10 obserwujących
207 notek
172k odsłony
126 odsłon

Jak wiedza bogom przeszkadza w człowieczeństwie

Wykop Skomentuj2

Niekiedy czytam ja sobie teksty mądrych ludzi, którzy wykładają w nich swoje przemyślenia na temat spraw spoza horyzontu ich życia, rzeczy transcendentalne. Jedni objaśniają wszechświat na podstawie wiedzy naukowej, inni samego Boga rozkładają na teologiczne czynniki pierwsze. Zdumiewa mnie bezustannie, że ten wykształcony człowiek współczesny rozumie tak dużo, sięga myślami tak daleko, a przepaść dzieli go od najprostszej prawdy. A to ledwie pierwszy z jego grzechów.

Nasze czasy są zdominowane przez potęgę umysłu ludzkiego. Ona kreuje zaawansowaną technologicznie rzeczywistość, ona także kieruje życiem niemal każdej pojedynczej istoty. Istniejemy w naszych głowach, w mózgu, świadomość nasza zamknięta jest w inteligencji. W niej spoglądam na świat, w niej słyszę i odczuwam, w niej buduję konceptualną strukturę świata. Wszystko, co poznaję, odnosi się do tej budowli intelektualnej w moim umyśle. Im więcej wiem, im więcej rozumiem, tym szersza i wyższa jest moja perspektywa. Poznając wciąż rosnę, a gdy osiągnę już wielkość krytyczną, łatwo popadam w pychę. Odtąd to nie ja jestem zjawiskiem we wszechświecie, lecz wszechświat jest zjawiskiem dla mnie. Bóg? Też zjawisko. Niezmiernie interesujące, wielopłaszczyznowe, a jednak gdzieś poniżej mnie, który myślę...

Czym jest Chrystus dla kogoś, kto poznał – dajmy na to – Teorię strun? Zbawicielem? Bądźmy poważni... W zależności od tego, na jakim gruncie go rozpatrzę, może być postacią historyczną, bóstwem religijnym, doskonałością moralną, psychologiczną jaźnią itd. Mój umysł zaszufladkuje go, lepiąc ze wszystkich dostępnych danych jakieś pojmowalne, intelektualne wyobrażenie o nim. W takiego zbawiciela mogę śmiało uwierzyć, bo jest zdefiniowany, martwy i nie przeszkadza w życiu, nie zaprząta zbytnio uwagi. Ot, po prostu tak, jak czasem patrzę w gwiazdy na niebie, tak również „Syn Boży” jest dla mnie, wierzącego lub nie, fragmentem rzeczywistości – ważnym czy mniej ważnym, ale tylko fragmentem. Jeżeli jestem ateistą, to paradoksalnie Chrystus zajmuje mnie w większym stopniu niż wierzącego, bo negacja to uczucie głębsze od płytkiej obojętności. Tak czy inaczej – odnoszę się do zjawiska, niejako wyabstrahowanego z tego, czym jest moje życie; na które to zjawisko ja spoglądam, które ja oceniam i przetwarzam w swej głowie.

Jak trudno jest uwierzyć w Boga. Prawie tak trudno, jak łatwo przychodzi nam uznać, że jest tym lub czymś innym. Bóg to energia. Ok. Wierzę zatem w energię, ale przecież nie myślę o tej energii na co dzień, nie odczuwam jej obecności w każdej chwili. Ona jest czymś intelektualnym, jak pojęcia atomów, elektronów i kolejnych, coraz bardziej elementarnych, cząstek elementarnych. Łatwo żyć z tą energią, łatwo jej "patrzeć w oczy", a jeszcze łatwiej ignorować. Osobiście skłaniałem się do niedawna ku Bogu psychologicznemu. Bardzo przypadł mi do gustu objaśniony przez doktora Junga jako doskonała pełnia, najwyższy stopień rozwoju człowieka. Bardzo zacna teoria, która Boga traktuje z ogromnym szacunkiem, przyznając mu należne miejsce... w psychice ludzkiej. W takiego naprawdę chciało się uwierzyć. Tylko jeden był z nim problem – odkryłem po niedługim czasie, że jest równie martwy niczym kipiące erudycją jungowskie „Dzieła zebrane”. To tylko słowa, dziesiątki i setki tysięcy martwych słów określających coś żywego z natury...

Znany ateista, profesor Hitchens, podczas jednej z konferencji antychrześcijańskich, zakpił z sytuacji, w jakiej Bóg miał rzekomo objawić się narodowi wybranemu. Dlaczego wybrał sobie jakiś prymitywny lud szwendający się po pustyni, gdy w tym czasie w innym miejscu kwitły już bardzo rozwinięte cywilizacje? Dlaczego przyszedł do głupich, a nie do mądrych? Cóż, Jezus Chrystus, w odróżnieniu od profesora, nie zastanawiał się nad tym. On tylko dziękował Bogu Ojcu [Ewangelia Łukasza 10, 21]. Może było dlań absolutną oczywistością, że mądrzy, rozumni i uczeni nigdy nie będą potrafili ze szczytu swej intelektualnej struktury zadowolić się odpowiedzią: Jestem, Który Jestem [Księga Wyjścia 3, 14].

To nie jest tak, że człowiek musi wyjść poza usystematyzowaną wiedzę, aby dostrzec Bożą obecność. Sami z siebie, my, ludzie, nie możemy osiągnąć nic. Tylko i wyłącznie z Bożej łaski człowiek, który pozjadał wszystkie rozumy, sięga po Pismo Święte i w trakcie lektury doznaje olśnienia. Bo choćbym nawet chciał odrzucić wszystko, czego dowiedziałem się w życiu, to nie dam rady. Jestem za mądry, wiem zbyt dużo, grzech poznania oddziela mnie od Prawdy, jak oddzielił pierwszych ludzi u zarania dziejów. Niebotyczna jest różnica między wiarą w Logos, a pragnieniem, żeby samemu stać się Logosem. My, wszyscy niewierzący lub wierzący pozornie, bogami jesteśmy, dlatego tak trudno być człowiekiem na tym świecie...

Wykop Skomentuj2
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo