49 obserwujących
435 notek
503k odsłony
907 odsłon

Skuter

Wykop Skomentuj11

        Ludzie już tak mają, że w pewnym wieku, na ogół w okresie wczesnojesiennym, stojąc przed lustrem z lękiem upatrują pierwszych oznak starzenia się. Lekko opuszczając głowę przeczesują ją palcami i spozierając w górę wytrzeszczem, poszukują siwizny. Potem, uspokojeni lub nie, bacznie przyglądają się obu półprofilom, wreszcie otwierają szeroko usta i wywalają na wierzch ozór, a czasem, już na koniec oględzin, opuszczają skórę pod okiem, tak jakby w zakamarkach tego dziwnego miejsca mieli się gromadzić najbardziej aktywni szatani starości. Ewentualnie zmuszają się do uśmiechów, szukając śladów ,,kurzych łapek”, zaświadczających o słonej cenie, którą przychodzi płacić za wesołość połączoną z chichotem. Słonej głównie w rachunkach uiszczanych przedstawicielom nie do końca poważnego zawodu, jakim jest medycyna estetyczna.

        Ale bynajmniej to nie siwe włosy, a choćby i ten jeden, ten najważniejszy, dostrzeżony oczywiście na skroni – niekoniecznie twojej, bo i mojej, i nie zmarszczki czy skrzypienie w stawach, ale powolna rezygnacja z dotychczasowych przyjemności, które z pewnym zdziwieniem zaczynamy odczuwać jako męczące, stają się zwiastunem nadchodzącej jesieni. I nie żebyśmy od razu z tych przyjemności rezygnowali – nie, to nie tak, bo wtedy natychmiast udowodnilibyśmy sobie, że wajcha wieku została nieubłaganie przestawiona, skierowując nas na bocznicę, w związku z czym nic nie będzie już takie samo jak było. A przecież nie chcemy w to uwierzyć i dlatego bronimy się przed myślą, jaka może pogrążyć nas w depresji. Dlatego wynajdujemy tysiąc jeden powodów, które skłaniają nas do odłożenia czynności sprawiających nam dotychczas przyjemność na później. Później, znaczy kiedy? No choćby i niedługo, głównie aż pogoda ulegnie zmianie, czyli jak będzie nie za ciepło, ale i nie za zimno, tylko tak w sam raz, co ocenimy w dogodnym czasie, albo gdy poprawi się nam nastrój, ewentualnie jeśli tego dnia telewizja nie zapewni nam godziwej rozrywki. Bo szkoda przecież byłoby tracić dobry film lub mecz, przy czym poprzedni warunek – ten dotyczący pogody - również musi zostać zachowany.

        Łapię się na tych przejawach starzenia, gdy przed wyjazdem na ryby wpatruję się w pogodową mapę i z ulgą stwierdzam, że jest, Bogu dzięki, jest szansa na deszcz - nie za duża wprawdzie, ale zawsze. Przelotny tylko i drobny, jednak to już wystarcza, by zmoczył. A wraz z tym i usprawiedliwił mnie przed samym sobą z rezygnacji z wędkowania - po raz kolejny odłożonego na lepszą okazję.

        Podobnie jest z motocyklem. Gdy po bliższych kontaktach z tą już, niestety, poważną medycyną musiałem zrezygnować z superszybkiej, ale i za ciężkiej dla mnie czerocylindrowej  maszyny o mocy 175 koni, , kupiłem inny model, znacznie lżejszy i trochę, ale niedużo, wolniejszy, bo lubię szybkość. Znaczy lubiłem, gdyż od jakiegoś czasu zacząłem od niej stronić. Tak zresztą już bywa, że im jesteśmy starsi, tym więcej mamy wyobraźni i tym większe przywiązanie do życia, choć jak raz powinno być na odwrót. Poza tym stawy zaczynają dawać znać o sobie i czasem ciągłe wciskanie sprzęgła wraz z towarzyszącą tej czynności zmianą biegów wprawiają mnie w fizyczny dyskomfort. Dlatego po dłuższym namyśle zdecydowałem o… przystąpieniu do LGBT. A co ma LGBT wspólnego z motocyklami? Otóż tylko pozornie nic, a de facto dużo, to znaczy o ile przyjąć za słuszną tezę mojego znajomego, który twierdzi, iż skutery są dobre dla kobiet i ciot, a co ni mniej, ni więcej oznacza tyle, że są niemęskie. To on tak twierdzi, a ja tylko powtarzam, więc proszę nie mieć mi za złe politycznie niepopranego słownictwa.

        No więc tak właśnie sprawy się mają – wstępnie postanowiłem zamienić motocykl na skuter, choć nie wiem, czy stanie się to jeszcze w tym roku, bo chińska zaraza i tu płata figle, powodując opóźnienie dostaw wielu modeli na amerykański rynek. Co ciekawe, chciałem wypróbować większą z dwóch maszyn, które oferuje BMW, oznaczoną jako C650GT, bo choć jest cięższa, to ma dwa cylindry i można wycisnąć z niej więcej ,,sosu”, odkładanego w czasie jazdy wiatrem na twarzy. Dopóki jednak się nim nie przejadę, nie będę wiedział co to za zwierzę i nie podejmę decyzji. A że od maja nie mam możliwości wypróbowania skutera, bo miejscowy diler po sprzedaniu w kwietniu ostatniego egzemplarza już tym modelem nie dysponuje, więc póki co obejrzałem na YouTube wszystkie materiały i przeczytałem o nim wszelkie dostępne w internecie opinie. Ba, zdarzyło mi się nawet zerknąć na polskojęzyczne portale motoryzacyjne i… No właśnie, zaraz pożałowałem tego, co zrobiłem. Ale po kolei.

        W serwisie Premiummoto natknąłem się na artykuł, w miarę świeży, bo z maja bieżącego roku, poświęcony właśnie wspomnianemu modelowi, a napisany przez niejakiego Michała Sztorca, dziennikarza, co powinno wprawić w zakłopotanie bardziej myślących przedstawicieli tego nieszanowanego przeze mnie zawodu. Wracając do tekstu, już sam początek artykułu jest jakiś dziwny. Zresztą przeczytajmy to razem:

Wykop Skomentuj11
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale