47 obserwujących
468 notek
529k odsłon
  1220   0

Godzina ,,W". Refleksja

        Gesty i słowa są tanie, zwłaszcza te, które nie pociągają za sobą żadnych konkretnych zobowiązań, a już szczególnie tych najbardziej bolesnych – finansowych lub wymuszających pewien wysiłek. Mam na minutę zatrzymać się, zamilknąć? Czemu nie, przez moment poczuję się członkiem zbiorowości, zmaterializuję w jakiś sposób swoją narodową przynależność, wyeksponuję własny niby-patriotyzm, który nie wymaga brania na klatę odłamków i kul. Zrobię to, bo tak wypada, bo tego oczekują ode mnie inni, podobnie jak ja oczekuję od nich – zestrzelania póz, nie myśli, w jedno ognisko. Kontrolujemy się wzajemnie w ramach pewnej umówionej poprawności, aby nikt samowolnie nie ruszał prawą. Ale o czym będę wtedy naprawdę myślał: o Nich, dzięki którym jestem Polakiem? A może moją uwagę skupi jakaś ładna dziewczyna, wypinająca przede mną biust i prężąca jędrne pośladki w narodowym wzmożeniu. Może pochłonie mnie uwaga, czy oglądany przez innych, sam wyglądam dobrze, ba, lepiej niż oni…

         ,, - Taki poważny, skupiony… Warto pewnie pochylić głowę - w hołdzie i wdzięczności. Albo nie, nie, lepiej nieco  unieść – że niby  z dumą za tych, tych no… Tych palonych żywcem miotaczami płomieni, rozrywanych bombami, dziurawionych jak sito seriami z karabinów maszynowych, tych głodujących i spragnionych, a mimo to kochających swoje wielkie chwile, być może jedyne, które zapamiętali ze swojej całej, często niewesołej egzystencji niczym czarno-białe fotografie dobra i zła. Chwile, kiedy wybijali się na człowieczeństwo – to wyższego rzędu, nakazujące wybierać ideę ponad upodlone życie, ale przecież jednak życie. I wybierali prawidłowo - tak mówią, ale kto ich tam wie? Może ból urywanej reki czy nogi albo wleczonych po gruzach wnętrzności podpowiadał im, że popełnili błąd, że jednak nie było warto? Może ostatni pocałunek złożony na bluzgających krwią i bezsilnością przekleństw ukochanych ustach gorzko uświadamiał innne rozwiązania, wcale nie takie patriotyczne, nie tak  nadąsane, a przyziemne, no takie ludzkie, normalne? Może… Kurwa, jak to dobrze, że mnie tam wtedy nie było, że to nie ja musiałem wybierać. Hm, a może oni wcali nie wybierali, może ulegli zbiorowej presji, jaką sami sobie narzucili? Presji honoru… Honor, co to jest naprawdę ten pieprzony honor, ten Bóg i ta ojczyzna, za które ludzie dawali się poszatkować żelazem? Przecież tego nie da się opisać, przeliczyć…  Uf, dobra, koniec, można już iść. A ta dupa… Hm, no co ja w niej widziałem, przecież wcale nie jest taka atrakcyjna”.

         Ludzie lubią niekiedy ,,grać grupowo", tu, stojąc w ciszy zagłuszanej wyciem syren, w czasie akcji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, na stadionach malując sobie nalane piwem i kibolskim wzmożeniem mordy w biało czerwone pasy i w marszach Anonymusa. Przejawiają tę wielką, dziwną potrzebę, by odczuć siłę mitycznego dobra wspólnego, moc łączącej ich idei, przeżywać uniesienia - tanie i pełne pustych, ale wzniosłych haseł. A wszystko po to, by się doładować, by udowodnić sobie siłę łączności z innymi. Siłę zagłuszającą samotność gry o przetrwanie lub lepsze od innych przetrwanie, bowiem o to przecież chodzi, wyciszającą egoizm nierównego podziału wszystkiego, co można dzielić – a więc instynkty jakie z dnia na dzień prowadzą ich przez życie w konflikcie ze zbiorowością. Dlatego dziś zatrzymają się na symboliczną minutę, jutro pójdą w miesięcznicy lub kontrmiesięcznicy, w marszu szmat, będą milczeć lub drzeć gęby: ,,Precz z preczem, nich żyje żyj!". I odetchną, że się oczyścili, że na trochę byli jako MY a nie JA, że świat wokół  nich stał się lepszy i to właśnie dzięki nim, bo uczestniczyli w czymś, co mialo poparcie innych. Znaczy było słuszne ilością takich samych postaw i zachowań. Przez chwilę, to fakt, ale przecież chwila wystarcza. Nie należy w niczym przesadzać, by nie popaść w śmieszność. Jak kibice Wisły i Cracovii, którzy w ramach okazyjnej humanizacji swoich zachowań, spowodowanej śmiercią papieża, wytrwali w przyrzeczeniu aż kilka dni.

         Nikt nie ma problemu, żeby zatrzymać się na moment w milczeniu. Dylematy zaczynają się dopiero wtedy, gdy zaprezentowanie tej samej postawy - a mówimy o patriotyzmie - wymagać będzie pewnego wyrzeczenia. Niekoniecznie kosztem życia, zdrowia i marzeń – chwała Bogu, aktualna sytuacja polityczna nie wymusza ponownego złożenia hekatomby krwi. Nie, zwyczajnego nakładu grosza, czasu i wysiłku. I to jest właśnie ta różnica pomiędzy patriotyzmem tanich gestów a patriotyzmem czynów, miedzy formą a treścią. Czyli mówiąc krótko, analogiczna do tej, jaka dzieli wychowanie pokolenia Kolumbów od współczesnego pokolenia wyznawców krzykliwych atrap dawnych wartości.

Lubię to! Skomentuj17 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo