50 obserwujących
881 notek
448k odsłon
  881   0

III RP-oaza normalności

 

W radosnej atmosferze zakończyły się ostatnie wybory prezydenckie w „przodującej demokracji świata”- Stanach Zjednoczonych. Obywatelom dany był swobodny wybór pomiędzy dżumą a cholerą. Zresztą którąkolwiek zarazę by nie wybrali, następny krok był już z góry przesądzony. Jego angielska nazwa to fiscal cliff, o czym jak na komendę rozgadały się wszystkie światowe media. 
 
Według nich, amerykańska „przepaść fiskalna” stanowi dla światowego dobrobytu większe nawet zagrożenie, niż „państwa opiekuńcze” zachodniej Europy. Odpowiedź na to wyzwanie jest jedna-asceza w wydatkach publicznych. „Wybitni ekonomiści”, laureaci Nobla, profesorowie „renomowanych” zachodnich uczelni, rwą sobie włosy z głowy nad obecną rozrzutnością rządów Imperium Euroatlantyckiego (USA&UE). Zadziwia jedynie to, że o ile każdy miliard dolarów, czy euro wydanych na cele społeczne przyprawia tych „mędrców” o zawał, o tyle tysiące miliardów wydawane z tej samej kasy na prywatne banki, nie robi na nich żadnego wrażenia. No ale cóż, takie są pryncypia orwellowskiego ładu Imperium.
 
Nie ma wątpliwości, że USA (zwane już przez wielu[i] United States of Austerity), przewodzić będą całemu „cywilizowanemu” światu w programach zaciskania pasa. A już obecnie, USA przypominają bardziej ZSRR z 1991 roku, niż „przodujące państwo świata”. Świadomość o tym zaczyna nawet przenikać do korporacyjnych (kontrolowanych przez światową oligarchię) mediów.
Niedawno Der Spiegel opublikował na ten temat parę artykułów[ii] [iii]. Okazję do tego dały mu zbliżające się (wówczas) wybory prezydenckie i huragan Sandy   Zwrócono w nich uwagę na fakt, że Stany Zjednoczone to zlepek dwu całkowicie różnych światów-bogatych elit i reszty społeczeństwa. Der Spiegel   pisze:
 
W czasie, kiedy Ameryka opracowuje nową broń dającą możliwość zniszczenia w przeciągu pół godziny każdego celu na kuli ziemskiej, jej infrastruktura przypomina kraj trzeciego świata. 
 
Rezultaty tego dało się zaobserwować podczas wspomnianego huraganu, który poczynił na wschodnim wybrzeżu spustoszenia na skalę kraju rozwijającego się, a nie „przodującego państwa świata”.  Podczas gdy we wszystkich rozwiniętych krajach infrastruktura zlokalizowana jest w podziemnych kanałach, w USA ciągle królują sieci napowietrzne, umieszczone na dodatek na drewnianych słupach. W niedbale utrzymywanych szpitalach metropolii nowojorskiej, zawodzą niekonserwowane generatory, powodując potrzebę ewakuacji pacjentów w momencie utraty zasilania. Pomimo, ze trasa huraganu znana było na cztery dni naprzód, to nie zrobiono nic by zabezpieczyć ledwo wystającą z wody wyspę Manhattanu. Do rangi symbolu urasta fakt, że jedynym obiektem zabezpieczonym workami z piaskiem był wieżowiec Goldman Sachs.
 
Coraz bardziej opłakany stan tego państwa uwidacznia się nie tylko w przypadku infrastruktury, ale także w każdym innym, np. w transporcie. Słynny „szybki” pociąg Amtrak pomiędzy Waszyngtonem a Nowym Jorkiem porusza się z szybkością porównywalną do zwykłych pociągów pospiesznych w Chinach-pisze  Der Spiegel.
 
Podobne przykłady można by mnożyć. Lepiej jednak zwrócić uwagę na tych, którzy przyczyniają się do tego stanu rzeczy. Są nimi bez wątpienia światowe „elity”.   Nieżyjący już Samuel Hantington pisał kilka lat temu[iv]:
 
Globalne elity nie posiadają narodowych lojalności, granice traktują jako przeszkodę w swej działalności, a narodowe rządy są w ich oczach pozostałością historyczną, która używa się obecnie jako przenośnika globalnych działań.
 
Lansowane w USA trendy są oczywiście transmitowane za granicę. W Europie zachodniej sytuacja zaczyna wyglądać podobnie, co powoduje wzrost niepokojów społecznych [v] [vi] [vii]
 
Zgodnie z wielowiekową już tradycją obrony własnych interesów, sfrustrowani Amerykanie szykują się do walki o swe prawa, wygrzebując broń ze schowków. W Grecji, Hiszpanii, czy we Włoszech narasta również ruch oporu wymierzony w rządy będące spolegliwymi wykonawcami woli oligarchów finansowych. Na przysłowiowy włosku wisi rewolucja, która przyniesie szkodę wszystkim bez wyjątku.
 
Inaczej wygląda sytuacja w III RP, która od ponad dwudziestu lat jest obiektem bezlitosnej eksploatacji i wyniszczania przez to co cytowany już Der Spiegel, zwie „totalnym kapitalizmem”. 
 
Do chwili obecnej udało się „finansistom” skasować praktycznie cały sektor wytwórczy kraju. Znika nawet drobny przemysł przetwórczy. Znane niegdyś firmy takie jak np. „Winiary” są już tylko pustymi nazwami utrzymywanymi przez zagranicznych właścicieli w celach wyłącznie marketingowych. Produkcja odbywa się już za granicami. Można to łatwo zidentyfikować sprawdzając kod kreskowy (bar code) na wyrobach. 
 
Kraj, który ze względu na swe położenie, nadaje się idealnie do tranzytu towarów i ludzi, zamieniony został w pustynię komunikacyjną. Koleje mogą już tylko konkurować z indyjskimi. Jeszcze gorzej wygląda infrastruktura drogowa. Nędzne od czasu PRLu drogi, które od dwu dekad znoszą wielokrotnie zwiększone natężenie ruchu, praktycznie przestały istnieć. Można się o tym łatwo przekonać podróżując po prowincji. Ale nawet kilka dumnie wybudowanych odcinków autostrad, czy dróg szybkiego ruchu to zwykły szmelc. Na autostradzie A4 z Krakowa do Wrocławia, bez jednej przerwy odbywają się roboty naprawcze. Świeżo oddany do użytku odcinek autostrady Amber  z Gdańska do Torunia jest nie lepszy. Podczas gdy na jego końcu odbywały się jeszcze odbiory, na początku w ruchu były już młoty pneumatyczne. Reasumując, na rozsypująca się w proch infrastrukturę drogową nakłada się jeszcze niekończący się chaos placu budowy. Gdy gnuśni robotnicy skończą niechlujne łatanie dziur w jednym odcinku, natychmiast przenoszeni są na inny, który zdążył się już w międzyczasie „zdezelować” I tak trwa ten orwellowski syzyfowy obłęd na polskich „drogach”. Stopień ich degradacji jest tak wielki, że nasuwa on przypuszczenie celowego sabotażu wykonywanego przez te wszystkie lata rękami kolejnych „polskich” rządów. Sama ich nieudolność nie mogłaby doprowadzić bowiem do takiego stanu.
 
Również  w tym wypadku można by kontynuować wyliczankę, ale wystarczy zreasumować, że w III RP oprócz handlu, usług oraz gigantycznej pasożytniczej administracji najprzeróżniejszej proweniencji, nie pozostało właściwie nic.  
 
Zniszczenia materialnej substancji kraju są jednak niczym w porównaniu z wyniszczeniem społeczeństwa, zarówno fizycznym (biologicznym) jak i duchowym. 
 
Gigantyczna niekończąca się emigracja i ujemny przyrost naturalny dynamicznie zmniejszają  populację mieszkańców kraju, podczas gdy "wychowanie w nowej rzeczywistości” sprowadza ich mentalność do poziomu afrykańskich Buszmenów, którzy przyzwyczaili się do otaczającej rzeczywistości i nie widzą w niej nic nienormalnego. 
 

I zapewne dzięki temu III RP uniknie krwawej i wyniszczającej rewolucji, która zbliża się nieuchronnie do innych społeczności.

Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale