10 obserwujących
198 notek
165k odsłon
216 odsłon

Jak zacząłem czytać

Wykop Skomentuj36

Jak mówić o tym, czym jest wiara w Boga – czym jest życie w Chrystusie – do tych, którzy nie zrozumieli jeszcze prawdy z taką jasnością, z jaką mi było dane zrozumieć?

Jeśli o mnie chodzi, to jestem chyba dosyć inteligentnym, a zarazem głupim, upartym i próżnym człowiekiem. Wielokrotnie próbowałem w swoim życiu „rozgryźć” Pismo Święte, lecz zawsze w porcjach. Wystarczało mi napoczęcie kawałka, żeby uznać się za rozumiejącego. W ten sposób na przestrzeni lat, w nieregularnych odstępach czasu, skonsumowałem Genesis, Księgi Salomona, Nowy Testament. Byłem rozczarowany brakiem spektakularnych efektów. „Czy coś mi to w ogóle daje, że czytam? Niezbyt rozumiem tych ludzi, a tym bardziej ich Boga...”

Byłem sfrustrowany tym, że historia nie daje się w całości przełożyć na eklektyczny światopogląd, który sobie budowałem z fragmentów z różnych dziedzin – to z mistyki, to z filozofii, psychologii, czy z psychoaktywnych „wglądów”. Nie było sensu w to brnąć, przy tylu ciekawszych i „konstruktywniejszych” lekturach i zajęciach.

I dopiero całkiem niedawno, w głębokiej ciemności przesłoniętej ułudą sztucznego blasku, zajaśniała ta myśl: „przeczytaj Biblię jak zwykłą książkę – od początku do końca”. Cóż, rzeczywiście, sporo książek mam na koncie, a z tą jedną jakoś nie mogłem sobie poradzić (gwoli prawdy – przez „Ulissesa” Joyce'a też nie przebrnąłem. Zbyt niewyedukowany jestem, jak na ten jego „strumień świadomości”).

Wziąłem się do regularnego czytania, w swoim stylu – na szybko i bez specjalnej refleksji. Jakimś cudem to jednak wystarczyło.

Nie żebym zrozumiał, nie żebym doznał światopoglądowego trzęsienia ziemi. Bóg mnie po prostu natchnął spokojem. Po prostu nagle do mnie dotarło: „no tak – to wszystko dosłowna i bezwzględna prawda, że istnieje Pan Bóg, Bóg Ojciec, który w każdej chwili czuwa nade mną...”

To jest dla mnie tak klarowna i pewna, a zarazem wcale nie rewolucyjna pewność, że trudno mi ją wyrazić słowami. Mogę wątpić, mogę zapominać, mogę grzeszyć, ale tej wiary otrzymanej tak niespodziewanie i bez zapowiedzi nic mi nie odbierze.

To przychodzi jak chłodny powiew po upalnym dniu. To świadomość odkrywcza jak „myślę, więc jestem” Kartezjusza. Jestem, więc On też jest. To coś tak oczywistego dla serca, że inteligencja nie znajduje słów sprzeciwu.

Zobaczyłem mój dawny świat jakby obok. A Królestwo Niebios przybliżyło się na wyciągnięcie ręki. Nadal marnuję szmat codziennego czasu w tym dawnym, lecz nawet chwila spędzona w pobliżu Królestwa wymazuje cały mój niepokój.

I jeśli nawet znów piszę byle pisać, to przynajmniej wyrażam nareszcie prawdę, w którą wierzę. A już samo to ma wartość większą od milionów innych moich słów opublikowanych na tym portalu.

Wykop Skomentuj36
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości