47 obserwujących
441 notek
508k odsłon
  866   0

Trochę o Bazylim 1969, trochę o nowiczoku, no i o Nawalnym

        Czasem to aż ręka świerzbi, żeby napisać coś o niczym. No i próbowałem, próbowałem, ale wszystko wzięło w łeb – nie udało się i już. A przecież nic bywa niekiedy tak samo ważne i ciekawe jak coś, tyle że w zależności od zależności. Na przykład wygranie stu tysięcy w totka przez bezdomnego to jest coś, a przez Billa Gatesa – nic, oczywiście poza tym, że byłaby to niesprawiedliwość jak ch*j, natomiast w wersji dla katolików - wołająca o pomstę do nieba.

        Trudno, pomyślałem, ale skoro mam już pisać o czymś ważnym, to niech będzie, że o Bazylim, bo właśnie przeczytałem jego ostatnią notkę

        Powiem szczerze albo nawet bardziej niż szczerze, że lubię czytać teksty mojego salonowego kolegi. Lubię, bo język ma bogaty, narrację wartką, umysł trzeźwy, no i pisze interesująco nie o niczym, tylko o rzeczach naprawdę istotnych i ciekawych, to znaczy, że dobiera się do szpiku wtedy, gdy inni wciąż oblizują gołą już z wierzchu kość, nie mając bladego pojęcia, co ta zawiera w środku. A przecież w środku jest sam cymes. Nie wierzycie? W takim razie zapytajcie jakiegoś neandertalczyka, to wam powie, po co rozbija kamieniem gnaty - na przykład ludzkie piszczele. Co, że nie ma już pośród nas neandertalczyków? Pieprzenie! Rozejrzyjcie się tylko wokół, spójrzcie w lustro…

         Dobrze, zostawmy paleolitycznych myśliwych z ich przysmakami samym sobie i wróćmy do Bazylego. A zatem wymienione zalety Autora wystarczą, by jego blog wrzucić do pozycji obserwowanych i czytać to, co udało mu się wydłubać z otaczającej nas, na ogół mocno dla ogółu zawoalowanej rzeczywistości. Lub z historii, bo i ta stanowi pole jego zainteresowań. Ba, warto poznawać jego przemyślenia choćby i wtedy, jeśli zdarzają mu się gibnięcia formy, na przykład, gdy przeżywał trudny do ukrycia okres duchowego flirtu z Konfederacją. Ma bowiem Bazyli dar krasomówstwa i jeśli przyjdzie mu mylić się niechcący, ewentualnie chcący nawet rozmijać się z faktami i ich oceną - dla dobra sprawy rzecz jasna, bo nie inaczej - czyni to z takim wdziękiem, wprawą i uczenie, że szkoda mu tę iście koronkową robotę popsuć, wytykając błąd w myśleniu. I to nawet wtedy, gdy wiadomo, że stawia własną racją ponad prawdę obiektywną. Tylko kto tego nie robi? Hm, no ja nie robię, z tym że ja jestem tu chlubnym wyjątkiem (hehehe!).

        Natomiast polemika z Bazylim rzeczą łatwą nie jest i powiem więcej – do przyjemności nie należy. Nie dlatego jednak, że Autor jest opryskliwy, tylko dlatego, że ma w sobie coś z sapera, to znaczy myli się tylko raz. Jeśli więc mówicie mu, że nie zgadzacie się z jakąś jego tezą, wtedy wam odpowie – grzecznie i z reguły wyczerpująco, zaprzeczając oczywistym argumentom lub robiąc unik. Jednak jeśli upieracie się przy swoim, co wyartykułujecie w kolejnym komentarzu, nie spodziewajcie się odpowiedzi. Dlaczego? Bo jak wspomniałem Bazyli myli się tylko raz, więc nie ma sensu, by mylił się po raz drugi. A jeśli mimo to odpowie, to tylko dlatego, iż zapomniał, że już raz się pomylił. Z tego powodu, chcąc uniknąć podobnych wpadek, czasem w ogóle nie odpowiada, ucinając tym samym polemikę. I gdy w ramach dyskusji wrzucasz następny komentarz, w międzyczasie Bazyli publikuje kolejną notkę, więc nie ma sensu, by ustosunkowywał się do wypowiedzi z poprzedniej. Życie wartko toczy się naprzód i nie ma powodu zawracać sobie dupy przeszłością, co niekoniecznie musi stanowić dowód wyrachowania autora, a po prostu wskazywać na brak czasu. Niemniej nie zmienia to postaci rzeczy, że fakty są takie jakie są.

        No dobrze, a dlaczego o tym piszę? Bo lubię i cenię Bazylego? To oczywiście też, a czas poświęcony osobom, które lubi się i ceni, do straconych nie należy. Jest jednak jeszcze coś. Otóż popełnił ostatnio Bazyli notkę o Nawalnym. Notkę jak zwykle ciekawą, przedstawiającą garść faktów z życia i działalności rosyjskiego opozycjonisty. Ta nie tyle rzuca inne światło na jego postać, bo Autor dowodów nie przedstawia – ba! skąd niby miałby je wziąć, przecież Putina nie przesłuchiwał – tylko podpowiada czytelnikowi inne spojrzenie i narzuca odmienny sposób myślenia o Nawalnym, co jest cechą rzadką wśród komentatorów aktualnych wydarzeń. To znaczy odmienny niż ten oficjalny, wbijany w głowę ludziom w postaci wersji jedynie słusznej przez media i internetowych gamoni, w których wypowiedziach opozycjonista to samo dobro, a przyprawiony nowiczokiem smakuje jeszcze lepiej, bo z dodatkiem sosu męczeństwa.

        Dlatego od razu trzeba zakomunikować polskim ,,ekspertom” od spraw Rosji smutną prawdę, że kraj ten od początku rządzi się swoimi prawami, czyli zamordyzmem, i władzę sprawuje tam długo i w miarę szczęśliwie ten tylko, kto te prawa szanuje i ich przestrzega. Kropka. Biorąc ów fakt pod uwagę, wypada stwierdzić, że z Nawalnym czy kimś podobnym mu u steru państwa Polska mogłaby liczyć jedynie na łagodniejsze przejawy wciąż skonfliktowanych z Moskwą interesów - i na nic więcej.

Lubię to! Skomentuj28 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości