46 obserwujących
395 notek
465k odsłon
532 odsłony

Oszczędność słów

Wykop Skomentuj15

        Jest taka stara, rzymska jeszcze zasada: "De mortuis aut bene, aut nihil", czyli o zmarłych należy mówić wyłącznie dobrze albo wcale, i co ma sens o tyle i tylko tyle, że tworzy rodzaj bariery ochronnej dla uczuć osób bliskich. Przy czym parawanem milczenia starano się otoczyć często zamordowanych, w tym i cesarzy.

        Maksyma przetrwała do dziś i wszystko byłoby zrozumiałe, gdyby o dobrych mawiano dobrze, bo to im się należy, natomiast na temat złych wstrzymywano się – przynajmniej na pewien czas - z rzetelnymi ocenami kompromitujących ich życie dokonań. Co ciekawe, rezygnacja z kompetentnego i uczciwego opiniowania ludzkich postaw – zwłaszcza mocno nagannych i szczególnie w odniesieniu do osób publicznych - stała się normą wśród tych części społeczeństwa i mediów, które na niedomaganiach moralnych, a niekiedy wręcz łotrostwie zmarłych w jakikolwiek sposób żerowały i tym samym, oficjalnie lub nie, identyfikowały się z nimi. A czasem wręcz stawały się wobec nich dyspozycyjne. Stad bierze się postawa niepamięci lub pamięci mocno wybiórczej, włączanej i wyłączanej niczym przy pomocy magicznego klucza dziecięcych zabaw wykorzystujących zawołanie zakluk-odkluk, i przerastającej z czasem w apoteozę fundowaną najzwyklejszym i oczywistych kanaliom. A że jak to w życiu się zdarza, pryncypia rozumiane bywają opacznie, więc zamiast zmilczeć przyjęło się mówić dobrze o łajdakach, bo wspomniana maksyma rzekomo tego właśnie od nas, choć alternatywnie, wymaga.

        Ta dowolność interpretacji przekazu rzymskiej zasady prowadziła wprost do okazywania szacunku zmarłemu bandziorowi i zdrajcy, o co na przykład zabiegał w mowie pogrzebowej w trakcie pochówku Wojciech Jaruzelskiego prezydent Bronisław Komorowski. Albo podpowiadała dowolną manipulację życiorysami i faktami, jak miało to miejsce zaraz po śmierci i Jacka Kuronia, i Karola Modzelewskiego, kiedy media wspominały chwalebny pobyt w więzieniu, zafundowany im w odpowiedzi na list krytykujący PZPR, jaki dwaj lewacy wypichcili. Niestety, nie dodawały, że obaj byli jej członkami, a krytyka partii została dokonana z pozycji trockistowskich, co skłania do przewrotnej refleksji, iż order należał się nie im, a Gomułce, który zamknął ich w schowku dla niebezpiecznych ideologów, wykazujących jeszcze bardziej zbrodnicze odchylenia niż te przaśnego od stóp wzwyż towarzysza sekretarza.

        Nie zapominajmy jednak o kobietach. Dlatego kolejnym dowodem nieporozumienia jest przykład Wisławy Szymborskiej, znanej stalinistki, której postawa, podobna innym klakierom władzy mrocznego dla człowieczeństwa okresu, nie ograniczała się wyłącznie do sławienia rymami towarzysza Józefa Wissarionowicza i Kraju Rad, ale przybierała postać konkretnych haniebnych zachowań, jak choćby w przypadku procesu krakowskiego.

        I tu dla celniejszej oceny moralnej poetki wypadałoby zastanowić się na taką oto refleksją. Stalinowski terror to kolejny w dziejach naszego kraju czas zagrożenia polskości. Co ciekawe, każdy poprzedni oferował współplemieńcom porcję literatury patriotycznej, pomagającej dzięki geniuszom pióra zachować narodową tożsamość. Natomiast okres powojenny wydał literackich narodowych zaprzańców ze szczątkową moralnością, których łajdactwo doznało łaski częściowego rozgrzeszenia w postaci Nobla Szymborskiej. Ot, przewrotność sławy szubrawców. Ale dlaczego tak się stało, co było powodem, że powojenny socjalizm obrodził tak wieloma moralnymi liliputami literatury i zdrajcami polskiej sprawy?

        Odpowiedź, która mogłaby być tematem książki, da się zamknąć w trzech głównych przyczynach: okupacyjnej zagładzie elit oraz emigracji części z nich, brutalnym odsiewie pozostałych resztek i będącej odpowiedzią na wojenne lęki żądzy życia za każdą cenę. Im lepszego, tym za wyższą. Dlatego gdy na jednej szali kładziono ofertę w postaci pewności jutra, sławy i zamożności, to na drugiej bez wahania składano okruchy honoru, bo więcej w duszach nie obrodziło. Stąd reakcją na agonię tamtego pokolenia politycznej koniunkturalności nie może być laudacja, tylko co najwyżej milczenie. Kłopotliwe, bo jednoznaczne w wymowie, ale co zrobić – Rzymianie znali się na rzeczy

        Niestety, tego, że o polskich szkodnikach można mówić dobrze, doznaliśmy nie raz – ot choćby na przykładzie generała Czesława Kiszczaka, który jeszcze za życia okazał się ,,człowiekiem honoru”, Tadeusza Mazowieckiego, którego polityka ,,grubej kreski” po dziś dzień karbuje losy naszego państwa i społeczeństwa, czy choćby profesora Zygmunta Baumana, co do którego próbowano przekonać Polaków, iż jego dorobek naukowy i zmiana stron ideologicznego konfliktu przeważają z nawiązką łotrostwo jego dawnego, podłego życia.

Wykop Skomentuj15
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo