41 obserwujących
376 notek
431k odsłon
3753 odsłony

Żydzi, Polacy i syndrom Kalego

Wyciskający i wyciskany
Wyciskający i wyciskany
Wykop Skomentuj151

        Już sam nie wiem, czy nie tylko, że puchnę pomyślunkiem, ale na dodatek czy w związku z tym nie przybieram nawet na wadze rosnącymi obawami związanymi ze sprawą bezspadkowego mienia, rzekomo wciąż będącego nieuregulowaną prawnie pozostałością po Holokauście. I czy ewentualnie nie bierze się to stąd, że coraz częściej napotykam przejawy kuriozalnego wręcz zainteresowania losem państwa ze strony rodaków, a więc wyraźnego ciążenia im tego problemu.

        Tu spieszę wyjaśnić, że słowo ,,kuriozalne” nie wzięło się znikąd, albowiem ma mocne zakotwiczenie w postawach społecznych ostatnich trzydziestu lat. Tych lat, kiedy tak zwane wisimitutostwo i hasło ,,róbta, co chceta” łatwo zainfekowały świadomość Polaków zaskoczonych zmianami, rozczarowanych, zdemoralizowanych i wyżętych niemal do cna z postaw obywatelskich, a tym samym z patriotyzmu. No a kto ich wyżął? Ba, to proste – ci, którzy mieli w tym interes, a tych jest wielu, tylko jak ich zauważyć, gdy umysł w ramach relaksu od codziennej smuty zajęty jest sprawami wagi państwowej, czyli na przykład wąsami Małysza, życiem celebrytów, pedofilią księży, aborcją jako środkiem zapobiegania ciąży, masturbacją przedszkolaków, ewentualnie… Bogaceniem się społeczeństwa? Rzecz jasna bogaceniem w procesie państwowego rozdawnictwa pieniędzy inwestowanych wyłącznie propagandowo, w ramach walki o wyborcze głosy. Zatem w tych klimatach zainteresowanie rzeczywistymi problemami kraju można uznać za kuriozalne właśnie.

        No ale do rzeczy. Czy organizacje żydowskie i wspierająca je administracja amerykańska mają prawo żądać zmiany cywilizowanych i powszechnie stosowanych przez nie same przepisów prawa cywilnego? Czy są w stanie narzucić nam akceptację bliżej nieokreślonego podmiotu, jaki wszedłby w uprawnienia przysługujące nieistniejącym przecież spadkobiercom i w ich imieniu występował z roszczeniami? Ależ oczywiście, że tak – co do tego nie ma jakiejkolwiek wątpliwości, a to prawo nazywa się prawem kaduka. Że niby takie nie obowiązuje? A to ci heca! Przecież to ono właśnie od wieków decyduje o wyglądzie naszego świata, o jego politycznym obrazie, o przebiegu granic, o wzajemnych relacjach pomiędzy państwami, o wojnie i pokoju oraz o geograficznym rozkładzie biedy i bogactwa. A co za tym stoi? Nie, nie siła argumentów, tylko argumenty siły – naciski, zastraszanie, finansowe uzależnienie, sankcje, szantaż polityczny - aż po użycie presji militarnej włącznie. Zresztą po co się zastanawiać – gdyby tak nie było świadomi stanu spraw Polacy nie odczuwaliby skali zagrożenia, ufni w zdrowy rozsądek i własne racje. No ale tak właśnie nie jest, bo choć wiemy, że racja jest po naszej stronie, to mimo to zaczynamy odczuwać lęki. Tylko co znaczy poczucie posiadanej racji na przykład wtedy, gdy zostało się za nic, czyli w sposób niezawiniony odłowionym w ulicznej łapance, ustawionym pod ścianą i słyszy się szczęk przeładowanego kaemu? Ano gówno znaczy – to tyle.

        No dobrze, ale dlaczego? Czyżby nasza argumentacja nie była aż tak oczywista, by zniechęcić a nawet skompromitować na arenie międzynarodowej pazernych przeciwników? Ależ nie, jest oczywista, jak najbardziej – co do tego nie ma wątpliwości, tylko trochę mniej niż powinna. Albo nawet więcej niż trochę. Świat bowiem jest tak skonstruowany, iż racje rozkładają się zawsze po obu stronach sporu i ostatecznie przeważają te z nich, których głosiciele dysponują mocniejszym pieniądzem i tym samym silniejszymi możliwościami przekonywania, a co się z tym wiąże – większymi wpływami. To dzięki nim ich prawda zdobywa większe nagłośnienie, stając się z czasem jedynie obowiązującą. Przecież jeszcze ćwierć wieku temu nikt by nie wspomniał, a już na pewno nie uwierzył w polskie sprawstwo Holocaustu. Jednak teraz, po wieloletnim propagandowym zaczadzaniu międzynarodowej gawiedzi fejkfaktami składającymi się na fejhistorię, wierzy. A gdyby i to nie pomogło, wtedy górę biorę te z racji, za którymi stoją liczniejsze bataliony. Ewentualnie ciężkie brygady.

        Ale czy i my, Polacy, nie korzystaliśmy z tych szczególnych argumentów? Czy inkorporacja Wilna i Litwy Środkowej w następstwie tak zwanego ,,buntu” generała Żeligowskiego nie była wynikiem polityki bagnetów wobec słabszego przeciwnika? Albo przypomnijmy sobie wystąpienie marszałka Piłsudskiego pięć lat później, w roku 1927, na posiedzeniu Ligi Narodów, kiedy poirytowany postawą premiera Litwy Voldemarasa, zapytał wprost: ,,Czego pan chce, pokoju czy wojny?” Przecież w tym pytaniu pobrzmiewała realna groźba, która złamała wolę oporu przedstawiciela niewielkiego państwa. Albo czy zajęcie Zaolzia na rok przez wybuchem wojny z Niemcami nie było wykorzystaniem tragicznego położenia naszych sąsiadów po konferencji monachijskiej? Oczywiście, że było – co do tego nie ma wątpliwości.

Wykop Skomentuj151
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka