47 obserwujących
439 notek
506k odsłon
  252   0

Przerzuć stronę, czyli rzecz o bucie poklejonym taśmą

        Tak już jest, że każda przeczytana czy zasłyszana informacja kreuje nasze wyobrażenie o stanie spraw, których dotyczy. Że banał? No pewnie, że tak, ale zaraz będzie ciekawiej.

        Wyobraźmy sobie, że zaproponowałem czytelnikom mały obrazek z lutowego połowu ryb. Cóż, mamy zimę i nie powinno być w tym nic dziwnego, bo zapaleni wędkarze łowią przez cały okrągły rok, bez względu na pogodę. Tym niemniej fakt, iż jest mróz i lód na jeziorach, zwłaszcza teraz - w epoce ocieplenia klimatu, powoduje, że już sam pobyt na zamarzniętym akwenie brzmi interesująco a nawet zaskakująco, mniej więcej tak jak noszenie fufajki na równiku. No może trochę przesadziłem z tą fufajką, ale tylko w ramach antycypowania mających być może nastąpić wypadków, to znaczy oziębienia zaraz po ociepleniu. Wywierciłem więc kilka przerębli, zastawiłem wędki, klapnąłem na składanym stołku i … No właśnie, jedyną rzeczą jaka psuła mi błogi stan ducha, był owinięty szarą taśmą klejącą ocieplany but z oderwaną do połowy podeszwą. I żebym chociaż, wylękniony bluźnierca, tańczył walca, ale nie – siedziałem na zamarzniętym jeziorze, dumając o swojej podeszwowej niedoli.

        Zastanówmy się teraz,  co pomyśleliby sobie bywalcy Salonu, którzy przecież w zdecydowanej większości - oceniając delikatnie stan naszych wzajemnych relacji – za mną nie przepadają? No, ci by się dopiero uśmiali. - Jak to, taki ,,Hamarykan” – powiedzieliby zjadliwie - a na nowe buty go nie stać? I zaraz w prześmiechach – że hehehe, że hahaha - wyszłaby na jaw cała ,,prawda" o Polonii. Albo nawet o Ameryce, co zaznaczyliby rosyjscy trolle i ich płatne polskie pachołki, o których nietrudno, bo może nie co drugi rodak, ale już co czwarty jest na tyle głupi, chciwy i przekupny, że dałby się zwerbować.

        Czy byłaby to ocena prawdziwa – tu mam na myśli refleksje i nad butem, i nad moim bytem, a nie kwestią werbunku, która jest oczywista? Poniekąd tak, o ile prawdziwe oceny można sobie zafundować na bazie jednego, dwóch zdań. To znaczy, że jedno lub dwa zdania są wystarczająco opiniotwórcze, zwłaszcza dla salonowców. Bo skoro od blisko czterdziestu lat mieszkam w USA, więc co to za kraj, który emigrantowi z tak długim stażem zapewnia poklejone popularnym tu duckt tape buty? No biedny kraj, pełen ubogich przybyszów – takich jak ja, w którym całe szczęście istnieje ,,Walmart” - w polskim rozumieniu Ameryki sklep dla tutejszej biedoty, gdzie właśnie taką taśmę można kupić.

        Dobrze, to rozwińmy teraz nieco wspomniany mroźny obrazek o… OK, niech będzie, że o zaparkowane niedaleko, tuż przy brzegu, moje BMW w wersji SUV. Co wtedy? No, wtedy rechot się natęży, bo zostanie uznane, że jako typowy Polak – nie daj Boże jeden z takich rechoczących – dla szpanu kupiłem sobie mocno przechodzonego, pewnie dwudziestoletniego rozbitka, byle beemwicę. I taki osąd będzie szedł w parze z poklejonym taśmą butem.

        Hm, w takim razie dodajmy, że obecnie jest to niespełna półtoraroczna beemwica, niebieska, bo pasowała mi do koloru kupionej wcześniej, ciągniętej latem na wędkarskie wypady łódki. Teraz krytycy poczują dyskomfort, bo takie BMW w wersji terenowej niestety, ale koliduje im z moim poprzednim wdziankiem. Wdziankiem, jakie z niemałą przecież satysfakcją szyli mi dobrzy ludzie z państwa wiślan, aby poprawić sobie humory. A mnie oczywiście zepsuć. To co sobie teraz pomyślą? Aha, że hehehe, polski snob - wydałem wszystkie pieniądze na samochód i na buty mnie już nie stać. Ewentualnie, już po otrzeźwieniu, że jestem… Na przykład ekscentrykiem jestem - takim niedbającym o ubiór? Cóż, ekscentryk nawet dobrze brzmi, tak mile obco, zagranicznie…

        To teraz uwaga, nastąpi cios w serce synów i córek polskiego lumpenproletariatu. Podeszwę zerwałem podczas upadku na lodzie, zaraz po wejściu na jezioro. I byłem wściekły, bo kupione trzy lata wcześniej za $250 buty, używane tylko do zimowego rybaczenia, rozerwały się jak produkt z Chin, którym zresztą były. Całe więc szczęście, że w torbie zawsze noszę rolkę taśmy. Nie, nie - nie do klejenia butów, tylko tak - na wszelki wypadek, gdyby sytuacja wymagała jej użycia. A że wymagała, to mogłem kontynuować łowienie zamiast wracać do domu.

        I oto w miarę poszerzania informacji o wydarzeniu ocena mojej sytuacji materialnej, a poniekąd i miejsca w tutejszej drabinie społecznej, ulegałaby z każdym dodatkowym zdaniem rewizji i zmianie. Powiedzmy, że od satysfakcjonującej polskiego czytacza, do kompletnie wywracającej mu bebechy, z nerwową sraczką włącznie.

        Dobra, to teraz dlaczego o tym piszę, wspominając na wstępie niekoniecznie prawdziwą do końca historię, bo przecież jako biedak chodzący w poklejonych butach mogłem nie zarobić tylko wygrać w totka i stąd to BMW. A mogłem, gdyby tutejsza FBI dobrze płaciła za sprzedawanie kolegów. Ale czy płaci? Tego nie wiem, bo nigdy kolegów nie sprzedawałem i pewnie dlatego nie zgłoszono mnie do Pokojowej Nagrody Nobla.

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości