47 obserwujących
463 notki
527k odsłon
  849   1

O mocarstwowości Polski z innej strony, czyli polemika Bazylego1969 z ... Władysławem Bart

Z pozycji biednej panny bez posagu nie wkracza się na salony światowej czy regionalnej polityki. No chyba że w roli lokaja z kandelabrem.

        Czy prawdą jest to, co w roku 2007 powiedział Władysław Bartoszewski, a mianowicie że Polska jest brzydką panną bez posagu, która nie powinna być zbytnio wybredna? Otóż postaram się być w miarę oględny i powiem tak: człowiek chyba dla zwykłej przekory określany mianem profesora, niezwykle bystry samouk, napompowany wiedzą, ale i pyszałkowatością megaloman, któremu wydawało się, że może więcej niż inni i upewniany w tym przekonaniu przez klakę politykierów i pismaków, a przy tym aż nazbyt często w swoich niekontrolowanych reakcjach zwykły arogant, co niejednokrotnie idzie w parze z pychą, tu jednak nie mylił się.

        Słaba gospodarczo, do czasu pierwszych rządów PiS przeżywająca stałe problemy z bezrobociem, sprowadzona militarnie do roli biednego natowskiego klienta, oszukana na organizacyjnym znaczeniu już na wstępie swojej unijnej przygody, rozkupowana i okradana, nienadążająca poziomem realnego wykształcenia za uciekającym jej światem, powiększająca z roku na rok nadreprezentację zdemoralizowanego i wynarodowionego społeczeństwem, Polska była coraz bardziej spychana, a po części i spychająca się sama do grona pariasów nie tylko wymiaru światowego, ale nawet kontynentalnego. To znaczy nie był to jakiś upadek spektakularny, bo nigdy od czasu przywrócenia swej państwowości w roku 1918 nie należała do grupy liderów, niemniej począwszy od lat osiemdziesiątych, z przyśpieszeniem w kolejnym dziesięcioleciu, jej ekonomiczne, oświatowe czy wojskowe osuwanie się było oczywiste i dostrzegalne nawet dla czytaczy informacji sportowych, kibiców tenisa, użytkowników mediów społecznościowych, a nawet reszty produkowanej na wariackich papierach polskiej inteligencji. To jedna strona wypowiedzi pana profesora paranauk nieścisłych i koniunkturalnego manipulatora historią, który przy okazji akcesji Polski do NATO, bez najmniejszego mrugnięcia powieką przekonywał rodaków, że Francja i Anglia we wrześniu 1939 roku nie zdradziły naszego kraju, choć wcześniej prezentował inne zdanie. A i później też.

        Natomiast aspekt drugi jego wypowiedzi o brzydkiej pannie nie tylko że kompromituje go jako dwukrotnego szefa MSZ i wciąż w tym czasie osoby publicznej o niestety wysokim stopniu zaufania, ale i jako kogoś, kto spełniał rolę autorytetu moralnego Polaków. Fakt, że ulepionego z kiepskiej gliny, socjotechniki i kłamstwa, ale jednak. No a jako ktoś tak ważny i poważany, Bartoszewski nigdy nie powinien rodaków, o ile w ogóle nas za takich uważał, informować o swoich rewelacjach w sposób iście prześmiewczy, by nie obniżać i tak dołującego morale własnej wspólnoty... To znaczy, jak już zaznaczyłem wyżej, wspólnoty albo niekoniecznie. Przy czym, jeśli by się uparł, to wyłącznie w formie memento, wraz ze wskazaniem winnych stanu spraw. Ale że winni – ci od środka i z zewnątrz – byli jego mocodawcami, którzy na potrzeby własnych interesów ukuli jego mit, ,,profesor” w tej kwestii pozwolił zasznurować sobie usta albo nawet zrobił to sam, antycypując - niczym nadgorliwy prymus masowego w narodzie sprzeniewierzania się pryncypiom Inki - stawiane mu wymagania.

        Jednak wypowiedź Bartoszewskiego, który oponentów nazwał publicznie bydłem, miała jeszcze jeden wymiar. Otóż ani już wspomniane, ani kolejne, dyskredytujące państwo i naród wypowiedzi, jak ta, że w czasie okupacji obawiał się bardziej sąsiadów Polaków niż Niemców, co gorsza, zawarta w wywiadzie udzielonym ,,Die Welt”, nie spowodowały zdecydowanej reakcji społecznej. Reakcji jaka ściągnęłaby go z piedestału, na który sobie nie zasłużył i w ramach ostracyzmu społecznego wyrzuciła poza nawias polskiego życia politycznego i publicznego w ogóle. Ba, nawet wydawałoby się dbający o patriotyczne wychowanie obywateli, nieudolnie, ale jednak przywracający propolską narrację historyczną i zabiegający o partnerskie a nie wasalskie relacje z Berlinem rząd PiS nie podważał ,,zasług” Bartoszewskiego w zdradzieckim dziele dyskredytacji Polaków, licząc widocznie na to, że martwego brytana nie należy okładać kijami. I jest to prawda, choć okładanie w pewnych sytuacjach pamięci o brytanie może być już całkiem zasadne – choćby ze względów dydaktycznych.

        Dlaczego więc PiS tego nie robił, pozostawiając sprawę naturalnemu pośmiertnemu wyciszeniu? Może dlatego, że w podzielonym ,,na noże” narodzie, w tym tej jego części, którą można by nazwać wyznawcami politycznej narracji serwowanej przez opozycję i polskojęzyczne media, wywołałoby to furię, stając się zaczątkiem kolejnej kampanii antyrządowej histerii, jakiej PiS unika. Może obawiano się również reakcji Berlina, dla którego ,,profesor” z własnej woli odgrywał rolę użytecznego idioty? A może liczono się z kolejnym atakiem Izraela i żydowskiego lobby w Ameryce, występujących w roli obrońcy byłego członka ,,Żegoty”, a nawet samego Waszyngtonu, który nie wnikając w to, w czym rzecz, z definicji wsparłby przyjaciół z Jerozolimy nawet wtedy, gdyby jego zachowanie było na opak z logiką prowadzonej polityki europejskiej i faktami. W każdym razie zachowanie polskiego rządu jest wynikiem słabości, tak samo jak przejawem jej, jeszcze bardziej ewidentnym, jest tolerowanie, a przez to utrzymywanie w przestrzeni publicznej całkowicie bezkarnej, szkodzącej Polsce, zakłamanej i zdradzieckiej opozycji z jej liderem, berlińskim jurgieltnikiem Donaldem Tuskiem.

Lubię to! Skomentuj17 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale