50 obserwujących
451 notek
516k odsłon
  442   3

Już was nie ma

     To, że ktoś nie z byle jakiego miejsca, ale z sejmowej mównicy profanuje dobra narodowe, polskie świętości, wartości czy jak tam ,,Rotę" nazwać, by jej nie uchybić, a poprzednio to samo robił z dewizą obrońców naszego państwa: ,,Bóg, Honor, Ojczyzna", która powinna stanowić sacrum dla każdego Polaka, dzieje się z prostej przyczyny, a tą jest bezkarność. Bezkarność zaś wobec aktu profanacji czy wręcz wandalizmu w obszarze wspomnianych wartości powoduje nie tylko zachętę dla kolejnych sprawców, ale co najgorsze demoluje najbardziej delikatną, wręcz efemeryczną tkankę spajającą naszą społeczność, jaką stanowią narodowe imponderabilia.

      Czy mam tu na myśli niechęć Polaków do walki ze wspomnianą deprawacją przed organami wymiaru sprawiedliwości? Ależ skąd. Raz dlatego, że do wspomnianych zachowań, choć antypolskich i amoralnych, trudno byłoby zastosować treść artykułu 133 KK, czy artykułu 49 paragraf 1 KW, co prawdopodobnie skutkowałoby postanowieniem o odmowie wszczęcia śledztwa. Powodem zaś drugim jest to, że właśnie polski wymiar sprawiedliwości stał się jednym z największych deprawatorów naszego społeczeństwa. Jeśli więc czcigodni sędziwie mieliby w jakich sprawach wytoczonych w obronie polskości orzekać, to orzekaliby na rzecz sprawców, a nie tych, którzy ich czynami poczuli się urażeni i poszkodowani, zresztą podobnie jak to ma miejsce w przypadku obrazy uczuć religijnych. Można nawet powiedzieć, iż polskie sądownictwo stało się przyczółkiem obcości, takim dobrze ufortyfikowanym w literę prawa przedmościem zdobytym szantażem, wpływami czy współczesnym jurgieltem, świadomie demolującym drzemiące w ludziach poczucie sprawiedliwości, a przez to demoralizującym naród i celowo naruszającym powagę państwa i jego instytucji.

     Co zatem należałoby zrobić? Otóż pozostaje tylko karcąca postawa społeczna jako wyraz dezaprobaty rodaków dla godzących w ich świat wartości czynów, rzecz jasna przy założeniu, że taki świat jest im jeszcze bliski albo inaczej - bliższy od eurodatków. Można się spierać, czy przywołanie pewnych zachowań, dziś nielegalnych choć zaczerpniętych z najlepszych kart historii, jak ogolenie głowy Klaudii Jachirze i wielu innym szkodnikom działającym w ramach źle pojmowanej wolności, byłoby jakimś sposobem na przywołanie reszty do porządku. Otóż nie, bo wtedy to Jachira i -ska wyrośliby na męczenników, a obrońcy narodowych wartości na przestępców, jako że tak stanowi prawo. Natomiast zorganizowanie protestu pod Sejmem, w którym antypolski akt się dokonał, na pewno ostudziłoby zapał pani Klaudii w dziele bezczeszczenia nienaruszalnych symboli. Nie mam jednak na myśli kilkunastu żywych słupów ogłoszeniowych przechadzających się z mniej lub bardziej przekonującymi w treści transparentami, ale kilkudziesięciotysięczną manifestację. Skoro jakiś Tusk mógł zwołać bezmyślną hołotę w obronie naszej obecności w Unii, czyli w sprawie, która de facto nie istnieje w planach obecnej władzy, to czemu ojciec Rydzyk czy inny Bąkiewicz nie mieliby skrzyknąć na wiec przed Sejmem patriotycznie nastawionych przedstawicieli społeczeństwa? I wcale nie musieliby wysyłać delegacji z majdanu do marszałek Sejmu, by ta wydała im Jachirę, szczob z neju poihraty, jak to było u Sienkiewicza. Nie, po prostu poprosiliby panią Klaudię, żeby do nich na trochę wyszła i porozmawiała, nagłaśniając przy tym odgłos szczękających nożyc, w odpowiedzi na co bezczelna, rozwydrzona i inteligentna inaczej lalkarka nie zapanowałaby nad zwieraczami. Mam prawo domniemywać, że w jak najbardziej słusznej, bo samozachowawczej reakcji ograniczyłaby wtedy swoje obrzydliwe ,,performanse”. Zresztą nie tylko ona, ale i reszta schamiałych i cierpiących na antypolskość celebrytów.

     Chociaż… No właśnie, bo z drugiej strony, dlaczego dostrzegamy Jachirę, a nie wicepremiera Glińskiego? Przecież ten człowiek wyrządził więcej złego polskiej sprawie, niż jakaś mętna intelektualnie poselska pinda, nie potrafiąc godnym wydarzenia pomnikiem uczcić setnej rocznicy Bitwy Warszawskiej, a który to pomnik, choć obiecany na sto pierwszą rocznicę, nadal nie zdobi polskiej dumy. Oczywiście dumy w ilości śladowej, bo gdyby było inaczej, Gliński nie stołowałby się już na garnuszku w rządzie. I błędne jest myślenie, że skoro gość ma profesorski tytuł, to prezentuje jakąś inną, lepszą może anatomię, z którego to powodu brak mu tyłka do wykopania z zajmowanego ze szkodę dla państwa stanowiska.

     No dobrze, ale skoro ani takiej, ani innych skutecznych reakcji na akty godzące w narodowe dobra - poza niekiedy mętną pisaniną w sieci - nie uświadczysz, to co to znaczy?

      Hm, cóż, rzecz to bardzo oczywista, choć zarazem trochę smutna i nieco ambarasująca, drodzy Polacy, bo podpowiada, że tak naprawdę już was nie ma.


Lubię to! Skomentuj36 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale