49 obserwujących
422 notki
491k odsłon
755 odsłon

Ala ma kota /przemyślenia luźne/

Wykop Skomentuj18

        Alleluja nieliczni już bracia i siostry w odchodzącej do lamusa mitów i legend wierze – a że względnie pokojowo, zatem można sądzić, iż za porozumieniem stron. Alleluja więc, bo oto prezes objawił maluczkim kolejną już piątkę. No a że PiS sypie pięciopalczastymi przyrzeczeniami niczym z rogu obfitości, choć opozycja niedwuznacznie przebąkuje coś o szulerskim rękawie, więc gwałtowny nadmiar czegokolwiek - nawet rzeczy dobrych, ba, wręcz szlachetnych – jest w stanie wywołać niepożądane skutki. A konkretnie może przyprawić o nudę i mdłości, w skrócie nudności, co właśnie mi się przytrafiło, i to zanim dowiedziałem się, o co tak naprawdę chodzi.

        Może dlatego zaproponowany jeszcze przed ostatnimi wyborami do parlamentu sześciopak Schetyny, dziś – zwłaszcza na tle korowodu pisowskich piątek - wspominam jako propozycję niezwykle oryginalną w nazwie. Na dodatek, co istotne, kojarzy się z pojedynczym opakowaniem właśnie sześciu puszek piwa i aż dziwne, że sam ówczesny szef Platformy nie zapamiętał kilku punktów własnego wyborczego ochłapu rzuconego rodakom. Cóż, nie chwyciło. Może Schetyna nie jest piwoszem i to mogłoby go tłumaczyć, ale żeby naród wychowany pomiędzy browarem, gorzelnią, bimbrownią, monopolowym i metą nie zapamiętał tak chwytliwego hasła? Co to się porobiło, co się porobiło z tymi Polakami?... Jakby zeszli z historycznie wybranego kursu i ścieżki, na których pełna butelka wódki czy wina, względnie kufelek określają styl życia, wypełniając je niepowtarzalną treścią. Chociaż, hm, zeszło, ale chyba nie do końca, bo mimo że III RP uodporniła ludzi na propagandę, to historyczny ciąg do alkoholu wciąż podpowiada, by w puszce piwa było jednak piwo, a nie wyborcza kiełbasa.

        Wracając do piątki, to ta ma dwa felery. Pierwszy taki, że kojarzy się z oszukanym sześciopakiem. Przecież nawet gamoniowi wyobraźnia podpowiada, iż sześć to więcej niż pięć, a jeśli rzecz dotyczy piwa, a nie na przykład coca-coli, to nawet znacznie więcej. Po drugie, piątka wnosi w naszą świadomość komunistyczne asocjacje, na dodatek pozytywne, kojarząc się z lubianą załogą Rudego. Z tym jest jednak pewien szkopuł, jeśli nawet nie szkop. Otóż w załodze był Janek Gajos, który zanim zaczął zwalczać PiS, brał udział w filmowej wojnie z Niemcami… Zaraz, a może z nazistami? No sam nie wiem, ale jak go zwał, tak go zwał – i tak wychodzi na to samo, to znaczy, że z bandziorami. W każdym razie Gajos, gdy po raz kolejny w ramach niekończących się telewizyjnych powtórek pobił Teutonów i nie miał już wrogów, wszedł w rolę Szarika i zaczął kąsać prezesa i jego partię. Sam się tak konformistycznie w życiu ustawił, czy może środowisko nim szczuje – tego nie wiem. Faktem jest, że źle się dziś wyborcom prawicy kojarzy, w związku z czym piątka mniej zachęca niż powinna. Całe szczęście, że Jasio to dmuchany autorytet, a tak naprawdę mały, stary kretyn, któremu, jak sam powiedział, charyzma kojarzy się z czymś szlachetnym. I rzeczywiście, Adolf Hitler kazał za sobą nosić worek, taki dodatkowy oprócz własnego, bo mu się charyzma - ta szlachetna właśnie - w niezbyt wybujałej cielesności nie mieściła.

        Wróćmy jednak do piątki. Otóż mimo wielu wad tej liczby są przecież i zalety, zaś główną stanowi łatwość przyswajalności propagandowo-cyfrowej leguminy. Chodzi o to, że w czasach upadku edukacji, gdy osiem razy osiem coraz częściej równa się sześćdziesiąt osiem, bo tak prościej zapamiętać, piątka jest łatwiejsza do policzenia. Po prostu paluchem wskazującym jednej ręki liczy się paluchy drugiej i mamy wynik. No może wśród pracowników tartaku i tych po odmrożeniach niekoniecznie, ale ci stanowią zaledwie margines ogółu. Natomiast w przypadku policzenia szóstki zmuszeni jesteśmy dodatkowo otworzyć dłoń drugiej ręki i paluchem tej pierwszej wskazać na kciuk. Oczywiście tylko dlatego, że jest pierwszy od góry. Znaczy pierwszy, choć de facto szósty. A to nie dość, że spowalnia liczenie, to na dodatek komplikuje cały rachunek, nie mówiąc już o tym, że utrudnia zapamiętanie. Za to szóstka – co by o niej złego powiedzieć - jest bardziej politycznie poprawna, reprezentując symboliczne sześć kolorów niepełnej gejowskiej tęczy. Z drugiej strony, o czym nie należy zapominać, skomplikowane matematycznie ubarwienie może w pewnych kręgach – zwłaszcza tych z większą konserwatywną wyobraźnią - spowodować dyskomfort w tyłku.

        Niemniej w obu przypadkach najbardziej istotna wydaje się prostota złożenia oferty i jej odnotowania przez odbiorców, bo skądinąd wiadomo, że zawsze łatwiej jest dać mniej niż więcej, podobnie jak i łatwiej uzmysłowić sobie pożytki płynące z mniej licznych, ale za to zapamiętanych wyborczych przyrzeczeń. Dlatego 21 postulatów MKS nie przetrwało dłużej niż rok z okładem. I gdyby wtedy skupiono się tylko na pojedynczym, ale jakże ważnym jedenastym postulacie, w którym strajkujący żądali wprowadzenia kartek na mięso i jego przetwory, to partia chętnie by go spełniała. Ba, chętniej niż strajkujący go zaproponowali i to aż do czasu wyprowadzenia sztandaru. A tak wszystko skończyło się, jak się skończyło – Bolkiem w Magdalence, Tuskiem w Brukseli i honorem na śmietniku.

        No tak, znów się rozgadałem i może nawet trochę bez sensu, bo przecież miało być o nowej piątce, zwanej Piątką PiS dla zwierząt. A skąd się ona wzięła?

        Otóż w literaturze - a mam na myśli tę najważniejszą, znaną z elementarza – na dobre rozgościła się Ala, która ma kota. I chociaż każdy o niej słyszał, a nawet pisał to zdanie w zeszyciem może nawet po kilkanaście razy, nie miało to jednak żadnego wpływu na los zwierząt. Mam na myśli zwierzęta, a nie koty, bo te są leniwe, złośliwe, przywiązują się do miejsca zamiast do człowieka, którego chętnie podrapią, kiedy tylko przejawiają taką fanaberię. Zresztą czemu by i nie, skoro to, co napaskudzą, a paskudzą wyjątkowo smrodliwie, człowiek musi sprzątać, więc z tego już tylko powodu żadnym autorytetem wśród nich się nie cieszy. Tak więc choć Ala ma kota, relacje pomiędzy człowiekiem a zwierzęciem ułożone były według starego porządku: koty za płoty, Azor do budy - o ile tylko mu łańcucha starczało, koń do roboty i bata, kura do rosołu, gęś skubana żywcem do pierzyny, jabłka do kaczki, świnia na schabowe i kiełbasy, krowa na mleko i steki, natomiast nutria - siłą oddziaływania plotki - do parówek, oczywiście zaraz po ściągnięciu z niej cennej skórki. Z nutrii, a nie z parówki, rzecz jasna.

        I tak by się to kręciło nadal, gdyby nie prezes. Bo prezes również ma kota. A że jest bardziej uwrażliwiony niż Ala i na dodatek więcej od niej może, ba! – dużo, dużo więcej, zatem mamy tego rezultat w postaci piątki zwierzęcej właśnie. To znaczy tak sądzę, bo żeby nabrać pewności, należałoby go zapytać. Ewentualnie jego kota, który pewne pomysły mógł wymruczeć swojemu panu do ucha.

        Trudno zresztą dziwić się prezesowi, bo gdy głaszcząc trzymanego na kolanach zwierzaka wyobrazi sobie, że miałby go obedrzeć ze skóry, to aż się wzdryga na samą myśl. Co innego, gdyby chodziło o Tuska. Jeśli tylko by mógł, nakazałby drzeć z drania pasy żywcem i patrzeć, jak trzydzieści zaskórniaków w srebrze wypłaconych przez Merkel wypada z niego na posadzkę piwnicy w żoliborskiej willi. Ale żeby kota? Zupełnie bez sensu.

        Dlatego prezes wymyślił sobie, żeby zlikwidować niegodną człowieka, a jeszcze bardziej niegodną zwierząt futerkowych, branżę. Jest to już jego drugie podejście - pierwsze miało miejsce w trakcie poprzedniej kadencji Sejmu i było nieudane. A że prezes jest człowiekiem, który nie popuści, więc zaczął od początku.

        Problem tylko w tym, że kryzys spowodowany pandemią nakazałby coś zupełnie odwrotnego – to znaczy intensyfikację każdej intratnej dla państwa działalności gospodarczej, nie wyłączając oczywiście futrzarskiej. A w tej bezpośrednio zatrudnionych jest blisko czternaście tysięcy pracowników, kolejne zaś pięćdziesiąt pracuje w branżach z nią kooperujących. Jeszcze dobitniej pokazuje skalę problemu fakt, że polski eksport przemysłu futrzarskiego w roku 2018 oceniany był na dwa i pół miliarda złotych, co stawia nasz kraj na trzecim miejscu w świecie. No ale prezes sobie wymyślił, więc nasi konkurenci z Danii, Ukrainy, Rosji czy Chin zacierają już ręce, przypominając sobie jednocześnie znaczenie określenia ,,pożyteczny idiota”.

        Jednak to nie koniec zastrzeżeń do pomysłów PiS, albowiem podobne rodzą się w związku z ograniczeniem uboju rytualnego wyłącznie dla potrzeb krajowych związków wyznaniowych. Bo niby dlaczego niszczyć całkiem intratny eksport? Ktoś powie, iż dlatego, że zabijanie zwierząt bez wcześniejszego ogłuszenia ich jest niehumanitarne. No dobrze, a to stosowane dla zapewnienia kulinarnych potrzeb wyznawcom judaizmu i muzułmanów w Polsce jest? Z punktu widzenia moralności trudno zaakceptować sytuację, w której coś uznane zostało za zdecydowanie złe i zakazane, jednak z praktycznie stosowanymi wyjątkami. Podrzynanie gardła w stanie pełnej świadomości zwierzęcia uznajemy albo za niehumanitarne, albo nie, a nie trochę tak, a trochę siak, gdyż cuchnie to moralnym relatywizmem i po prostu jest bardzo fe. Związki wyznaniowe mogą sobie sprowadzać chabaninę z rytualnego uboju z zagranicy i nie będzie to czymś dziwnym ani szokującym lub nawet ,,rasistowskim” wobec mniejszości. Wszak banany, pomarańcze i ananasy też w Polsce nie rosną. To co, jak nie rosną, więc mamy ich nie jeść? Jeśli komuś bardzo zależy, to znajdzie sposób. A że trzeba będzie wysupłać z kieszeni nieco więcej grosza? Trudno, zawsze pozostaje wybór w postaci suchych ziemniaków. Ewentualnie, już po konwersji – podanych ze świńskimi skwarkami.

        Kolejne cztery punkty ochrony zwierząt pozornie nie budzą większych zastrzeżeń. No bo co złego w poszerzeniu zakresu kontroli społecznych, częstszych inspekcjach schronisk, zaprzestaniu używania zwierząt w celach rozrywkowych czy zakazie stosowania krótkich uwięzi… Zaraz, ale tu zapytam, dlaczego w ogóle dodawać psu do życia kawałek łańcucha, zamiast wymusić na właścicielu zbudowanie ogrodzonego wybiegu? Albo czy prezes jest w stanie wczuć się – podobnie jak w przypadku ściągania skóry z kota - w los charta trzymanego w M3, na szóstym piętrze blokowiska? Ewentualnie w los kaczki, takiej pysznej, po pekińsku, za jaką przepada, która, żeby dać się zjeść, najpierw musi zostać zabita, a przedtem hodowana i tuczona w niezbyt komfortowych warunkach – może tylko trochę lepszych od tych, jakie przypadają w udziale lisom rudym czy srebrnym albo norkom? Zresztą co za różnica zabić dla skórki, czy dla mięsa, skoro i tak się zabija?

         Jednak najważniejsze pytanie jakie przychodzi na myśl przy okazji projektu nowego prawa, zwanego wstępnie Piątką dla zwierząt, jest to, dlaczego właśnie teraz? Bo to trochę tak, jakby rodzina miała odbudowywać dom po powodzi, gdy studnia jest wciąż zatruta i nad domownikami unosi się widmo tyfusu, wygłodzona krowa przestała dawać mleko, kury niosą się od niechcenia tylko na górnych grzędach, bo dolne zostały zalane wraz z lokatorkami, a tu okazuje się, że jednym z najważniejszych problemów dla ojca rodziny stała się nagła konieczność ręcznego, kaligraficznego przepisania namokniętego modlitewnika. No znaj proporcje, mocium panie!

        Wytłumaczenia tego stanu rzeczy są dwa. Albo prezes stara się wykorzystać pandemiczne zagrożenie, ściekową drakę, tęczowy horror i zamordystyczne wzmożenie Łukaszenki dla ustawowego przepchnięcia swoich obsesji, tym razem skrytych w medialnym wrzasku, ewentualnie dokłada do niego kolejny głos, by odwrócić uwagę od spraw znacznie poważniejszych. Jakich, tego nie wiem, ale zakładam, iż wszelkie problemy jak zawsze mogą dzielić się na ważne, bardziej ważne i te najważniejsze, do których to ostatnich trudno przecież byłoby zaliczyć Piątkę dla zwierząt.

        Osobiście preferowałbym sytuację, w której tą prawdziwą byłaby druga z wymienionych opcji, polegająca na chęci odwróceniu uwagi. Bo choć można mieć obawy od czego, jednak z drugiej strony pozytywnym byłoby to, że z faktu, iż Ala ma kota tak samo nic dla państwa nie wynika, jak i z tego, że prezes ma kota. A mówiąc bardziej wprost, że to nie ukochany kot ,,naczelnika” pośrednio decyduje o życiu polskich obywateli, albowiem gdyby było inaczej, wtedy wyszłoby na jaw, że ci mają przysłowiowego pierdolca, zwłaszcza w okresach wyborczych wzmożeń.


Wykop Skomentuj18
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości