Grzegorz Gozdawa Grzegorz Gozdawa
230
BLOG

Kim byliśmy, kim jesteśmy i co nas czeka - w Salonie

Grzegorz Gozdawa Grzegorz Gozdawa Rozmaitości Obserwuj notkę 27
Powiedzmy otwarcie, że Salon24 już od paru lat niemal zatracił charakter dawnego blogowiska, stając się jednym z wielu mediów, które zezwalają czytelnikom na dzielenie się uwagami na temat poruszanych zagadnień. Poruszanych i dyktowanych przez redakcję

        Dziś, czyli 7 czerwca, o godzinie 18.16, policzyłem ilość notek na Stronie Głównej. Razem zamieszczono ich 36, z czego 32 pochodziły od redakcji, a 4 były autorstwa blogerów.

        Kiedyś, w czasach zarządzania serwisem przez poprzednich właścicieli, stosunek ilości notek blogerów do notek redakcyjnych był mniej więcej odwrotny.

         Co to oznacza? Otóż sprawa jest prosta i oczywista. Ale jak oczywista? – zapyta polski bystrzocha. Ano oczywista mniej więcej tak, jak służenie niemieckim interesom przez jurgieltnika Tuska, czego przeciętny, wykształcony inaczej Polak nie zauważa, bo stworzona w zdecydowanej większości po drugiej wojnie światowej i tworzona nadal ,,inteligencja” jest genealogiczną pochodną wiejskich głupków i niewykształconych biedaków oraz lumpenproletariackich złodziei. Niby miastowych, często wielkomiejskich, niemniej jak ci obecni - również niewykształconych. Albo wykształconych inaczej.

        No, ulżyłem sobie, a teraz do rzeczy. Choć zastrzegam, że dalej będzie już nudno, bo i temat takich emocji jak polityka nie wyzwala. A to błąd.

        Otóż tak naprawdę nowy właściciel serwisu i jego redakcja mają nas głęboko. Mają, bo właściciel robi to, co chce – od tego jest właścicielem i wolno mu, choć z ograniczeniami, czego nie zawsze przestrzega, bo mu zaślepienie właścicielskie pewne sprawy przesłania, no ale kto właścicielowi zabroni? A jak głęboko nas ma? Otóż bardzo, bardzo głęboko, jednak z zachowaniem należytej ostrożności, byśmy nie uciekli mu drugą stroną. Znaczy przodem. Prawdę powiedziawszy trudno stwierdzić, w tym i z powodu polemicznych zacietrzewień, czy zostaliśmy tam wepchnięci głową czy nogami i jak trudno z tego powodu jest nam oddychać, niemniej stało się to faktem, a powód jest prosty. Obecnie o atrakcyjności Salonu, który zmienił się w kolejny internetowy portal informacyjny, decydują na ogół sensacyjne artykuły przyciągające czytelników, w tym i te zaspakajające wymagania motłochu spod znaku Saloniku. A ponadto rzekomy profesjonalizm ich redakcyjnych autorów, którego, niestety, nie poświadczają liczne błędy gramatyczne i stylistyczne, a nawet ortograficzne, spotykane w ich tekstach. Powiedzmy otwarcie, że większość dawniej piszących, a określanych mianem - tu ugryźmy się w język, niestety trzeba być komunikatywnym - ,,topowych” blogerów, miała o wiele lepszy warsztat dziennikarski czy literacki od większości dzisiejszych redaktorów. I jest to niekwestionowanym faktem.

         Do czego więc jesteśmy potrzebni nowemu szefostwu? Otóż do jednej rzeczy: klikalności i stwarzania pozorów medium społecznościowego. Bo to aktywność piszących komentarze - amatorów, a także zawodowych propagandzistów, dyspozycyjnych wedle upodobań lub bezideowo, na ogół w zależności od płaconych stawek przez obie strony politycznego sporu, a także ,,niepisatych” czytaczy, głównie spod znaku znajomości alfabetu i braku znajomości rzeczy, ale zadziornych do utraty tchu - decyduje o atrakcyjności portalu dla internautów. No i oczywiście reklamodawców. A ta przekłada się na zysk.

         Powiedzmy więc otwarcie, że Salon24 już od paru lat niemal całkowicie zatracił charakter dawnego blogowiska, stając się jednym z wielu mediów, które zezwalają czytelnikom na dzielenie się uwagami na temat poruszanych zagadnień. Poruszanych i dyktowanych przez redakcję. I nie zmienia tego fakt promowania kilku, z reguły tych samych autorów, których teksty na Stronie Głównej można jeszcze odnaleźć. Niejako dla przyzwoitości i gry pozorów.

        Tym samym spełnił się sen Piotra Skwiecińskiego, który bardzo źle życzył idei blogowania, jaka jego zdaniem niszczyła prawdziwe dziennikarskie media. Co mówił człowiek, który już w początkach putinowskiej Rosji dostrzegał przejawy jej zaawansowanej demokratyzacji. No cóż, nic dodać, nic ująć – ekspert. Czytajcie go!

         Znaczy jest źle/dobrze/inaczej – niepotrzebne skreślić, niemniej dla blogerów lepiej już tu nie będzie.


Nowości od blogera

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości