10 obserwujących
207 notek
172k odsłony
273 odsłony

Między wschodem a zachodem światopoglądowym

Wykop Skomentuj9

W dyskusjach światopoglądowych często używa się argumentu, że świat idzie do przodu, więc i Polska nie może pozostać w tyle. Ten „świat” to kraje cywilizacji zachodniej, awangarda postępu, za którą wielu podąża bez zastanowienia. A przecież prawdziwy świat nie ogranicza się do Europy i Ameryki Północnej. Ba, sama Europa jest rozdarta między nowoczesnością a tradycją. Dlaczego pozwalamy się kierować tym, a nie innym podmiotom? Dlaczego właśnie ku stronie zachodniej zwraca się wzrok szukający tego, co lepsze? Cóż, można by powiedzieć, że to symboliczne podążanie za słońcem, które od zarania dziejów wschodzi i zachodzi nad ziemią. Można też wskazać na powody pragmatyczne: zachód jest dziś nie tylko bogaty, lecz wydaje się również być wolnym i bezpiecznym. Zachód dokonał tak wielu odkryć, że musi być mądry. Z polskiej perspektywy nie widać innej drogi, jeśli nie chcemy spoglądać w tył, ani przeprawiać się przez góry i morze. Nawet wśród konserwatystów nieliczne słychać głosy o powrocie do tego, co było. „Wschód” w naszym rozumieniu to nie tylko przestarzałe obyczaje, lecz przede wszystkim ubóstwo materialne oraz przewlekły stan zagrożenia. Nikt nie chce być biedakiem, na którego zewsząd czyha niebezpieczeństwo. Pamięć o przeszłości sprawia, że jako naród gotowi jesteśmy raczej zadowolić się tym, co mamy, albo ruszyć po więcej, niż cofnąć zbyt daleko. Także radykałowie mają na myśli ledwie kilka kroków w tył. Czym innym są bowiem skrajne postulaty ideologiczne rodzimej prawicy, skoro w Polsce dotychczas nikt się nie interesował gejami, czarownicami czy heretykami? Jak każdy inny naród przerabiamy od wieków bolesną lekcję antysemityzmu, natomiast tolerancja, szacunek, wolność – czyli najnowsze zdobycze cywilizacyjne zachodu – od samego początku były wartościami konstytuującymi polskość. W naszym przypadku powrót oznacza raczej próbę wyparcia się problemów, które „świat” odkrył u siebie i autorytatywnie stwierdził, że muszą one występować także u nas. A to trochę tak, jakby człowiek, który zabrnął w głębokie bagno, ciągnął za sobą tych, którzy wdepnęli ledwie po kostki. „Wynalazłem to bagno, wszedłem do środka i dlatego wiem, jak się z niego wydostać. Widzę już drugi brzeg!” - nawołuje ten człowiek pozostałych. Czy ma rację i należy go posłuchać, bo jest bogatszy, silniejszy i bardziej uczony od reszty, która zwleka niepewnie przy brzegu?

Ideologicznie podążając na zachód ujrzeliśmy oblicze dobrobytu. Mieszkańcy tej żyznej ziemi dali nam do zrozumienia, że musimy stać się jak oni, jeśli chcemy zaznać podobnego bogactwa. Część z nas przyjęła radę z ochotą, część odrzuciła wszystko to jako obce, ze wstrętem...

Zachód to schyłek dawnego świata. Nie w tym sensie, że wkrótce upadnie, choć jest to całkiem prawdopodobne. Można to zrozumieć przez metaforę. Dawny świat zaczął się o świcie, ze wschodem słońca, a powstał z wiary. Z tej wiary powstali również ludzie i żyli głównie nią, dopóki ich poznanie intelektualne wspinało się po nieboskłonie. W zenicie humanizmu, gdy opromienieni światłem wiedzy zaczęliśmy dostrzegać szkaradne strony religijnych obrzędów, świat stworzony przez Boga osiągnął swój punkt kulminacyjny. Odtąd to, co prawe, znalazło się po lewej stronie, słabnąc pod naporem faktów naukowych. Rozum przesłonił wiarę, aby w czasach współczesnych zupełnie pogubić się w rozróżnianiu pomiędzy dobrem i złem. To jest zachód, zachód człowieka, który zdobył ogromną wiedzę i przez to wbił się w pychę. A jego dzisiejszy, postępowy światopogląd, to daremna ucieczka do przodu, z dala od tej bezradności w obliczu własnej złej natury. Światły ten człowiek nie zdołał opanować pożądliwości, uznał więc, że musi ją w sobie zaakceptować. Uwolniwszy najpierw seksualność z więzów moralnych, otworzył jednak mityczną puszkę Pandory.  Raz powiedziane „tak” zamiast „nie” stało się zarzewiem nowej rzeczywistości, gdzie nie ma wynaturzeń, bo wszystko jest wynaturzeniem. Na przykładzie seksualności widzimy wyraźnie ten regres człowieka zachodniego. Z najintymniejszego misterium zjednoczenia uczynił on rozrywkę zwierzęcą. Tak jak w prehistorii zaczęło się od czysto instynktownej, bezrozumnej kopulacji, która jednakowoż rodziła owoce, tak seksualność współcześnie zmierza w stronę kopulacji zupełnie jałowej.

Nie ma sacrum tam, gdzie w systemie edukacji publicznej naucza się dzieci korzystania ze środków antykoncepcyjnych. To jest odzieranie ze świętości aktu zbliżenia, równie opłakane w skutkach jak pornografia. Nie ma też żadnego dobra tam, gdzie aborcja jest dopuszczalna jako zabieg na żądanie. Spustoszeni moralnie ludzie zachodu płaczą nad losem planety, która ma ponoć „umierać” od nadmiaru dwutlenku węgla, ale prawdziwe życie jest dla nich tylko zlepkiem komórek bez świadomości. Stare, chorujące drzewo, jest dziś cenniejsze od starego, chorego człowieka...

Na zachody słońca patrzy się z nostalgią, lecz w przeświadczeniu, że następnego dnia gwiazda wzejdzie znów na horyzoncie. Na zachód świata zachodniego spogląda się z przerażeniem i towarzyszącym mu uczuciem, że to już zbliża się ostateczny koniec. Obok siebie, w Polsce, widzę ludzi, którym tak spieszno do postępowej zagłady. Wykrzykują: szybciej, szybciej, precz z tym ciemnogrodem! Chcą być w awangardzie, która wabi ich jak żarówka owady sztucznym światłem. Oto wspięliśmy się niemal na szczyt cywilizacyjny, a do pełni szczęścia brakuje już tylko przekazać najmłodszemu pokoleniu umiejętność nakładania prezerwatywy. A wcześniej niech dziecko samo zdecyduje, czy chce być chłopcem, dziewczynką czy może czymś innym z całej palety tęczowych barw.

Za sobą widzę ludzi, którzy rozpaczliwie usiłują postawić granicę ideologii. Bronią starego świata, w którym nie ma edukacji seksualnej, ale istnieją wszystkie powody, dla których powstała. Słońce wschodzi nad pedofilami w sutannach, których Kościół ukrywa przed wymiarem sprawiedliwości. Słońce wschodzi nad ofiarami gwałtów, którym nikt nie pomógł, bo rzecz dotyczy tabu, o którym wstyd rozmawiać. Słońce wschodzi nad nieletnimi matkami, które zaszły w ciążę z ignorancji, a teraz w tej ignorancji krzywdzą swoje dzieci i same siebie. Słucham polityków, bredzących o kompromisie. Są tacy, co stoją na straży moralności w dzień, a w nocy uczęszczają do publicznych domów. Są nawet w Parlamencie kryptogeje, potępiający sodomię przed kamerami. Brodzimy wszyscy w obłudzie, a czas ucieka. Ciemność pochłonie tych wszystkich, którzy między wschodem a zachodem nie zdążyli uwierzyć w prawdziwe światło...

Wykop Skomentuj9
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo