17 obserwujących
19 notek
167k odsłon
  15804   0

Świetlisty Szlak - mroczny szlak terroru

W miastach terroryści tworzyli niewielkie „komórki” (tzw. grupy niszczenia). Każda posiadała eksperta od materiałów wybuchowych, łączności i pomocy medycznej. Jedyną osobą mającą kontakt „z górą” był dowódca jednostki. Nad nim znajdował się komendant danej strefy.

Kandydatów na bojowników poddawano intensywnemu szkoleniu ideologicznemu i wojskowemu. Wymagano od nich złożenia uroczystej, pisemnej przysięgi wierności partii oraz pełnego poświęcenia na rzecz rewolucji. Aby udowodnić gotowość do ofiary, świeżo upieczeni adepci pierwszą akcję musieli wykonać samodzielnie, pod okiem doświadczonego członka organizacji. Fanatyzm senderystów – rezultat skrajności ich własnych poglądów oraz uporczywej indoktrynacji partyjnej – odgrywał szczególną rolę. Byli to prawdziwi opętańcy, gotowi w każdej chwili „oddać życie dla rewolucji”. Każdy z nich wierzył, iż jego śmierć nie pójdzie na marne, że ginąc „przybliża koniec reakcji”. Panowało ogólne przekonanie o swoistym obowiązku rewolucjonisty – daninie krwi na rzecz „lepszej przyszłości”. Maoiści wiedzieli, że kiedy zginą w walce, zostaną uznani za bohaterów, a organizacja urządzi im uroczysty pogrzeb z należnymi honorami. Według różnych źródeł, w szczytowym okresie aktywności organizacja liczyła 15 – 25 tys. uzbrojonych członków.

Plakat 1-Majowy senderystów (1985 r.)

 

Poza osobami zaangażowanymi bezpośrednio w walkę, w ugrupowaniu działali aktywiści odpowiadający za propagandę (druk i rozprowadzanie ulotek, malowanie haseł etc.). Pozostali senderyści przenikali do różnego rodzaju legalnych organizacji, starając się przejąć nad nimi kontrolę lub powołując wewnątrz nich własne „pół legalne” struktury. Infiltrowali w tym celu związki zawodowe, organizacje samorządowe, instytucje kulturalne, przeróżne komitety społeczne.

Istnieli też sympatycy. Ci ostatni zbierali fundusze, zapasy, służyli jako kurierzy i szpiedzy. Świetlisty Szlak posiadał swych adwokatów, którzy bronili terrorystów w procesach sądowych oraz lekarzy będących w stanie przeprowadzić operacje na rannych bojownikach. Liczba osób wspierających organizację oraz tych funkcjonujących pod przykrywką przybudówek partyjnych wynosiła ok. 50 tys.

Na uwagę zasługuje duży udział kobiet w organizacji. Ocenia się, że stanowiły one 30 – 40% senderystów. Wiele z nich pełniło ważne funkcje partyjne. Niektóre zasiadały w najwyższych władzach SL „Numerem dwa” w Świetlistym Szlaku była żona Guzmana – Augusta la Torre. Kiedy zmarła, jej następczynią została jego kochanka – Elena Iparraguirre. Po schwytaniu obojga w 1992 r., głównym ideologiem ugrupowania była Margie Clavo Peralta.

Przedstawicielki „słabej płci” nie stroniły od udziału w „akcjach bezpośrednich”. Miały na sumieniu 1/3 wszystkich zamachów terrorystycznych. Wykazywały się brutalnością i okrucieństwem nie mniejszym od mężczyzn. Dowodziły oddziałami partyzanckimi i „komórkami miejskimi”.

Eskalacja konfliktu

Terroryści z miesiąca na miesiąc rośli w sile. Żaden z odizolowanych posterunków policyjnych i wojskowych nie mógł czuć się bezpieczny. Wielu policjantów padało ofiarą skrytobójczych mordów. Najczęściej zabijano ich „po służbie”. Wkrótce rząd wycofał urzędników i funkcjonariuszy sił bezpieczeństwa do większych miejscowości. W 1982 r. Świetlisty Szlak kontrolował znaczną część trzech południowych departamentów (Ayacucho, Apurímac, Huancavelica).

Przywrócony do władzy w maju 1980 r. prezydent Fernando Belaunde Terry zrazu nie zdawał sobie sprawy ze skali zagrożenia. Oficjalnie mówiono o terrorystach jedynie jako niegroźnych przestępcach, którzy niebawem zostaną zlikwidowani. Wciąż łudzono się, że upora się z nimi sama policja, bez konieczności angażowania armii. Jednak sytuacja miała się niebawem zmienić. 2 marca 1982 r. 300-osobowy oddział senderystów zdobył więzienie w mieście Ayacucho. Partyzanci uwolnili 247 więźniów (w tym ok. 100 terrorystów). Nieco później przeprowadzono atak na instalację elektryczną w pobliżu Limy. Stolica pozbawiona została prądu na kilka godzin. Władze uznały, że pora przedsięwziąć ostrzejsze środki zaradcze.

1982 r. Budynek administracji rządowej po ataku terrorystów. Osoba na zdjęciu zabezpiecza plakat ówczesnego prezydenta

 

Wprowadzono stan wyjątkowy w 16 prowincjach, zaś w grudniu 1982 r. – na całym obszarze trzech zagrożonych departamentów. Do akcji wkroczyło wojsko. Szybko jednak okazało się, że siły rządowe nie były odpowiednio przygotowane do pokonania terrorystów. Jak wiele państw tamtego okresu, którym niespodziewanie przyszło zmierzyć się ze zbrojną rebelią komunistyczną, tak i Peru stanęło w obliczu nieznanego dotąd niebezpieczeństwa. Choć armia peruwiańska uchodziła za jedną z najnowocześniejszych w Ameryce Łacińskiej, wojskowi nie byli przeszkoleni w dziedzinie zwalczania nowego typu przeciwnika, jakim była czerwona partyzantka. Słabo prezentowała się kondycja policji. Tworzyły ją 3 formacje – Gwardia Cywilna (Guardia Civil), Gwardia Republikańska (Guardia Republicana) oraz Peruwiańska Policja Śledcza (Policia de Investigación Peruana – PIP). Pomimo tego, że każda z formacji dysponowała świeżo utworzoną jednostką antyterrorystyczną, policjanci byli kiepsko wyposażeni i źle przysposobieni do przeciwdziałania tego rodzaju zagrożeniu. Brakowało należytego współdziałania pomiędzy terenowymi organami administracji a siłami bezpieczeństwa.

Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura