521 obserwujących
825 notek
2900k odsłon
  8437   0

Чёрные вороны. Reloaded

Chrześcijaństwo do czasów wszesnośredniowiecznych również skłaniało się do obskuranckiego rozwiązania kwestii sięgając do Arystotelesa (sic!), który arbitralnie przyjął „początek człowieka” czterdziestego dnia dla chłopców i dziewięćdziesiątego dla dziewcząt, za co baby powinny go nienawidzić. Arystoteles najprawdopodobniej odwoływał się do obserwacji martwych płodów wyróżniając w ich rozwoju stadia „wegetatywne”, „zwierzęce”, „rozumowe”. To ten jedyny w historii przykład, kiedy to twórca nauki znał już metodę, ale nie umiał się nią jeszcze w pełni posłużyć.

Mniej więcej na przełomie milleniów dokonuje się w świecie chrześcijańskim szeroka recepcja nauki, a w ślad za tą recepcją również i jej rozwój.

W ramach tego rozwoju ludzkość dorobiła się zrozumienia praw rządzących życiem i jego rozwojem; dowiedziała się ze zdumieniem, że larwa, poczwarka i motyl to ten sam byt i o ile można określić stan osiągnięcia pełni pewnego stadium w życiu, to nie sposób jest uchwycić tego jednego momentu przemiany; jest proces a – co dalej idzie – coś jest tym, czym zgodnie z naturą ma być; larwa może obumrzeć i będzie osobnikiem gatunku, który nigdy nie osiągnął przypisanego mu mocą natury kolejnego stadium życia, ale nigdy nie zostanie dębem ani wielbłądem. Na wieku przed odkryciami genetyki, rozum ludzki poradził sobie z problemem chwili powstania życia. To prawda, że rozumowanie naukowe nie jest wszystkim dane, więc czasami trzeba się po prostu pogodzić z autorytetem epistemicznym.

Tak czy siak nauka uznała, że początkiem życia człowieka jest chwila poczęcia, a końcem moment śmierci.

W sporze pomiędzy poglądem obskuranckim a naukowym każdy cywilizowany człowiek staje po stronie nauki. Oś sporu jest fałszywa, chyba, że ktoś chce wdawać się w dyskusje, że płód ludzki jest na jakimś etapie podobny do kijanki (więc pewnie nią jest), potem do ryby (pewnie nią jest), a potem do małpki (pewnie nią jest), a odkąd się urodzi jest już takim samym Stefanem czy Stefanią, jak czterdzieści i siedemdziesiąt lat później. Przeskoki z bytu w byt są nagłe i dokonują się dzięki ingerencji siły wyższej.

3. Prawdziwa oś sporu

Prawdziwa oś sporu osnuta jest wokół pytania: czy życie ludzkie jest wartością, jak wysoko w hierarchi wartości ta wartość stoi, czy należy je chronić zawsze i czy istnieją tutaj wyjątki od raz ustalonej zasady.

Chrześcijanie będą stali na stanowisku, że życie człowieka to wartość najwyższa, a jedynym wyjątkiem może (choć nie musi, nie ma nakazu) być wartość życia człowieka, który rozmyślnie naruszył tę zasadę, a tym samym również ją w stosunku do siebie „zniósł”. Jedynym dopuszczalnym kryterium oceny jest więc tutaj stopnień winy w przypadku zabójstwa; z powodów oczywistych nie może więc dotyczyć człowieka nienarodzonego.

Inaczej utylitaryści (w tym rasiści, eugenicy, hedoniści).

Utylitaryści będą stali na stanowisku, że ważniejsze od życia człowieka jest przetrwanie i szczęście gatunku (rodzaju ludzkiego). Spodziewający się krachu z powodu przeludnienia będą zalecali z tego właśnie powodu aborcję, przymusową sterylizację (Niemcy, Szwecja); biologiczni udoskonalacze dokonają bardziej lub mniej zakamuflowanej eksterminacji ras lub klas słabszych i mniej przydatnych (sztuczny głód, przesiedlanie, celowe zarażanie chorobami, uzależnianie od używek, obozy śmierci).

Hedoniści (skrajna sekta w ramach utylitaryzmu) sprowadzą idealistycznie pojmowane szczęście rodzaju ludzkiego do zaspokajania zachcianek fizycznych i niezakłócanej konsumpcji, a wszystko, co temu może zagrażać, a nie jest (jeszcze) przydatne i jest (jeszcze) słabe może zostać unicestwione. Decyduje subiektywne rozumienie „dobra” i możliwość dokonania unicestwienia „przeszkody” bez negatywnych konsekwencji. Kluczem do zrozumienia hedonizmu jest egoizm.

4. Emocjonalny szantaż hipotetycznymi łzami, czy otwarte kłamstwo?

Utylitaryści niechętnie podejmują otwartą dyskusję w obronie swoich poglądów bojąc się zarzutu ideologicznego pokrewieństwa z komunizmem i narodowym socjalizmem. Tego tchórzostwa, filisterstwa i hipokryzji w nich najbardziej nie lubię, dlatego odnoszę się z szacunkiem do odwagi Ezry Pounda. Tchórzostwo, filisterstwo i hipokryzja uniemożliwiają dyskusję i jakikolwiek kompromis, na którymkolwiek z pól sporu (o tym przy końcu).

Współcześni utylitaryści (nie zaliczam do nich lobby biznesu aborcyjnego, sutenerów dla których ciąża to kilkumiesięczna strata zysków, „babek” i trucicielek z tytułami lekarskimi), ukrywając swoje opinie, odwołują się do najprostszych ludzkich emocji w sposób znany nam z propagandy wojennej oraz z wojny propagandowej. Każda kolejna wojna totalna w Europie zaczynała się od „dziewczynki, którą wróg zgwałcił, obciął głowę, a głową grał w futbol”. Każda kolejna akcja propagandowa utylitarystów zaczyna się natomiast od łez zgwałconych albo od łez matek dzieci niepełnosprawnych.

Lubię to! Skomentuj201 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale