0 obserwujących
21 notek
16k odsłon
  766   0

Jestem z pokolenia, które dorastało w okresie Solidarności

Dlaczego się pan nie bronił, dlaczego posłowie się na to zgodzili?

Broniłem się i wyjaśniałem, jednak nikt nie chciał słuchać moich wyjaśnień, gdyż „wola polityczna” była taka, abym startował z jak najniższej pozycji. Radny Kosior, przy całym szacunku dla jego zasług jako działacza Akcji Katolickiej, nie miał najmniejszych szans aby uzyskać mandat i zagrozić powtórnej elekcji posłów. Nawet 6 miejsce na liście nie było w stanie mu w tym pomóc. Obecnie radny Kosior, został szefem klubu przy akceptacji i poparciu posła Adamczyka i Terleckiego. Trudno tego nie traktować inaczej jak tylko jako nagrodę za bezpodstawny donos, który pozwolił sprawne wyeliminować mnie z gry o mandat.

To atak starszyzny na średnie pokolenie?

W dodatku nie pierwszy. W poprzedniej kadencji Rady Miasta w taki lub podobny sposób wypychano z partii i klubu m.in. Krzysztofa Sułowskiego, Dariusza Olszówkę czy Jakuba Batora. Również wtedy tzw. „materiały dowodowe” gromadził pan Kosior. Jak widać ma w tym doświadczenie.

Taki mechanizm zadziałał też na poziomie centralnym w stosunku do Zbyszka Ziobry i reszty ziobrystów. Starsi czują się zagrożeni i bronią w ten sposób swoich wpływów w partii. Oczywiście jest to fatalne w skutkach dla poziomu życia politycznego w Polsce. Młodsze pokolenia są dużo lepiej wykształcone, lepiej rozumieją współczesny świat, maja lepszy kontakt poprzez media z wyborcami. Polityka uprawiana przez czterdziestolatków jest pragmatyczna i skuteczna, podczas gdy polityka w wydaniu sześćdziesięciolatków, a mniej więcej taka jest średnia wieku w klubie radnych PiS, to już w zasadzie tylko bazowanie na społecznych emocjach.

Warto jest się buntować?

Na bilans zysków i strat o wiele za wcześnie. Jednak już dziś mogę powiedzieć, że warto nie dać sobą manipulować, warto walczyć o swoje i przede wszystkim warto nie dać sobie łamać kręgosłupa moralnego. Chciano byśmy biernie patrzyli jak władze partii poniżają polityków, którzy chcieli ją zreformować. Chciano byśmy na żądanie odwrócili się od naszych kolegów. Może takie zachowanie to standard w pokoleniu wychowanym w PRL-u, ale dla mnie, duch „homo sovieticus” jest już obcy. Jestem z pokolenia, które dorastało w latach 80`. Gdy kończył się komunizm, ja kończyłem 18 lat. Dlatego jest mi tak bliskie pojęcie solidarności, tej zwykłej, międzyludzkiej, pisanej przez małe „s”.

Co pan teraz planuje? Według corocznych rankingów Gazety Krakowskiej za każdym razem był Pan w pierwszej trójce najlepszych krakowskich radnych. Czy będąc poza partią można dalej skutecznie pracować dla miasta?

Ostatnio Rada Miasta stała się bardzo upolityczniona. Wielu inicjatyw nie mogłem zrealizować, a przyczyną tego był ostry konflikt pomiędzy głównymi partiami. Niestety, Kraków stoi na krawędzi bankructwa i w mojej opinii jest fatalnie zarządzany. Wymaga to poważnych i gruntownych zmian. Od kilku lat głośno o tym mówiłem, alarmowałem. Można sięgnąć do moich artykułów z lat poprzednich - Jak PO z prezydentem Majchrowskim miasto zadłużyli lub Na złość prezydentowi odmrożą sobie uszy. Niestety moje ostrzeżenia bagatelizowano. Dziś gdy widmo katastrofy finansowej jest bliższe niżby mogło się wielu wydawać, musimy jako radni wymóc na prezydencie zmianę sposobu zarządzania miastem. Mam w tej dziedzinie dość istotne propozycje. Częściowo zawarłem je w programie, z którym PiS szedł do wyborów samorządowych w 2010 roku. Byłem autorem najważniejszego rozdziału, dotyczącego właśnie zarządzania miastem. Mam też doświadczenie zdobyte w komisjach rewizyjnej i budżetowej. Teraz sprawy partyjne muszą odejść na plan dalszy. Miasto jest najważniejsze.

Dziękuję za rozmowę.



 

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale