521 obserwujących
825 notek
2884k odsłony
4508 odsłon

ZAWÓD: DZIENNIKARZ, A WIEC ŻYCIE TO NIE TEATR

Wykop Skomentuj68

A redaktor Gmyz zrobił to, co ma w ‘job description’ i ujawnił na jej łamach, co przypłacił posadą rozstając się z Rzeczpospolitą po – jeśli dobrze pamiętam – kilkunastu latach pracy. Jestem twardym zwolennikiem trzymania się kompetencji, co więcej uważam, że wykraczanie poza nie jest wadą polskiego ‘życia profesjonalnego’, dlatego ma redaktor Gmyz w tej sprawie moje pełne wsparcie: tak należało zrobić i to niezależnie od tego, czy się wierzy w wypadki, wybuchy, czy uznaje jedno i drugie za bujdę na resorach. Tym bardziej, że taką decyzję podjął również redaktor naczelny, właściciel pisma, i... rząd Rzeczpospolitej Polskiej konsultowany nocnie (sic!) właśnie w tej sprawie.

Już tak na marginesie nie mogę się powstrzymać przed uszczypliwą uwagą, że wielu z tych, którzy dziś wychwalają zachowanie redaktora Gmyza, niejednokrotnie postulowało noszenie dużych żółtych łat na ubraniach przez tych, którzy ośmielili się, realizując powołanie publicysty, na przedstawienie jakiejś wersji odmiennej od przyjętego kanonu (takiego lub siakiego), co świadczy jedynie o tym, że dyskurs polityczny w znacznym zakresie nosi charakter wojny religijnej, do której od czasu do czasu dołączają małymi grupami najemnicy, religijny zapał podsycają cynicy, a wszystko po to, żebyśmy nie zaczęli broń Boże rozmawiać racjonalnie i pragmatycznie, bo to byłby koniec całego systemu. Szczęśliwie w Polsce obradza ‘świętymi szaleńcami’ i zastępy ‘jurodiwych’ obśliniają się wzajemnie nie czyniąc sobie – to już tak na marginesie – zbyt wielkiej szkody.

Z przebiegu zdarzeń ‘okołotrotylowych’ widać, że zaskoczenie było pełne i dotyczyło wszystkich, co nie dziwi. Mamy rosyjskie oświadczenie, że trotylu ‘niet’, wrak wypucowany jak złoto, a tu masz!

Nagłośnienie sprawy trotylu i natychmiastowe zaprzeczenie rewelacjom (a potem kolejne przyznanie już w węższym gronie parlamentarnym) było jedynym dostępnym łamańco-piruetem podjętym w desperackim akcie neutralizacji efektów rosyjskiego planu szantażu. ‘Trotyl’ miał zapewne, według oryginalnego pomysłu, ‘krążyć’ po gabinetach w formie szeptanej i budzącej trwogę wiadomości, podkopując zaufanie do władzy i tworząc podziały potrzebne w przyszłości do zrealizowania jakiegoś kolejnego rozdania w polskiej polityce na korzyść ‘opcji czysto moskiewskiej’ w miejsce ‘berlińsko-moskiewskiej’, bo Pan Bóg co prawda kazał się dzielić, a ale nie kazał równo.

Upublicznienie ‘trotylu’ trochę ukręciło sprawie łeb, w takim samym sensie, jak onegdaj rozpowiadanie o spotkaniu z esbekami krzyżowało im plany, chociaż nie aż tak by zrezygnowali z parszywej działalności, ale na tyle, by musieli te plany modyfikować.

Podobnie rzecz się mam z pracą redaktor Anity Gargas. Jeśli tylko można, trzeba jeździć i dokumentować – zawód dokumentalisty właśnie na tym polega. I tu sprawdzić się może uwaga redaktora Gmyza o ‘bardaku’. Plan jest zawsze wymyślony z najdrobniejszymi detalami, ale już jego wykonawcy zawsze mogą się gdzieś ‘detalicznie’ ‘posypać’. Im więcej materiału dokumentującego zeznania świadków, a do tego zabezpieczonego na dziesiątkach tysięcy kopii, tym lepiej. Dla kogo lub czego? Dla przyszłego śledztwa, które kiedyś właśnie w Polsce będzie miało miejsce, a nie w Guadelupie czy Timbuktu pod międzynarodowymi auspicjami z przewodniczącym Trybunału Ignatienką z Kanady, w co wierzyłem od zawsze, a dowiaduję się z wywiadu, że i Jarosław Kaczyński w to właśnie wierzy, co cieszy.

Wykop Skomentuj68
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale