49 obserwujących
422 notki
491k odsłon
1954 odsłony

O listach, koronawirusie i odlocie prezesa z bocianami

Wykop Skomentuj35

        Dziś otrzymałem list od kolegi z Polski, jeszcze z czasów licealnych, z którym nadal utrzymuję znajomość, choć – tu przyznaję - głównie dzięki jego staraniom. Wynika to chyba z tego, że jemu brak kontaktów z ludźmi doskwiera, a mnie wprost przeciwnie – od pewnego czasu satysfakcjonuje.

         Tak, tak, wiem, że list wysłany pocztą w przeciwieństwie do korespondencji elektronicznej jest dziś nie lada przeżytkiem, podobnie jak brudząca palce papierowa prasa, udział w mszy, niemoralne jedzenie mięsa - z wyjątkiem koszernego, czy widok, a jeszcze gorzej samo uprawianie ohydnego seksu w wersji hetero. Czy jednak dziś moglibyśmy śledzić losy genialnego Fryderyka i też genialnej, tylko nieco mniej, George Sand, gdyby nie ich listy? Albo te napisane przez Bernarda Shawa i Ellen Terry? A co z epistolografią? Czy na jej miejsce pojawi się ta inna, lepsza, e-mailowa? Śmiem sądzić, że wątpię.

         Jak więc łatwo zauważyć obaj jesteśmy tradycjonalistami, co nie oznacza bynajmniej, że brak nam świadomości istnienia e-mailu jako formy międzyludzkiej komunikacji. Ależ oczywiście, że tak - przecież Boże uchowaj, daleko nam do środowisk ciemnogrodu. Najlepszy dowód, że gdy na początku roku kolega wspomniał o zamiarze przesłania mi właśnie zakupionych ,,Ksiąg Jakubowych”, najpierw wyraziłem niekłamane zażenowanie, że wydaje pieniądze na prezenty dla mnie, później przeraziłem się nie żarty, że przyjdzie mi to coś czytać, a następnie poradziłem mu, by dla ograniczenia kosztów koniecznie skorzystał z poczty elektronicznej. I przyrzekłem jednocześnie, że do czasu odbioru przesyłki, książki pozyskanej z innych źródeł nie tknę. A że paczka do tej pory nie nadeszła, cieszę się lekturą, którą chcę czytać, a nie muszę, bo została mi sprezentowana, więc było, nie było, wypadałoby.

         W porządku, skoro wspomniałem o pladze, to czas wreszcie przerwać dygresję i wrócić do samego listu. Otóż postanowiłem go Czytelnikom zaprezentować, bo stanowi emocjonalną, barwną paletę, serwującą smutek z radością, rozpacz z nadzieją, czerń… Wróć! Oczywiście miałem na myśli najciemniejszą z ciemnych odmian szarości przemieszaną z bielą, a nawet groch, rzecz jasna łuskany, z kapustą. No a teraz już obiecana treść:

 Drogi Grzegorzu,

sądzę, że może nie powinienem zajmować Twojej uwagi moimi troskami, ale wybacz, odczuwam jakąś dziwną, nieprzepartą wręcz potrzebę podzielenia się z kimś moim smutkiem.

Na początku ubiegłego tygodnia pożegnałem starych rodziców. Oboje zmarli w odstępie zaledwie dwóch dni z powodu zarażenia się koronawirusem. Na szczęście udało mi się pochować ich wspólnie, w czasie jednego pogrzebu, co zbiło koszty prawie o trzydzieści procent. Wyobraź sobie, że wbrew temu, w co wierzysz, to znaczy w co nie wierzysz, ktoś chyba jednak czuwa nad nami, bo gdyby matka odeszła trzy, cztery dni później, prawdopodobnie czekałby mnie dodatkowy, oddzielny pochówek i konieczność zaciągnięcia kredytu. Również starszy brat, utracjusz, który wszystko roztrwonił na niepewnych lokatach, tym razem zachował się jak trzeba. Resztkę ubogiej starości przeżył w domu opieki, a zmarł dwa tygodnie temu na to samo, co rodzice i został skremowany w ramach zasiłku pogrzebowego. Mówię Ci, Grzegorzu, że kamień młyński spadł mi z piersi, to znaczy głównie z piersi mojej żony, zwłaszcza że ta za szwagrem nigdy nie przepadała.

Oczywiście mam i dobre wieści, bo smutki i radości mają to do siebie, że chodzą przecież zawsze parami. Pierwsza jest taka, że moja cioteczna siostra – wiesz, ta, z którą się spotykałeś, Gośka - mimo początkowej hospitalizacji i konieczności podłączenia do respiratora, notabene niedziałającego od nowości, ostatecznie przeżyła. Jak, nie wiem – to chyba istny cud. A byłem już cały w trwodze, bo mąż od niej odszedł, dzieci nie mieli, więc w przypadku jej śmierci potyczki z biurokracją, a prawdopodobnie i część kosztów spadłaby na mnie. Chwała Bogu, całe zainteresowanie jej sprawami ograniczyłem do doraźnego uzupełnienia pustej lodówki, posortowania poczty, w tym rachunków i przywiezienia ze szpitala do domu.

Jak wspominałeś, oglądasz czasem Wiadomości TVP, więc wiesz, że zamiast tradycyjnego ,,dzień dobry”, prowadzący witają się z telewidzami hiobową wieścią podaną językiem pogodynkowej nowomowy: ,,Koronawirus nie odpuszcza” – rozumiesz, tak jakby wspominali o mrozie. Ale już zaraz po podaniu kolejnego rekordu zachorowań uspokajają ludzi informacjami z zagranicy, gdzie liczby zarażonych są jeszcze bardziej złowieszcze. I wiesz, zawsze czuję się wtedy pokrzepiony zaradnością polskich władz, dzięki którym na tle reszty Europy przedstawiamy się niczym całkiem zdrowe społeczeństwo. Ba, chciałbym nawet, by w sytuacji, gdy z powodu cukrzycy stracę nogę, Danka Holecka osobiście zwróciła się do mnie z telewizora; ,,Ej, weź nie żartuj, człowieku - tylko jedno kopyto, jak Kuba z Chłopów? Chyba nie chcesz tak jak on z tego powodu umierać? Pomyśl o Johnie Silverze, kup sobie papugę i kuśtykaj śmiało przez życie. Albo spójrz na swojego sąsiada, któremu tramwaj uciął dwie nogi, a jakoś nie jęczy. Czuj się szczęściarzem, smutasie”.

Wykop Skomentuj35
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości