39 obserwujących
371 notek
425k odsłon
2680 odsłon

Jutro to tak trochę już dziś

Wykop Skomentuj48

        Gdyby wziąć kogoś z zaskoczenia, to znaczy odciąć mu chwilową ciekawskość od zasilającej go w pozory wiedzy internetowej Wikipedii, aby nie mógł grać mędrka, i zapytać o słynnych w historii Belgów, to po dłuższym namyśle odpowie z większym lub mniejszym przekonaniem, że… inspektor Herkules Poirot. Oprócz tego, o ile okaże się bardziej niż przeciętnie łebski, wtedy doda, że Belgia znana jest z Brukseli, a ta z siedzib Unii Europejskiej oraz NATO, z czekolady i słynnych flamandzkich gofrów, a także z wyjątkowo podłej pogody. Natomiast już wyłącznie erudyta dołoży informację, że to kraj urodzonych, sadystycznych bandziorów, którzy popis swojego zwyrodnialstwa objawili w Kongu. No i że ich król, a raczej z uwagi na wielkość rządzonego państwa zakompleksiony królik pomiędzy europejskimi monarchami, czyli Leopold II, uznany został za jednego z największych zbrodniarzy w historii ludzkości i odpowiada za śmierć skromnie licząc około 8 milionów mieszkańców Afryki. Natomiast jego dodatkowym osiągnięciem, głównie w dziedzinie finansów, za co niestety nie dostał Nobla z ekonomii, stało się wprowadzenie w Kongu, które do roku 1908 było nie belgijską kolonią, ale jego prywatnym folwarkiem, nowej jednostki monetarnej - uciętej maczetą dłoni, oficjalnie przeliczanej na jeden karabinowy nabój. Przy czym fakt, że jego konny posąg wciąż stoi na cokole w Brukseli, wiele mówi o jego rodakach. A wśród nich o lewaku i polakożercy Guy Verhofstadcie, trzykrotnym premierze Belgów, któremu własny bandzior i ludobójca na cokole nie przeszkadza, a rzekomi faszyści i neonaziści z warszawskiego Marszu Niepodległości już tak.

         Czy belgijskie czekoladowe trufle mniej z tego powodu nam smakują? A gdzie tam! Nie obrazimy się na nie, podobnie jak nie mamy nic przeciwko zakupowi volkswagena, byle nie diesla z zakłamaną emisją spalin, czy nuceniu rosyjskich dumek, zwłaszcza w stanie wskazującym. Czas, interesy i niczym nieuzasadnione emocje zabliźniają największe nawet rany i wyciszają uprzedzenia, czego namacalny dowód stanowią doskonałe relacje Izraela z państwem niemieckim, w tym wyrażona przez Żydów zgoda na zamianę nazistów niemieckich na polskich, znanych z wysysania antysemityzmu prosto z matczynego cycka.

         Dobrze, przejdźmy jednak do współczesności. Oto belgijski system ubezpieczeń zdrowotnych wchodzi w etap poważnych trudności finansowych, co wcześniej czy później, a w zasadzie wcześniej, skłoni go do przyjęcia istotnych reform. Jakich? Wiadomo, nieprzyjemnych, bo bolesnych, opartych na znalezieniu koniecznych oszczędności. Odkąd marksistowska przeciwwaga ustrojowa przeminęła na chwilę z wiatrem historii, demonstrując wszem wobec i każdemu z osobna swoją niesłuszność, masom nie trzeba już nadskakiwać i zabiegać o ich względy. A zatem nadszedł czas wycofywania się z kosztownych mrzonek socjalnego państwa prawnego, przejadającego od lat część nadwyżek elit pieniądza i podobnych im grup pasożytniczych. Ale że to mają być reformy na żywym organizmie, zatem mimo wszystko trzeba działać ostrożnie.

        Jak poinformował brukselski Le Soir, trzy placówki o porażająco poważnych i wzbudzających respekt nazwach: Federalne Centrum Wiedzy o Opiece Zdrowotnej, Fundacja Króla Baudouina i Narodowy Instytut Chorób i Niepełnosprawności przeprowadziły sondaże i badania, które wykazały, jak daleko skłonni są posunąć się Belgowie w oszczędnościach na leczeniu. A mówiąc wprost, gdzie kończy się ich empatia wyrażana wobec chorych. I okazało się, że 69% obywateli za uzasadnione uznaje wydanie 50 tys. euro na leczenie pacjenta. Jednak jeśli ten ma 85 lat lub więcej, wtedy aż 40% odmówiłoby mu prawa do jakichkolwiek zabiegów ratujących jego życie.

         No i mamy problem, Houston. Oto dotychczas jedną z miar cywilizacji, postępu i bogactwa państw była rosnąca długość życia. Jeśli ta jest wysoka, mamy do czynienia z państwem zamożnego Zachodu, jeśli krótka – to z efektem wegetacji w tak zwanych shithole countries, jakby z emfazą powiedział Donald Trump. No a przecież Belgia zalicza się do tych pierwszych. Znaczy co, po to przedłużaliśmy życie, aplikując ludziom lepsze warunki bytowe, w tym szerszy dostęp do nowoczesnej medycyny, by teraz postawić mu granicę, której nie powinno przekraczać dla własnego komfortu? A dlaczego 85 lat, a nie 75? Co, że za wcześnie na takie pytania? Rozumiem. Trzeba od czegoś zacząć, by później, nagłaśniając kolejne trudności budżetu lecznictwa, schodzić rok po roku w dół. Gdzie jednak zostanie wyznaczona granica?

        Na to pytanie odpowiedź znaleziono w sąsiedniej Holandii. Otóż policzono, że połowę kosztów służby zdrowia pochłaniają wydatki na leczenie osób powyżej 65. roku życia. Bingo! Oto i granica, pi razy drzwi odmierzona przejściem w wiek emerytalny, zakładająca, że poprodukcyjne, matuzalemowe darmozjady powinny jak najszybciej odejść. Gdzie? No jak to gdzie? Do piachu. Ba, nie wątpię, że z pomocą mediów zaszczepi się motłochowi nawet nowe normy ,,moralne”, w myśl których instynktowna walka o utrzymanie się przy życiu powszechnie uznana zostanie za postawę naganną, egoistyczną i dalece antyspołeczną. No a skoro i to skojarzyliśmy, to należy się nam podwójne bingo za myślenie.

Wykop Skomentuj48
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo