każdym razie to z tego powodu dzieje się tak, że aby przedwcześnie nie przenieść się w niebyt, homosapiensi myślą nawet wtedy, gdy im się nie chce albo co gorsza nie mają o czym, bo żadna myśl – zwłaszcza jakaś ciekawsza - nie przychodzi im do głowy. Ale że nie od parady noszą ją na karku, więc wytężają się intelektualnie o czym by tu myśleć, odnajdują ten czy inny wątek, jakikolwiek zresztą i już mają zajętą głowę bez dalszych obaw o swoją bezmyślną nieegzystencję.

        Oczywiście i ja również myślę, bo trudno być tu jakimś wyjątkiem. Robię to nawet niemal cały czas, z małymi przerwami na sen, a także na wizyty w blogosferze Salonu24 lub kontakty z przypadkowo poznanymi rodakami. W tym pierwszym przepadku myślę głównie po to, żeby nie spać, bo sen to śmierć za życia, tyle że dawkowana w systemie ratalnym. Mam na tym polu nawet całkiem poważne osiągnięcia i jeśli w międzyczasie nie zasnę, to jeszcze o nich wspomnę. Natomiast w Salonie24, w którym myślenie bywa źle widziane, a już na pewno wtedy, gdy jest różne od tego, jakie prezentują inni goście – zwłaszcza występujący jednomyślną kupą, w której jest im, jak to w kupie bywa, raźniej - wtedy pstryk, wyłączam pomyślunek. A że wśród Polaków postawa nietolarancji dla inności jest normą, dlatego w ogóle w środowiskach polskich lub polonijnych przyjmuję często pozę bezmyślności. Znaczy udaję, choć co o niektórych baranach i łobuzach w międzyczasie sobie pomyślę, to nikt mi już tego nie odbierze.

        Tu muszę wyznać, że moje myślenie potrafi być mocno niekonwencjonalne. Nie żeby zawsze, tylko od przypadku do przypadku. Ot, jak ostatnio, gdy sobie pomyślałem – tu podkreślam, że jedynie pomyślałem, a nie planowałem - co by się stało, gdybym podszedł do premiera Mateusza Morawieckiego i… pacnął go nawiasem mówiąc w całkiem sympatyczną kufę? Tak po prostu, bez powodu, którego jeszcze w sobie nie odnalazłem, choć na co dzień pasiony jestem propagandową kloaką opozycyjnych pomówień spadających na głowę szefa rządu. Czyli co, dałbym mu w twarz, ale nie tak, żeby zaraz zęby zgubił lub przynajmniej kozła fiknął i przemieszczając się z punktu A do punktu B, pokazał zawsze chętnym sensacji paparazzi numer buta. Nie, tak tylko, z wielkopańska rzekłbym - wymierzył mu policzek? No więc…

        Ależ oczywiście, że nawet bym się do niego nie zbliżył, by spełnić swój niecny zamiar, albowiem wcześniej zostałbym zatrzymany, powalony na ziemię lub to, po czym bym się aktualnie przemieszczał, preferując rzecz jasna zapaśnicze maty nad uliczną kostkę czy beton chodnikowych płyt. Z natury bowiem, jak każdy człowiek lub może nawet bardziej niż każdy, nie znoszę bólu, więc jestem niemal pewny, że w swoich poprzednich wcieleniach na ziemi nie byłem ani kobietą rodzącą, ani na przykład jednym z pierwszych chrześcijan, i to tylko dlatego, by nie być kęs po kęsie skonsumowanym na arenie przez lwy. Ale i odwrotnie, bo już później nie szerzyłem antychrześcijańskiej herezji, tak aby w odwróconym z kolei historycznie modelu ideowym, gdzie prawdziwym celem są jak zawsze władza i pieniądze, a reszta, znaczy koegzystujące z nimi mity i legendy stanowią jedynie wabik dla motłochu, nie zostać przez chrześcijan spalony na stosie.

         Dajmy jednak spokój dygresjom, choć te jak zawsze przy tematach kontrowersyjnych cisną się nachalnie do głowy i pomyślmy, jak zachowałby się sam premier? To znaczy, gdyby wywleczona na światło dzienne przez media sprawa zaistniałego publicznie incydentu pochłonęła chciwe sensacji zalążki ośrodkowego układu nerwowego przedstawicieli plebsu, kurtuazyjnie, choć z oczywistą przesadą, nazywanego społeczeństwem. Czy wyraziłby wtedy swoje oburzenie, wspomniał coś o braku poszanowania dla urzędu, próbował obciążyć moim zachowaniem Rafała Trzaskowskiego i spółkę wspomagających go w czasie kampanii durniochamów, czy też po prostu stwierdził, tu cytuję: ,,Na takie zachowania nie ma zgody”? I na tym zakończył – nie tylko swoje wystąpienie poświęcone spoliczkowaniu go, ale i całą sprawę.

         Otóż jest takie powiedzonko z cokolwiek nogawkową konotacją: zależy jak leży, i mam może trochę dziwne przeświadczenie, że gdybym był na przykład działaczem LGBT – czego bym nie chciał, ale załóżmy - który przechodząc od słów co czynów wymierzył premierowi siarczysty policzek, ten oświadczyłby, że na takie zachowanie nie ma zgody. I tyle. Znaczy w praktyce rozzuchwaliłby mnie, nadstawiając drugi

Wykop Skomentuj25
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo