50 obserwujących
461 notek
526k odsłon
  1567   11

Pierwsze skrzypce Dmytro Kuleby

        Dmytro Kuleba, szef ukraińskiego MSZ, w trakcie wizyty w Berlinie, występując przed kamerami telewizji ARD, bardzo pochwalił Niemców. Naprawdę, nie żartuję. My, Polacy, wiemy z doświadczenia, że Niemców można chwalić tylko wtedy, gdy są dobrzy, a dobrzy są z kolei jedynie w przypadku, gdy są martwi. Natomiast ci z rodaków, którzy myślą inaczej to zwykli odszczepieńcy, pozbawieni narodowego DNA, ewentualnie wyjątkowi durnie. No ale Kuleba nie jest naszym rodakiem tylko Ukraińcem, więc myśleć i mówić może to, co czuje albo w oficjalnym przekazie odczuwać powinien. Tym bardziej że z kolei w ukraińskim DNA, odwrotnie niż u nas, jest właśnie wpisana miłość oraz pewien podziw dla Germanów, i o ile tylko sięgniemy pamięcią wstecz – nie za daleko – to nawet w ich najbardziej parszywym, nazistowskim wcieleniu. Domyślam się, że dzieje się u nich tak za sprawą wyznawania talleyrandowskiej zasady, by żyć w przyjaźni z sąsiadem swojego sąsiada, zwłaszcza gdy tego ostatniego lepiej trzymać na długość wideł. Ewentualnie pieńka.

        Wróćmy jednak do tematu. Otóż szef ukraińskiego MSZ wyrażał się nad wyraz ciepło o zmianie, jaka zaszła w polityce berlińskiego rządu, który z hamowniczego antyrosyjskich działań - tak w dziedzinie niechęci do nakładania na Moskwę sankcji, jak i wsparcia Kijowa dostawami hełmów, przeszedł nagłą metamorfozę i… No właśnie. Jak stwierdził Kuleba, tu cytuję: ,,Widzimy, że Republika Federalna Niemiec przejęła w tej chwili inicjatywę i gra pierwsze skrzypce w Europie”.

         Hm, ciekawe… A co stoi za pochwałą owej muzykalności i smyczkowej wirtuozerii naszych zachodnich sąsiadów – tak w konkretach? Ano fakt, że ci przyłączyli się bardziej ochoczo do nacisków ekonomicznych na Moskwę oraz przesłali ukraińskiej armii 30 zestawów przeciwlotniczych Gepard - notabene z niewystarczającą liczbą amunicji - oraz aż 7 (słownie siedem) samobieżnych haubic 155 mm. Na wysyłkę transporterów opancerzonych Marder oraz starych czołgów Leopard 1 jakoś się nie zdecydowali. Za to podarowali kwotę 752 milionów euro na pomoc uchodźcom, jednak przebywającym wyłącznie na obszarze Ukrainy. No i zmienili charakter oficjalnych rządowych wystąpień z bardzo stonowanych w antyrosyjskości, z pozostawieniem szansy na dogadanie się, na rzecz antyputinowskich pyskówek, jak ta Olafa Scholza z jego wystąpienia w Hamburgu, gdzie powiedział: ,,Putin nie może wygrać tej zbrodniczej wojny napastniczej przeciw Ukrainie - i nie wygra jej".

        Co ciekawe, zwróćmy uwagę, że w ogóle w oficjalnych atakach propagandowych, skierowanych przeciwko działaniom Moskwy na Ukrainie, w zachodnich wypowiedziach zdecydowanie przeważa narracja antyputinowska, a nie antyrosyjska. Dlaczego? Bo Putin wcześniej czy później, tak czy siak, ale odejdzie, zaś Rosja zostanie, w związku z czym to Putin musi być be, natomiast Rosja, zaraz po kolejnym resecie odnawiającym dawne gospodarcze relacje, znów będzie cacy. I pomyśleć tylko, że przesunięcie ciężaru win za zbrodnie niemieckiego ludobójstwa na Hitlera i nazistów zajęło Niemcom i wspomagającemu ich światu – o dziwo, z tym koszernym włącznie - niemal sześćdziesiąt lat, a obecnie podobne sytuacje rozgrywa się niemal od ręki. Cóż, błędy uczą.

         I tu należałoby zauważyć dwie sprawy, niezwykle istotne z punktu widzenia interesów Polski.

         Pierwsza z nich to zmiana jaka zaszła w polityce Berlina. Nie jest ona na tyle radykalna, żeby od razu mogła przenicować relacje niemiecko-rosyjskie, niemniej na tyle widoczna, by Dmytro Kuleba skwapliwie to zauważył i ogłosił światu. Sądząc po zaoferowanych konkretach, rząd Scholza skupił się bardziej na wsparciu finansowym i propagandowych pyskówkach, których jednak wcześniej brakowało, niż na realnym wzmocnieniu siły ukraińskiej armii, co bardziej zaszkodziłoby relacjom z Rosjanami od kanclerskiego ujadania.

         Symboliczne przestawienie wajchy w Berlinie jest zatem dostrzegalne, jednak na tyle, by nie zamykać sobie w przyszłości rosyjskiego rynku i realizacji interesów europejskich z tym związanych. A te zawsze były i są nadal niezwykle ambitne, przy czym to, co ambitne bywa dla Niemców, innym nie tyle może, tylko musi odbić się już groźną czkawką. Bo mówiąc wprost, chodzi o nic innego, tylko podporządkowanie sobie państw Unii, do czego jednym z kluczy ma być rosyjski gaz. Ten słuszny i rzecz jasna ekologiczny, albo po prostu ekologicznie słuszny, którego nasz zachodni sąsiad stałby się hubem, zarabiając na tym interesie i przy okazji szantażując zakręceniem kurka nieposłusznych. Oczywiście wcześniej należało wykluczyć jakiekolwiek wydobycie gazu łupkowego w Polsce i w Bułgarii, co miało miejsce, a na rękę było nie tylko Rosjanom i Niemcom, ale również Amerykanom, którzy właśnie wchodzili ze swoim gazem łupkowym na europejski rynek. Poza tym trzeba było również zabronić wszelkimi sposobami używania węgla w energetyce, do czego sprawa Turowa była tylko wstępem oraz wprowadzić zakaz budowy elektrowni atomowych. I wtedy wszystkie sznurki zaciskające się na gardłach unijnych ,,partnerów” byłyby w niemieckiej garści.

Lubię to! Skomentuj30 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka