5 obserwujących
126 notek
88k odsłon
  746   0

Interwencja w Syrii, czyli.... czy USA są demokracją?

W republice „na sztandarach” jest „wolność”. „Równość”, jeśli się pojawia, to ewentualnie jako „równość szans” (deklaratywnie), ale nie jako „faktyczna równość w decydowaniu o tym, co w państwie wspólne dla wszystkich ludzi tworzących to państwo”. To powoduje, że podejmowane w „ramach i w imieniu” państwa decyzje oraz działania, tylko niejako przypadkiem są takie, jakie byłyby one wtedy, gdyby ta „równość w możliwości współdecydowania” faktycznie istniała.

Tutaj” mamy odpowiedź dlaczego „amerykańskie” zaangażowanie poza granicami kraju jest prawie zawsze w interesie amerykańskich firm. To „zaangażowanie” wcale nierzadko jest podejmowane nawet wtedy, kiedy amerykańskie społeczeństwo w swej większości go nie popiera. I – tak na marginesie – można dodatkowo zauważyć, że koszty tego zaangażowania ponosi zawsze to społeczeństwo, czyli „ogół” ludzi (nie tylko obywateli) mieszkających w USA, chociaż zyski czerpie tylko jakaś „część”. I „tutaj” mamy też jedną z odpowiedzi na pytanie, dlaczego USA najprawdopodobniej będą w jakiejś formie interweniować w Syrii, mimo że większość Amerykanów jest (ponoć) przeciw jej podejmowaniu.

Jednak druga odpowiedź wypływa z „amerykańskiego” wyobrażenia „demokracji”. A że - według ich mniemania – to oni jako pierwsi w czasach nowożytnych „zaprowadzili” „demokrację”, to przez to czują się „lepsi” wobec reszty świata. Buduje to w nich niezachwiane poczucie „prawdziwości” ich wyobrażenia „demokracji”, które wspierane jest dodatkowo awansem ich gospodarki na pierwsze miejsce w świecie, umożliwiającym stworzenie najsilniejszej armii na świecie. Z tego poczucia siły i przekonania o „wyższości” swych rozwiązań ustrojowych narodziło się poczucie misji. A że według ich mniemania „demokracja” to „wolność”, to starają się taką „demokrację”, utożsamianą z „wolnością”, szerzyć na całym świecie.

Pamiętając o wkładzie USA w I i II Wojnie Światowej, trzeba jednak zauważyć, że to poczucie misji miało i ma charakter falujący: od 0 do 1 (lub od 0% do 100%). To poczucie misji nie przeszkadzało USA wspierać wielu reżimów, jak np. reżim Pahlaviego w Iranie czy reżim Mubaraka w Egipcie, tak samo jak nie przeszkadza im ono obecnie we wspieraniu w Egipcie dyktatury wojskowej.

Syria nie była sojusznikiem USA. Wprost przeciwnie, była przez władze USA postrzegana jako kraj wrogi. Teraz, kiedy został użyty gaz(tylko pytanie, przez kogo – przecież Asad nie jest chyba typem samobójcy?) poczucie misji w „amerykańskich” politykach najwyższego szczebla zbliża się do 1 (100%). Załóżmy, że USA podejmie interwencję i „reżim” Asada zostanie odsunięty od władzy. Oczywiście, wkrótce potem odbędą się „wolne” i „demokratyczne” wybory, a więc – zgodnie z rozpowszechnionymi i nadal utrwalanymi wyobrażeniami – zapanuje „demokracja”. Tę „demokrację” widzimy obecnie w Iraku i w Libii. Taką „demokrację” chciało także zaprowadzić „bractwo muzułmańskie” w Egipcie, po obaleniu sojusznika USA.

Chyba najwyższy czas, aby nie tylko USA zrewidowały swoje wyobrażenie demokracji. Chyba najwyższa pora, aby uznać, że demokracja to faktycznie istnienie praw człowieka. Każdej osoby mieszkającej w danym kraju. W tym faktyczne istnienie praw politycznych, choćby tylko w ich „minimalnym katalogu”, opisanym w art. 21 „Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka” ONZ i w art. 25 „Międzynarodowego Paktu Praw Politycznych i Obywatelskich”. Te „prawa polityczne” to właśnie „równa możliwość faktycznego współdecydowania, przez każdego człowieka, wraz z innymi ludźmi tworzącymi dane państwo, o wszystkich „sprawach wspólnych” w tym państwie. Bez tej równości nie ma demokracji. Wolność to za mało.

.......................

 

Inne teksty na: http://grudziecki.blog.pl/

 

https://www.facebook.com/pages/Sympatycy-Ruchu-Polska-Obywateli/507409892671624

 

 

Lubię to! Skomentuj5 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale