42 obserwujących
378 notek
437k odsłon
587 odsłon

Wart Duda Kamysza

Wykop Skomentuj15

        Kiedy nie tak dawno szef peeselowców ogłosił publicznie, że obecność Polski w Unii Europejskiej powinna być wpisana do Konstytucji, doszedłem do wniosku, że myliłem się sądząc, jakoby Władysław Kosiniak-Kamysz ulepiony był z poglądowej nijakości, intelektualnej próżni, charakterologicznej nicości, szlamu z podkrakowskiej Wisły i odrobiny gówna. No bo takie właśnie wrażenie sprawia. Otóż nie, Kosiniak okazał się kanalią na miarę piastowanego w swojej partii stanowiska, głupcem i zaprzańcem narodowego interesu, co daje mu przepustką do uprawiania polityki na najwyższym szczeblu władzy. Coś tak w sam raz na miarę członków ekipy Edwarda Gierka, którzy ponad czterdzieści lat wstecz zafundowali Polakom zagwarantowaną konstytucyjnie przyjaźń ze Związkiem Radzieckim.

         Dlaczego lider partii wycwanionych chłopów, który tyle ma wspólnego z wsią, co zapach wody kolońskiej z zapachem obornika, ośmielił się to powiedzieć? Najogólniej dlatego, że w narodowo-społecznej rzeczywistości, w której przyszło mu żyć, niestety, ale mógł. A tak naprawdę to w sytuacji, w której sondaże potwierdzają umiłowanie Unii Europejskiej przez większość obywateli, sprawa bycia lub niebycia w tej pożerającej suwerenność małych państw organizacji staje się kartą przetargową przed zbliżającymi się wyborami. Dlatego Kosiniak, chcąc zaskarbić sobie zaufanie i tym samym poparcie Polaków, wyskoczył do przodu i przelicytował ponad rozsądek, dobre obyczaje i polską rację stanu. Po co? By jakże pięknie różnić się od PiS, które w myśl głoszonej przez opozycję propagandy zmierza do polexitu.

        Oczywiście parachłopek z medycznym dyplomem i tytułem doktora nauk społecznych może zupełnie bezkarnie głosić swoje poglądy, bowiem pozbawiona wiedzy, narodowych emocji i zdemoralizowana, a zatem wyzbyta ze wstydu większość społeczeństwa nie posiada woli przetrwania i czegoś, co nazwałbym przymiotem posiadania obywatelskiego alarmu. A mam na myśli ten, jaki zadzwoniłby jej we łbie, iż oto ma do czynienia z groźnym politycznym pajacem, który, jeśli nawet zdaje sobie sprawę z nierealności dziś rzuconej propozycji, to nie wybiega myślą naprzód, że oto ktoś kiedyś może mu powiedzieć: - Sprawdzam.

        Ponieważ wypowiedź Kosiniaka spotkała się w mediach prorządowych i społecznościowych z falą krytyki, nie sądziłem, że ktoś jeszcze podejmie ten temat. Ale to tak, jakby wejść do chlewu pomiędzy rozpoczynające ucztę przy korycie świnie, licząc na to, że do głośnego mlaskania i chrumkania jednej nie dołączą się inne. Błąd! Dołączą się. I tak oto, chcąc uciąć powtarzaną przez opozycję niczym mantrę propagandową insynuację o tym, że PiS chce wyprowadzić Polskę z europejskiej wspólnoty, dał głos wycięty z hostii, krakowskich klimatów i politycznych koncepcji naczelnika państwa prezydent. Ten, chcąc przebić szefa PSL, do wpisania do ustawy zasadniczej przynależności do Unii dodał jeszcze pomysł konstytucyjnie zagwarantowanego członkostwa Polski w NATO.

        Jak widać durniów nie sieją, a że obaj panowie pochodzą z Krakowa domyślać się tylko wypada, iż od czasów wymarszu Pierwszej Kadrowej związki z Polską i umysłowość mieszkańców grodu Kraka przeszły wielką ewolucję. Rzecz jasna z chlubnymi wyjątkami.

        Co jednak ciekawe w tej historii, to to, że prezydencki projekt nie spotkał się z powszechną dezaprobatą. Tym razem nikt nie pohulał sobie na obywatelu Andrzeju Dudzie - ani z lewa, ani tym bardziej z prawa. Ba, powiem więcej – zapadło jakby koncyliacyjne milczenie. Dlaczego? No bo ci z prawa nie mogli atakować swojego, który działał pod socjotechniczne dyktando w ich własnej sprawie, a ci z lewa, chcąc zaatakować prezydenta, musieliby równolegle skrytykować Kosiniaka-Kamysza. Zatem sza – rozpolitycznione mordy w kubeł. Są sprawy, które lepiej przemilczeć.

        Sęk jednak w tym, że propagandowe zagrywki - takie jak ta właśnie - bywają bardzo niebezpieczne, bo podpowiadają złym ludziom niecne rozwiązania, które mogą odebrać Polsce resztkę suwerenności. Albo też ktoś nie zrozumie prawdziwych intencji towarzyszących tym słowom, łyknie je wprost, a mając władzę, zrealizuje taki pomysł. Jak to kiedyś na uczcie u cesarza Kaliguli jeden z młodych gości chciał mu się przypodobać i stwierdził, że gotów jest umrzeć, gdyby miało to zapewnić zdrowie i szczęście imperatorowi. No i Kaligula, nie czekając, kazał chętnego publicznie zgładzić. Nie wiem, czy poczuł się dzięki temu lepiej, ale sprawdzić przecież nie zaszkodziło.

        I tak oto zabawa niby uczonych karłów rodzimej polityki trwa w najlepsze. Póki nie przyjdzie walec i nie wyrówna. Ciekawe tylko jakiego będzie wyznania – ten walec znaczy?


Wykop Skomentuj15
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka