50 obserwujących
447 notek
513k odsłon
  869   2

Panie Ziemkiewicz...

        ...nie pitol pan! - chciałoby się wykrzyczeć, choć nieco dosadniej, ale co zrobić, skoro w człowieku tkwią jeszcze resztki hamulców po nabytej w dzieciństwie kindersztubie. Ta zaś, w okresie ewolucji zmierzającej w kierunku totalnego ogłupienia i schamienia przeciętnego homo sapiens, jest obecnie tak potrzebna, jak nie przymierzając szczątki kości ogonowej. Przy czym zwłaszcza w przypadku Ziemkiewicza może być zbędna, bo niejednokrotnie zasłużył sobie, aby nie tylko pisać i mówić bardziej wprost, ale i posunąć się nawet ,,o krok" dalej, co przywróciłoby mu może równowagę ducha, a wraz z nią i zdolność logicznego myślenia, na którą go przecież stać.

        - Hm, dobrze - ktoś zapyta - a w czym rzecz? No to już mówię, zaczynając od podkładu historycznego

        Otóż zaczęło się tak. Na początku było Słowo, później Środek, czyli Ziemia, a trochę potem, ale niezbyt długo, objawiło się w historii rozwoju ludzkiego gatunku Państwo Środka. Myliłby się jednak ten, który kojarzyłby je sobie z środkiem czystości – co to, to nie. I pewnie dlatego z Państwa Środka i jego okolic wychodziły i wędrowały po świecie różne pandemie. W Księdze rekordów Guinnessa nie odnotowano jeszcze takiej konkurencji, ale kiedy już ją ustalą, to znaczy ustalą rekord w zatruwaniu świata zarazami, Chiny zdobędą niekwestionowany prymat. I gdyby ktoś miał wątpliwości, to niech odwiedzi kibel chiński oraz dla porównania japoński, i będzie widział w czym rzecz. Niby cywilizacyjnie oba skośne, oba żółte, a przecież jakże inne i zaskakujące zupełnie różnymi estetycznie doznaniami.

        No więc zaraz na początku rozprzestrzeniania się chińskiej zarazy Ziemkiewicz szerzył antypandemiczne klimaty. W programie ,,W tyle wizji”, zapożyczonym toczka w toczkę z tefauenowskiej propagandowej jaczejki, jaką jest ,,Szkło kontaktowe”, zadowolony z siebie, w tym głównie ze swojej wszechwiedzy upoważniającej go do opiniowania oraz krytykowania wszystkich i wszystkiego, obśmiewał rzekomą histerię lęków, sprowadzając kroczącą przez świat pandemię, w tym pełznącą już pod zatrzaśniętymi kwarantanną drzwiami naszego kraju, do grypki, chrypki i kataru. Oj, śmiał się Ziemkiewicz z ogarniętych strachem ludków, którzy żyjąc w wyimaginowanym stanie zagrożenia, przyczyniają się do rozniecania powszechnej paniki, oj, śmiał! A potem przepraszał za pomyłkę, gdy śmierć zaczęła kosić jakby szerzej, dokładniej i przy samej glebie, niż w wyniku drobnych dolegliwości.

        - Ops, myliłem się - rzekł publicysta. I tyle. Tyle, to znaczy ile, a dokładniej ilu ludzi, którzy uwierzyli jego słowom i zbagatelizowali stosowanie środków zabezpieczających przypłaciło to swoim życiem, a nawet życiem zarażonych przez siebie najbliższych? Ilu odchorowało, tracąc przy tym na zawsze zdrowie? Widać jakieś dziurawe i niezbyt ciążące mu sumienie posiadł popularny wśród Polaków RAZ. Najgorsze zaś jest to, że nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji własnych słów, a nie tylko o wydalany wraz z nimi dwutlenek węgla przecież chodzi.

        Oczywiście mylić może się każdy, ale mylić się dwa razy w tej samej sprawie może tylko idiota. Albo człowiek złej woli. Jak poseł Dziambor, który początkowo lekceważył zagrożenia pandemiczne, później sam ciężko zachorował, a dziś – reprezentując elektorat antyszczepionkowców, płaskoziemców, foliarzy i wyznawców Latającego Potwora Spaghetti – boi się odpowiedzieć na pytanie, czy sam się szczepił, czy nie, by nie stracić zaufania idiotów. Znaczy kolejny mandat pana posła do Sejmu uzależniony jest od utrzymywania poziomu społecznego ciemnogrodu i jego zagrożenia śmiercią. Można to inaczej tłumaczyć? No można, ale po co wydziwiać, skoro oczywistość kłuje w oczy?

        Z Ziemkiewiczem jest trochę podobnie. W swoim niedawnym wideoblogowym występie, zatytułowanym ,,Potęga wyparcia”, pan Rafał dysząc niekiedy jakby łączył na co dzień palenie z siłownią, dzieli się z oglądającymi kilkoma prawdami, które nazwałbym ziemiewiczowskimi, znaczy takimi nieco bardziej pośledniego gatunku.

        Pierwsza z nich zasadza się w wiekopomnej konstatacji, że pomimo stosowania masowych szczepień wirus zawsze będzie istniał, co ma w jakimś sensie zaprzeczyć sensowi powszechnego nakłuwania ludzi. Czy to prawda? No prawda, z tym jednak, że nie to jest istotne czy wirus będzie istniał, czy nie, tylko czy będzie, czy nie będzie zarażał zaszczepionych, a jeśli nawet tak, to czy wyłącznie w takim stopniu, który nie stwarza już problemu ludzkości jego powszechnością. To mniej więcej tak, jakbym odciął autora od mediów, wyłączając mu Internet. Czy spowoduje to, że Ziemkiewicz przestanie istnieć? No nie, nie przestanie, natomiast nie będzie już zarażał ludzi swoimi głupimi i szkodliwymi przemyśleniami.

Lubię to! Skomentuj14 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale