10 obserwujących
207 notek
172k odsłony
2116 odsłon

Jak poukładać Sejm

Wykop Skomentuj188

To, co tutaj zaprezentuję, to nie jest prognoza wyborcza. Raczej takie naiwne chciejstwo człowieka, któremu bardziej niż na konkretnych decyzjach politycznych, zależy na zmianie obyczajów panujących w najwyższym kręgu decyzyjnym. Pod tym względem jest bardzo źle w polskim Sejmie. Dlatego poniżej kilka słów o tym, jak na miejscu suwerena poukładałbym izby Parlamentu podczas najbliższych wyborów, żeby zaprowadzić tam wreszcie coś na kształt zgody. Oczywiście nie zgody utopijnej, lecz przynajmniej porozumienia dającego każdemu z polityków jakąś namiastkę realnej odpowiedzialności za państwo. Byle nie znajdowali już czasu, aby zajmować się sobą nawzajem, a wówczas – jestem o tym przekonany – państwo ruszy z kopyta.

Pierwszy warunek zaprowadzenia nowych standardów to ponowne zwycięstwo PiS-u, ale nie przekraczające wyniku uzyskanego 4 lata temu. To, że partia Kaczyńskiego wygra, jest przesądzone. A starając się bezstronnie ocenić pierwszą kadencję rządów stwierdzam, że wygra słusznie, bo należy kontynuować obecną politykę wyrównywania dysproporcji społecznych, szczególnie iż wpływa ona korzystnie na sytuację gospodarczą. Ludzie potrzebowali takiej władzy, która w końcu zadba o niższe warstwy społeczeństwa. Nie ma możliwości, żeby udobruchany lud powierzył znów stery liberałom schlebiającym klasie średniej i elitom. Gdyby nie daj Boże do tego doszło, to kraj znalazłby się u progu wojny domowej.

I nie mam na myśli tylko wybuchu niezadowolenia społecznego z powodu przegranej, lecz również łatwy do przewidzenia impet, z jakim zwycięska opozycja wzięłaby się do niszczenia każdego przejawu „pisowstwa” w państwie, w akcie zemsty za ostatnie 4 lata upokorzeń. PiS bowiem obniżył standardy tak bardzo, że następnej po nich ekipy nikt nie ośmieli się skrytykować za brutalną czystkę, jaką ta ekipa niechybnie przeprowadzi natychmiast po formalnym przejęciu władzy. To jest pierwszy powód, dla którego Koalicja będzie musiała jeszcze trochę poczekać. Drugi powód jest nawet istotniejszy, aczkolwiek wiąże się z pierwszym. Otóż koalicyjni pretendenci nie mają w zasadzie nic do zaoferowania wyborcom, poza nadzieją na detronizację partii Kaczyńskiego.

Ze względu na stabilność Polski reelekcja powinna zatem nastąpić, ale niewskazane jest, aby partia Kaczyńskiego mogła sprawować rządy samodzielnie. Jedynowładztwo nie służy bowiem podzielonemu państwu. Niedobór mandatów, jakiego im życzę, powstrzyma wybrańców narodu przed nazbyt radykalnymi działaniami, a w sferze mentalności będzie temperował ich osobistą interesowność. Mieliśmy wiele przykładów w upływającej kadencji, że politycy, którym wszystko wolno, bardzo prędko dają się ponieść najpaskudniejszym instynktom. Niech więc jedni drugim nie tylko patrzą na ręce, ale i mają możliwość złapania ich za nie wtedy, gdy tamci staną się zbyt aroganccy, pazerni czy butni.

Opozycja nie może być bezsilna i sfrustrowana, jak dotychczas, lecz jej samej wyjdzie z korzyścią, jeśli nie będzie również monolitem. Dlatego aby zapobiec totalnej rywalizacji między dwoma dużymi blokami wprowadziłbym do Sejmu jak najwięcej podmiotów. Niech przekroczy wreszcie próg Konfederacja i razem z PSL-em i Kukizem równoważy Lewicę. Niech debata sejmowa nareszcie przebiega tak, by konfrontować różne nurty i wyciągać z nich wspólne elementy. Trzeba rozregulować maszynkę do głosowania, żeby uczynić z niej to, czym miała być w założeniach, czyli miejsce poważnej dyskusji nad Polską.

Sejm już nie tylko jako pole bitwy między dwiema armiami, lecz prawdziwe forum wymiany poglądów, na którym od lewa do prawa każdy z tych 460 ludzi miałby coś do powiedzenia. Trzeba bowiem wrzucić nowe składniki do kotła, pozmieniać proporcje, zamieszać i podłożyć więcej ognia, aby zawrzało w środku. A po jakimś czasie z tego chaosu powstanie wspólna konieczność. Po jakimś czasie nawet tak egzotyczne towarzystwo jak Kaczyński, Schetyna, Kukiz, Bosak, Zandberg i Jachira – postawieni w warunkach zależności jedni od drugich – uświadomiwszy sobie, że nic nie wynika z szopki, którą przedstawiają Polakom, wezmą się być może do pracy nad jakimś rodzajem kompromisu. Gdy każdy weźmie odpowiedzialność za skrawek władzy, nie próbując wyszarpać więcej dla siebie, to będzie moment, gdy ojczyzna uroni łzę radości...

A tak bym to mniej więcej widział w procentach:

PiS – 35
KO – 25
Lewica – 10
PSL z Kukizem – 5
Konfederacja - 5
(niezdecydowani - 20 :)

Wykop Skomentuj188
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka