49 obserwujących
429 notek
497k odsłon
800 odsłon

Antyaborcyjna kulka prezesa

Wykop Skomentuj25

        Ciekaw jestem, nawet bardzo, jak zachowaliby się prawaccy trolle i nieczuli na myślenie oraz pozbawieni empatii katoliccy talibowie, dziś manifestujący swój triumf w internetowych występach, gdyby pech chciał, że to oni zostaliby obdarzeni przez pana Boga dobrodzieja niepełnosprawnym dzieckiem? Czy nadal wspieraliby decyzję Trybunału Konstytucyjnego, który w swojej mądrości, to znaczy dyspozycyjnej mądrości prezes Julii Przyłębskiej i części sędziów, uznał za niekonstytucyjny przepis zezwalający dopuszczalność aborcji w przypadku ciężkiego upośledzenia płodu? I co ciekawe, jakoś tak nagle niekonstytucyjny, w dwadzieścia trzy lata po uchwaleniu ustawy zasadniczej, gdy większość zajęta jest walką z groźnym wirusem, zaś reszta, znaczy idioci – walką z maseczkami. Że niby jak, nikt tej niezgodności wcześniej nie zauważył, nikomu nie przeszkadzała? - Ale jaja, ale jaja – że pozwolę sobie przywołać elegancki wykwit emocji pewnej wybitnej Polki.

        Hm, no a gdybym wspomnianym sędziom opowiedział o pewnej pięknej dziewczynie, Polce, mieszkającej niegdyś w moim nieodległym sąsiedztwie, dziewczynie bardzo młodej jak na małżeństwo i dziecko, tym bardziej że urodziło się niepełnosprawne i zdeformowane – no więc czy wtedy nadal pialiby peany dedykowane zwycięstwu?… Zaraz, zwycięstwu kogo lub czego nad czym? Życia nad śmiercią albo człowieka nad człowiekiem, tyle że zdaniem ortodoksów mszalnych - tym znacznie gorszym, proaborcyjnym? Czy może sławiące rekonkwistę katolickiego fundamentalizmu odbierającego zdobycze rozumowi i prawu natury, które to prawo, wolne od ludzkiej ingerencji, samo zwalcza pojawiające się gatunkowe anomalie? Czy naprawdę skazywanie na śmierć, jak nazywa się aborcję eugeniczną, w pewnych przypadkach nie jest gorsze od skazywania na życie? Bo ile w nim radości egzystencji, gdy mózg nie spełnia swojej roli, podobnie jak ciało? Niczym w przywołanym przeze mnie przykładzie dziecka, które nie komunikując się z otoczeniem, przez osiem lat zażywało szczególnej rozkoszy życia, nie ruszając się, załatwiając się w pieluchę, będąc karmione, przewijane i niekontaktujące niczego wokół. Czy gdyby przydarzyło się to apologetom, a przecież i od dziś poniekąd sprawcom cudzych nieszczęść i wyrzeczeń, zmieniliby zdanie? Czy gdyby tak jak w przypadku tej pięknej dziewiętnastoletniej dziewczyny, która porzuciła rozpoczęte niedawno studia, odszedł od niej mąż, ojciec rozpił się, a matka przeszła na wcześniejszą emeryturę, by wspierać córkę, nadal nie widzieliby sensu w eugenicznej aborcji?

        Największym dobrem człowieka jest wolność, a ta przejawia się w możliwości podejmowania życiowych decyzji na zasadzie nieskrępowanego wyboru kształtowania własnego ja. To matka ma decydować, czy w opisanych sytuacjach chce pozbyć się płodu, czy poświęcić życie na wychowywanie niepełnosprawnego dziecka, ryzykując często rozwodem oraz utratą radości, uśmiechu, planów na jutro oraz kręgu znajomych i rodziny. Bo świadomość czyjegoś nieszczęścia wywołuje dyskomfort, przypominając i o zagrożeniach, i o obowiązkach, często takich zwykłych, ludzkich, tych z obszaru człowieczeństwa, którym nie każdy może podołać. I to dlatego właśnie bliscy – choć tylko z nazwy - pozostawiają nieszczęśliwca samemu sobie i jego opiekunom.

        Ale wspomniane orzeczenie Trybunału ma i kolejne dno. Otóż zdrowie i normalność noworodka są nie tylko naczelnym życzeniem rodziców, ale stanowią również główny powód lęków przyszłych matek – lęków, dodajmy, uzasadnionych. Gdy więc istnieje możliwość usunięcia upośledzonego płodu, zmniejszają się również lęki związane z konsekwencjami wychowywania niepełnosprawnego dziecka. Czy zatem zmiana prawa zachęci Polki do posiadania dzieci, Polki, którym dziś bardziej ,,seks” w głowie – w głowie i nie tylko - niż rodzenie? Wątpię. Ba, nawet pięć stów ich nie zachęci.

        Jest tajemnicą poliszynela, że w dzisiejszej Polsce o treści orzeczenia dotyczącego zakazu przerywania ciąży, ba, o wszystkich nowych ustaleniach prawnych decyduje jeden człowiek. A żeby było dowcipniej, jest nim ten, którego doświadczenie w podglądaniu macierzyństwa i w ogóle w obcowaniu z dzieckiem skończyło się, jak mniemam, wraz z przekartkowaniem albumu prac Wyspiańskiego, w którym jedna mogła zwrócić jego uwagę. Zwrócić i podrażnić zespół niemożności oraz narosłych wokół nich kompleksów. I tyle. Czy zatem może on wiedzieć, czy choćby domyślać się, co i jak boli, i co się traci, gdy zamiast wychowywać zdrowe, podtrzymuje się przy życiu zdeformowane, często skazane na wczesną śmierć dziecko? Gówno wie i tyle!

        Oczywiście osobiste doświadczenie nie może stać się podstawą do decydowania o życiu innych ludzi poprzez uchwalanie norm prawa, bo jest tylko częścią niezbędnej do tego wiedzy, nawet w niektórych dziedzinach nie zawsze potrzebną. Niemniej w poruszanej kwestii jak raz konieczną, choćby do wzbudzenia empatii wobec matki oraz osób jej najbliższych, dla których ciąża i narodziny dziecka - zamiast być spełnieniem marzeń - stają się skazaniem na udrękę.

Wykop Skomentuj25
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka