9 obserwujących
206 notek
108k odsłon
209 odsłon

Nadzieja nie jest matką głupich!

Wykop Skomentuj8

Nie ma co owijać w bawełnę! Rządy „dobrej zmiany”, będąc wyraźnie nie w smak naszym „przyjaciołom” z domu i spoza niego, ściągają na nasz kraj kataklizm za kataklizmem. Zdrada: „- Pomóżcie, bo odebrali nam władzę, a bez niej, my wam nie zapewnimy fruktów!” Szantaż z zewnątrz: „- Jak nie będziecie się słuchać, nie będzie kasy!” Bluźnierstwo: „- Tylko człowiek, który widzi dalej, potrafi ocenić to, co się dokonuje czasem dzięki życiu i pracy jednego człowieka, który potrafi już tu na ziemi budować Królestwo Boże, do czego zostaje powołany. Dziękujemy Panu Bogu za lata prezydentury Hanny Gronkiewicz Waltz”.


Złość, bezradność i przygnębienie, nękają nas na przemian. Co z nami będzie? Co będzie z Polską? Czy jest ratunek?
                   

                                                                                                                ***


Żyli we dwóch. Ojciec z synem. Ona odeszła przy porodzie. Mieszkali w chacie za wsią. Pod lasem. Życie prowadzili skromne, choć ciężko pracowali. Często się tak zdarza.  Raptem, kila kur i kaczek. I Koń. Dzięki niemu mogli orać, a potem siać i zbierać. Ostatnio było bardzo ciężko. Słaba pogoda i nieurodzaj.


Któregoś dnia, zdarzyło się. Zaginął koń. Uciekł! Dlaczego? Może wilki go wypłoszyły? Nie wiadomo!


- Ojcze! To katastrofa! – Biadolił syn. – Przecież teraz nie damy rady!


- Spokojnie synu! Poczekamy, zobaczymy! – Uspokajał ojciec, pełen nadziei.


I rzeczywiście. Po dwóch tygodniach, koń powrócił. Cały i zdrowy. Co więcej, nie sam. Przyprowadził ze sobą klacz. Zdziczałą, ale zawsze. Jakaż była radość syna.


- Teraz zaczniemy nowe życie! – Powtarzał.


Postawił sobie za punkt honoru ujarzmić dzikie zwierzę. Szło mu nieźle. Ale pewnego dnia, klacz wyrzuciła go z siodła. Przy upadku złamał nogę.


- To tragedia, ojcze! – rozpaczał. – Przecież sam, nie dasz rady! Musimy zacząć się wyprzedawać!


- Spokojnie synu! Poczekamy, zobaczymy! – Odpowiadał ojciec.


Do wsi przyjechali wysłannicy króla. Wojna! Pobór do wojska! Wszyscy mężczyźni zdolni do służby, w wieku, od lat szesnastu do pięćdziesięciu, zostali zabrani. Syn, ze złamaną nogą pozostał w domu.


Potem, wybuchła wieść, że pułk, do którego wcielono mężczyzn z tej wsi, został na froncie zmasakrowany. Atak na bagnety! Wszyscy zginęli.


Tego roku przyszedł wielki urodzaj. Noga wydobrzała przed samymi żniwami…
                                   

                                                                                                                                                                                         hilary2

Wykop Skomentuj8
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka