46 obserwujących
395 notek
465k odsłon
879 odsłon

Nie ruszaj się, bo cie, k...., zabiję

Wykop Skomentuj11

        Kiedyś… Boże, tak, kiedyś było inaczej, lepiej i w ogóle. Ba, dużo lepiej nawet, głównie dlatego, że bardziej szczerze – nie całkiem, ale chociaż trochę. Na przykład istniały silne partie komunistyczne. Takie prawdziwe, z krwi i kości, przeważnie innych, choć niekoniecznie, ale co z tego? Cele były słuszne i to się liczy, a skoro cel uświęca środki, więc i kości, i krew też. Że jak, że to niby kiepski żart, bo sądząc z mojego dorobku na wzmiankę o głupocie raczej nie zasłużyłem? Nie, ja tak całkiem serio, jak Boga kocham! Nie wierzę, a jednak kocham, chyba z rozpędu, bo niekiedy nic lepszego nie mam do roboty – trochę łowię, trochę piszę, trochę czytam, no i kocham właśnie. Z obcych rzadko kogo, bo i specjalnie nie mam za co, więc mus wybiórczy chyba taki – to tego, to owego. No i głupi ludzki nawyk. Co ciekawe, jeśli jednych ludzi zacznę nienawidzić za to, że innych kocham i są mi bliscy, wtedy zostanę marksistą, natomiast jeśli tylko nienawidzić wyłącznie za światopoglądową inność, a do tego ustawiać normalność na opak – to lewakiem. Przy czym pocieszające jest to, że zostało mi zbyt mało czasu, aby zaraza mogła się we mnie rozwinąć. Dlatego umrę zwyczajnie, tak po ludzku - na śmierć, a nie z lewackiego wykolejenia.

        Ale do rzeczy. No więc istniały bardzo silne te partie komunistyczne, nawet na Zachodzie, i miały swoje programy. Programy były marksistowskie, bo gdyby było inaczej partie nie byłyby partiami komunistycznymi – to chyba jasne i logiczne. De facto więc - czy to w okratowanej komunie, czy na wolności – ideologie się nie różniły, co może trochę dziwić, że ludzie z wolnego świata marzyli o uwięzieniu własnych swobód i praw. Pewnie za tłusto jedli, za dużo z seksem eksperymentowali i od tego dobra wszystko im się w głowach pomieszało – szklane domy z rynsztokiem biedy i totalitarnych nawyków.

        Ale nie o mieszaniu w głowach chciałem pisać, choć czytanie klasyki zamordyzmu, znaczy tuzów myśli lewicowej niejednemu zamieszało – oczywiście jeśli udało mu się przez taką lekturę przebrnąć bez chorób i urazów. Ja na przykład, w trakcie czytania wybranych części ze zbioru leninowskich prac – tak, pamiętam, to było Państwo i rewolucja, tom chyba II wydania z 1949 roku - nabawiłem się mononukleozy zakaźnej i na trzy tygodnie wylądowałem w szpitalu. Natomiast mój znajomek z podobnych powodów, bo zaczął całkiem rzetelnie studiować Kapitał, miał wypadek na rowerze, łamiąc sobie nogę. Po opuszczeniu szpitala już bezpiecznie mogłem powrócić do lektury, bo dowiedziałem się, że po przejściu choroby jestem na nią uodporniony. Mój kolega też kontynuował czytanie, zaraz po zabiegu, chodząc o kulach i wariując z lekka z powodu swędzenia pod gipsową skorupą. Jakiś zawzięty by na ten marksizm. I choć drugiej nogi już nie złamał, to jak na złość babka wzięła i mu zmarła – tuż przed końcem pierwszego tomu, a on sam dostał zakażenia od drapania unieruchomionej kończyny szprychą rowerową pod gipsem. Jednym słowem kicha z tą lekturą

        Tylko że nie o zgubnych skutkach czytania myśli zakazanych miało być dzisiaj. Nie, rzecz w tym, że przez dziesięciolecia programy partii komunistycznych się nie zmieniały. Można było zapaść w komę w latach trzydziestych, ocknąć się w sześćdziesiątych, a ideologicznie przygrywano to samo – umpa, umpa na propagandowej tubie dla pogruchotanych przez kapitalizm. I dopiero w połowie lat siedemdziesiątych, głównie na skutej Praskiej Wiosny, która odkryła przed lewicowym światem moskiewską gębę despoty, dwóch - nazwijmy ich pozytywnymi renegatami – szefów komunistycznych partii europejskich, Francji i Włoch: Georges Marchais oraz Enrico Berlinguer, postanowiło usunąć z programów swych marksistowskich organizacji naczelną zasadę teorii rewolucji, jaką jest dyktatura proletariatu. To wtedy właśnie powstała nowa idea, zwana eurokomunizmem, czyli marksizm reformowalny jako alternatywa dla ortodoksyjnego komunizmu moskiewskiego. Znaczy marksizm dla średniozamożnych. a nie wyłącznie ubogich.

        Oj, nie spodobało się to kremlowskim towarzyszom, nie spodobało! Ale co zrobić, skoro francuscy i włoscy działacze doszli do przekonania, iż zmiany polityczne i społeczne na Zachodzie zaszły tak daleko, że idea siłowego wprowadzania i podtrzymywania władzy zwycięzców walk klasowych straciła swoją aktualność. Po co więc straszyć zachodniego mieszczucha wizją krwawego lumpa z nożem w zębach, który okradnie, zgwałci i może nawet zabije, bo inaczej nie potrafi, a później będzie trzymać lud krótko, chwytem kawaleryjskim – tuż przy samym pysku? Przecież nic poza utratą bazy społecznego poparcia tym się nie ugra, zatem pomysł bez sensu.

        Upadek i kompromitacja bloku wschodniego, a co się z tym łączy i marksistowsko-leninowskiej ideologii sprawiły gwałtowny spadek zapotrzebowania na klasyków zamordyzmu. Obecnie komuniści francuscy, po rozpadzie lewicowego rządu w roku 2002, praktycznie przestali się liczyć na politycznym rynku, natomiast włoscy rozwiązali się już w roku 1991. W innych państwach również utracili swoja pozycję, okopując się w izolowanych politycznie przestrzeniach lub szukając szans przeżycia w ramach lewicowych koalicji.

Wykop Skomentuj11
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka