9 obserwujących
214 notek
114k odsłon
248 odsłon

Koronawirus - Ku pokrzepieniu serc

Wykop Skomentuj11

"Nie ma więc powodu do jakiejkolwiek rywalizacji między rozumem a wiarą: rzeczywistości te wzajemnie się przenikają, każda zaś ma własną przestrzeń, w której się realizuje." - Zacytowała blogerka Wiesława fragment encykliki św. Jana Pawła II "Fides et ratio"


12 października 2008 r., podczas porannej Mszy Świętej w parafii św. Antoniego Padewskiego w Sokółce, kapłanowi upada komunia na posadzkę. Kapłan - zgodnie z zaleceniami w takich przypadkach - odkłada hostię do naczynia zwanego vasculum, by ta się rozpuściła w wodzie. Po tygodniu jedna z sióstr zakrystianek otwiera sejf i stwierdza, że na hostii pojawiły się czerwone, krwawe plamy. Lokalny ordynariusz, bp Edward Ozorowski zaleca, aby czekać dalej. 29 października stwierdzono ze zdumieniem, że hostia nadal nie uległa rozkładowi, a ślady są jeszcze bardziej widoczne.

W tym momencie biskup postanawia zlecić badania. Wykonuje je, niezależnie od siebie, dwoje lekarzy: prof. Maria Sobaniec-Łotowska z Zakładu Patomorfologii Lekarskiej UM w Białymstoku oraz prof. Stanisław Sulkowski. Oboje doszli do jednakowych wniosków. Fragmenty hostii (pobrali próbki) są bezsprzecznie pochodzenia ludzkiego, ich cechy morfologiczne najbardziej wskazują na podobieństwo do komórek mięśnia sercowego, z centralnie ułożonymi jądrami komórkowymi. Próby zostały przeprowadzone z użyciem mikroskopii elektronowej i barwienia tkanek różnymi metodami.

Zmiany, jakie zaszły w tej tkance mówią o tym, że jest to mięsień w stanie agonalnym. Naukowcy nie potrafią wyjaśnić, jak to mozliwe, że czas nie ma wpływu na rozkład tkanki i jest ona cały czas w procesie przedśmiertnym - jest żywa. Również stopień zespojenia tkanki z materiałem hostii jest niewytłumaczalny. Wygląda na to, że są one połączone w sposób fizjologiczny - tkanka wyrasta bezpośrednio z hostii. Zaprzeczyli, by mogło dojść do ludzkiej ingerencji.

Ekspertyza patomorfologiczna przyczyniła się do uznania przez Kościół nadprzyrodzoności wydarzenia z Sokółki. Dnia 2 października 2011 r. wystawiono hostię na widok publiczny. Przeniesiono ja w relikwiarzu podczas uroczystej procesji. Decyzją bpa Ozorowskiego zezwolono na kult i oddawanie czci.

To nie jedyny przypadek cudu eucharystycznego. Kolejny (a były i wcześniejsze), miał miejsce  w Legnicy, dnia 25 grudnia 2013r.

Oba te przypadki (a i wcześniejsze), spotkały się w przestrzeni publicznej z kpiną środowisk lewicowych. To normalne. Bardziej bolesne jest, iż podobny stosunek do tych wydarzeń, demonstrują ludzie, afiszujący się jako wierzący lub istnienie Boga dopuszczający. Na Salonie24 jest to choćby bloger "Alpejski"(naukowiec - jak o sobie pisze. I to taki "pełną gębą". Nie ma w tym nic ze złośliwości z mojej strony). Pisał on kilka dni temu w swoim felietonie na Salonie:

"No, wiadomo, że niedawno zasypywano wiernych bzdurami o wielu rzekomych cudach eucharystycznych, w których hostia wrzucona do wody zamienić się miała w tkankę mięśniową".

W tym kurzu wzniecanym przez ignorantów i ludzi złej woli, KK, miast bić blaskiem, zdaje się znikać za horyzontem. A przecież, jeśli ma odwagę ogłaszać publicznie kult, to konsekwentnie, w następnym kroku powinien pozwać do sądu te wszystkie krzykliwe "autorytety naukowe". A wyrok jest oczywisty! Tylko wtedy, tak naprawdę, ludzie uwierzą, a i nauka będzie musiała uznać, że Jan Paweł II miał rację mówiąc, iż rzeczywistość rozumu i wiary wzajemnie się przenikają.

A wtedy łatwiej będzie nam-ludziom, przyjąć ze spokojem i nadzieją wydarzenia dnia dzisiejszego.

                                                                                                                                                                            hilary2

Wykop Skomentuj11
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo