48 obserwujących
436 notek
503k odsłony
300 odsłon

Korekty wiedzy niesłusznej

Wykop Skomentuj3

        Najgorsze jest wtedy, gdy nie ma co wypić. Tak przynajmniej twierdzą smakosze. Rzecz jasna nie wszyscy, ale ci, którzy nie żeby zaraz coś łyknąć i przepić, znaczy nachlać się, tylko zakąsić lubią. Ewentualnie jedynie powąchać, na przykład cebulę, co tyczy się narodów ciągle głodnych, gdzie nieurodzaj wieczny. To znaczy urodzaj nawet może być, ale tak czy siak - żarcia zawsze brakuje. Kłos tam w wielu rejonach, zwłaszcza na północy, lichy, że ledwo na samogon wystarczy, za to brzozy rosną tak wielgachne i pancerne jakieś, iż zdarza im się – na szczęście rzadko i w zasadzie tylko na rozkaz - szkody w lotnictwie poczynić… Ot, cała niemal moc ziemi poszła w bieriozkę, a w żyto i pszenicę - niewiele.

        Hm, moment, chyba gdzieś odjechałem, bo przecież nie o samolotach chciałem pisać. No i o chlaniu też nie, więc… Boże, starość za progiem stoi i kosturem demencji do moich drzwi puka. Zaraz, no tak, już pamiętam – miało być o zmianach dokonywanych w naszej wiedzy, jakie funduje nam niesforna nauka, z dnia na dzień potrafiąca zaprzeczyć swoim wcześniejszym, uznanym niekiedy za ostateczne, ustaleniom. A wtedy człowiek jakiś oszukany się czuje, oszukany i pusty, jak niezapisana tablica, z której gąbka propagandy i drepczącej za nią cenzury część informacji wytarła, by zapełnić to miejsce  na nowo, tym razem już słuszną wiedzą. Albo nawet - w wypadkach szczególnych – jedynie słuszną, więc nakazaną.

        Przykład? Proszę bardzo. Wychowałem się w domu, w którym ustaloną wersją zbrodni katyńskiej była ta nielegalna, a mianowicie że dokonali jej Rosjanie. Prawdę mówiąc, żadne inne teorie nie były wtedy nagłaśniane, bo w oficjalnym przekazie historycznym temat wymordowania polskich oficerów w kilku miejscach kaźni na dawnych terenach ZSRR jakoś się nie przebijał. Owszem, niekiedy można było natknąć się na źródła radzieckie, które zbrodnie – zgodnie z raportem komisji Burdenki - przypisywały Niemcom, niemniej poruszania tego niewdzięcznego dla przyjaźni naszych narodów tematu - narodów katów i ich ofiar - starano się unikać.

        Po raz pierwszy stan mojej wiedzy został poddany próbie, gdy w połowie lat 70-tych, przebywając na wakacjach w Stanach Zjednoczonych, zetknąłem się z dwiema wersjami tamtych wydarzeń: jedną, że winowajcami byli Niemcy, i drugą – że Rosjanie. Co ciekawe, autorzy magazynów historycznych, z których właśnie jeden poświęcony został tamtym tragicznym wydarzeniom, nie przychylali się do prawdziwości żadnego z dwóch różnych opisów ludobójstwa, wyraźnie umywając ręce od uznania któregoś z nich za wiarygodny, ewentualnie za choćby bardziej wiarygodny. Uderzenie w głowę, jakie wtedy odczułem, brało się stąd, że był to czas zimnej wojny, a ja przebywałem w USA, gdzie cenzorskie nożyce i naciski Kremla przecież nie sięgały. Ale być może sięgały pewne dwustronne ustalenia, których dość ściśle przestrzegano, głównie w celu utrzymania dobrych sowiecko-amerykańskich relacji, o co głównie zbiegał Waszyngton. Można zatem uznać, iż mimo upływu lat, w sprawie katyńskiej wciąż panowało churchillowskie przekonanie, że choć są rzeczy wiarygodne, to nie zawsze nadają się do tego, by publicznie o nich mówić.

        Faktem jest jednak, że już w okresie reaganowskim istniała tylko jedna wersja tamtego ludobójstwa, obciążająca wyłącznie Rosjan, ale nie mogło być inaczej, skoro w tamtym czasie zdecydowano się uznać Związek Radziecki za imperium zła. I to chyba dlatego, dopiero w 1991 roku, władze amerykańskie zezwoliły wreszcie po raz pierwszy na stworzenie Pomnika Katyńskigo w Jersey City. Zresztą już wtedy sami Rosjanie za sprawą i Gorbaczowa, i działającego w polityce po omacku, bo zawsze w pijanym widzie Jelcyna, przekazali stronie polskiej dokumenty potwierdzające odpowiedzialność Kremla za mord dokonany na polskich oficerach.

        Ponieważ jednak w nauce historii prawdy nigdy nie jest za wiele, podobnie jak kłamstw, rosyjscy komuniści, działający w odpowiedzi na historyczną politykę jelcynowską, natychmiast powrócili do dawnej wersji wydarzeń według komisji Burdenki, zgodnie z którą mordercami Polaków byli Niemcy. W działaniu propagandowym ostrze tej ,,prawdy” zostało jednak już mocno wytępione, skoro oficjalne rosyjskie czynniki same przypisały sprawstwo Kremlowi. Zdając sobie sprawę z konsekwencji ujawnienia prawdy, której wskutek rozpadu Związku Radzieckiego nie można było uniknąć, postanowiono zaradzić zupełnej kompromitacji inaczej. Zresztą kompromitacji nie tylko Rosji, bo i Zachodu, który latami prawdę skrywał. Dlatego zaradny człowiek z plamą na czole i honorze noblisty, który jako pierwszy przekazał Wojciechowi Jaruzelskiemu dokumenty potwierdzające odpowiedzialność NKWD, z drugiej strony kazał stworzyć propagandową bańkę relatywizującą zbrodnię katyńską, zwaną potocznie anty-Katyniem. Temu celowi służyło upublicznienie historycznej wizji hekatomby krwi, jaką za sprawą ludobójstwa Polaków ponieść mieli rzekomo bolszewiccy jeńcy wojenni z 1920 roku, przebywający w obozach na terenie naszego kraju. Liczby się zmieniały, ilość ofiar rosła, przekraczając kolejno, w miarę prowadzonych przez rosyjskich akademików badań, najpierw 40, później 60, by w fazie końcowej osiągnąć ilość 100 tysięcy cyrylicznych bojców. Można zatem uznać, że kłamano jak to się mawia ,,na chama”, ale jednak rozsądnie, starając się, by skala strat wśród uwięzionych nie przerosła sił wszystkich napastniczych wojsk Tuchaczewskiego. Jakże śmieszna jest więc liczba ofiar katyńskich w zestawieniu z kilkakrotnie większą miarą krwi upuszczonej przez Polaków bolszewickich niewolnym. Powiedzmy wręcz, że głupio i trochę nieprzyzwoicie o niej mówić, szczególnie w relacji do rosyjskiej tragedii. Ba, w ogóle wstyd nawet wspominać, o co właśnie w tej propagandowej grze w trupy chodziło.

Wykop Skomentuj3
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale