8 obserwujących
191 notek
101k odsłon
225 odsłon

Cenzura obyczajowa gorsza od deprawacji dzieci

Wykop Skomentuj24

Artysta! Ulubieniec bogów! Obdarowany bez zasług, niezwykłymi talentami. Iluż z nich pamięta, iż komu więcej dano, od tego więcej będzie wymagane? To jest, jak słusznie  zauważyła swego czasu Krystyna Janda, awangarda.
   

„Wiek XX całkowicie zwolnił artystę z jakichkolwiek obowiązków. Od tego momentu, jego rola polega na manifestowaniu niezadowolenia z norm społecznych, na podważaniu hierarchii, ośmieszaniu przesądów, potrząsaniu zadufaniem religijnym oraz grzebaniu w lękach i przemilczeniach.” I dalej: „Artysta przeistacza swoje rozdrażnienie egzystencjalne i bezkompromisowość społeczną w dzieło sztuki.” (za; Anna Maria Potocka: „Wolność w sztuce).
   

Tak się stało! Ale, czy tak być powinno? Do czego bowiem prowadzi, tak pojmowana wolność w sztuce, będąca w świadomości wielu, ową zagrożoną –  ich zdaniem – przez  rządy PiS, „dzikością i wolnością serca i umysłu” – jak to określa przywołana wyżej pani Krystyna?


Logika nakazuje odpowiedzieć na to pytanie, w prosty sposób. Tak pojmowana wolność w sztuce, prowadzi do destrukcji człowieka, jako jednostki społecznej.


Może więc lepiej zadumać się głęboko nad sensem słów Johna Ruskina, którego zdaniem „Sztuka świadczy o czystości moralnej i wzniosłości uczuć, które wyraża”.


Jak w świetle powyższych słów należy postrzegać głośną już dzisiaj wystawę Natalii LL pn. „Sztuka konsumpcyjna”? Czy to dzieło nie jest, przypadkiem, efektem patologicznego strachu przed poczuciem pospolitości jako artysta?


I właśnie ów strach powinien być postrzegany przez ludzi odpowiedzialnych za sztukę jako soczewka, przez którą obserwuje się i ocenia dokonania współczesnych „artystów”. Dyrektor Muzeum Narodowego wydając decyzję o usunięciu rzeczonej wystawy Natalii LL, winien uzasadnić ją wypowiedzią w rodzaju: - „W Muzeum Narodowym nie ma miejsca na takie popisy! To nie jest sztuka! Nawet przez małe "s"! Won z muzeum!".


Wobec takiego dictum, dzisiaj jazgocący, nawet by ryja nie otworzyli. Bo to groziłoby kompromitacją na salonach. Ale pan dyrektor wyjechał z jakimiś słowami o gorszeniu maluczkich. No i zaczęło się! Że cenzura, że ciemnogród itd. Oburzone tłumy światłych odbiorców sztuki, mają teraz w proteście publicznie żreć banana pod śmietnikiem osiedlowym, czy gdzieś tam… (z playboy’em Bonim na czele). 

Więc pan dyrektor przestraszył się i zmienił swą decyzję. Na co więc w efekcie wyszło? Że cenzura obyczajowa gorsza od deprawacji dzieci. No i masz babo placek!
                                                                                                                                                                                    hilary2


Wykop Skomentuj24
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura