36 obserwujących
702 notki
352k odsłony
766 odsłon

II i III RP; Porównanie Dokonań

Wykop Skomentuj7
Od powstania tzw. III RP upłynęło już siedemnaście lat z okładem i zanosi się na to, że kończy już Ona swój niechlubny żywot pomimo głośnego zawodzenia jej „salonowych” beneficjentów.  Okres ten jest porównywalny z  „dwudziestoleciem miedzywojennym”, II RP, której rzeczywisty czas stablinej egzystencji niewiele przekraczał wspomniane siedemnaście lat.  Jest więc okazja do porównania dokonań tych dwu okresów. II Rzeczpospolita zaczynała swoją egzystencję w skrajnie niesprzyjających warunkach.  Właściwie jedyną przyczyną  jakiejkolwiek szansy na niepodległość była równoczesna klęska wszystkich trzech zaborców w I-szej Wojnie Światowej.  Była to jednak tylko szansa z umiarkowanym prawdopodobieństwem powodzenia.  Po formalnej deklaracji niepodległości w listopadzie 1918 roku, Państwo nie posiadało żadnych granic.  Ostateczna stabilizacja granic i ich międzynarodowa akceptacja nastąpiły dopiero w 1921. Wtedy to Francja straciwszy ostatecznie nadzieję na rychły upadek komunizmu w Rosji, przestała Ją traktować jak potencjalnego sojusznika i „przerzuciła” swoje „sympatie” na Polskę, uznając oficjalnie granicę polsko-bolszewicką. Większość wspomnianego okresu (1918-1921) to czas wojen, powstań i kontrpowstań na polskich rubieżach.  Zmagania te prowadzone były przez wojska będące zlepkiem „okruchów” z armii zaborców, wzmocnione (w Armii Hallera) polskimi emigrantami ze Stanów Zjednoczonych.  Z powodu wrogiej postawy wszystkich sąsiadów blokujących dostawy z zagranicy, Wojsko Polskie cierpiało na chroniczne braki w sprzęcie i zaopatrzeniu.  Pomimo to wyszło Ono zwycięzko z walk na wszystkich frontach, za wyjątkiem rubieży południowej (Zaolzia) okupowanej przez Czechów w krytycznym dla Polski momencie zmagań z Bolszewikami. Scalenie ukształtowanego już terytorium również nie było łatwe.  Administracyjne połączenie trzech zupełnie różnych (od 200 lat) systemów zarządzania, przezwyciężenie niekompatabilnych mentalności populacji trzech byłych zaborów oraz wrogości znacznej części licznych mniejszości narodowych, były monumentalnymi zadaniami.  Pomimo to udało się w miarę szybko stworzyć efektywny aparat administracji centralnej i lokalnej.   Życie polityczne też nastręczało przeróżnych trudności i nie było wolne od egoizmu i sobiepaństa.  Pomimo to w momentach krytycznych, wszystkie siły ( za wyjątkiem komunistów-ideowych ojców obecnej „lewicy”) potrafiły skupiać się wokół  spraw najistotniejszych dla Państwa Polskiego (e.g. Cud nad Wisłą, Przewrót Majowy, Wojna Obronna 39 Roku). Podobnie sytuacja demograficzna kraju nie była najlepsza.  Obok wspomnianych już znacznych grup różnorakich mniejszości narodowych, stanowiących ok. 40% społeczeństwa, Naród doświadczył znacznego upustu krwi w czasie Wojny Światowej.  Polacy mieli nieszczęście zabijać się nawzajem przez cztery lata walcząc przeciw sobie we wszystkich armiach zborczych. Gospodarka jednoczącego się kraju była zróżnicowana w zależności od zaboru.  Najbiedniejszy w Monarchii Habsburskiej i przeludniony (w ówczesnych warunkach makroekonomicznych) region zwany Galicją stanowił też najbiedniejszą częć II Rzeczpospolitej.  Nieco lepiej wyglądała sytuacja w byłym zaborze rosyjskim, a najbardziej rozwiniętymi i uprzemysłowionymi były niewątpliwie Wielkopolska i Śląsk. Na oczywiste trudności w scalaniu tych trzech różnych organizmów gospodarczych, nakładały się jeszcze ogromne zniszczenia wojenne w byłym zaborze rosyjskim i wschodniej części Galicji.  Dotyczyły one nie tylko przemysłu i infrastruktury, ale także osobistej własności prywatnej obywateli, powodując wielką pauperyzację społeczeństwa.  Sytuację komplikowała dodatkowo niechęć kapitału zachodniego do znaczniejszych inwestycji w Polsce, postrzeganej jako tzw. „państwo sezonowe” o niepewnej przyszłości.  Dodatkowym problemem był tylko minimalny dostęp do morza i brak jakiegokolwiek portu zdolnego do obsługi handlu zagranicznego. Półśrodek w postaci sztucznego tworu Wersalu tzw. „Wolnego Miasta Gdańska” nie zdawał bowiem egzaminu.   W pierwszych latach niepodległości sytuację ekonomiczną komplikował dodatkowo wadliwy system finansowy (wykorzystujący ciągle okupacyjne marki polskie), który w połączeniu z kryzysem gospodarczym spowodował gigantyczną inflację. Pomimo tych wszystkich problemów Polska pozbierała się i zaczęła dynamiczny rozwój. Reforma walutowa Grabskiego pozwoliła polskiej złotówce być jedym  ze stabilniejszych i solidniejszych pieniędzy Eurpy. W szybkim tempie wybudowano nowy port w Gdyni i rozwinięto marynarkę handlową i rybołóstwo. Uprzemysławianie Polski też postępowało dynamicznie z wiodącymi inwestycjami COPu (Centralnego Okręgu Przemysłowego) na czele.  Edukacja i szkolnictwo wyższe było na bardzo dobrym poziomie, czego przykładami mogą być najlepsza uczelnia techniczna ówczesnej Europy, Politechnika Lwowska, czy renomowany Uniwersytet Jagielloński.   Ogólnie rzecz biorąc, okres dwudziestolecia międzywojennego został dobrze wykorzystany, a pod jego koniec Polska osiągnęła poziom rozwoju przewyższający w wielu dziedzinach ówczesne Włochy. Rok 1989 zastał Polskę w drastycznie odmiennych warunkach.  Pomomo kryzysu i upadku państwa komunistycznego, bytowi Jej nie zagrażało żadne niebezpieczeństwo.  Upadek bloku wschodniego sprawił, że z map politycznych zniknęli wszyscy sąsiedzi Polski.  Przez wiele lat nowe państwa ościenne zajęte były swoimi problemami wewnętrznymi i bez względu na rzeczywisty stosunek do Polski dały jej cenny czas na uporządkowanie własnych spraw.   Czas ten jednak został zmarnowany.  Zwłaszcza w przypadku Niemiec, Polska zaprzepaściła szanse ułożenia sobie równoprawnych stosunków i poza paroma koniunkturalnymi deklaracjami i przeprosinami, nie uzyskała od tego sąsiada właściwie nic.  Nawet tak fundamentalna sprawa jak zapis niemieckiej konstytucji definiujący BRD w granicach z 1937 roku pozostał bez zmian.  Jako ogromne sukcesy otrąbiono tzw. „integrację ze strukturami euroatlantyckimi”.  Jakie korzyści ma Polska z członkostwa w Unii, widać gołym okiem, zaś ewidentą korzyścią z NATO jest możliwość uczestniczenia na koszt polskiego podatnika w różnorakich misjach „pokojowych”, „stabilizacyjnych” itp.  Nie można mieć przy tym żadnych złudzeń, że jeżeli by Polska kiedykolwiek potrzebowała pomocy sojuszniczej to otrzymałaby to co w 1939 roku. W zakresie społeczno-gospodarczym  IIIRP odziedziczyła po PRLu zwarty administracyjnie i narodowo homogeniczny obszar z 400 km dostępem do morza, trzema dużymi portami, dobrze rozwiniętym aczkolwiek przestarzałym technologicznie przemysłem. Polska mogła być całkowicie samowystarczalna żywnościowo i energetycznie.  Posiadała wiekszość strategicznych zasobów naturalnych.  W okresie PRLu była czołowym producentem i eksporterem miedzi, węgla, energii elektrycznej, siarki, a także cukru, ziemniaków, mleka i jego przetworów nie licząc pomniejszych asortymentów towarów z prawie każdej dziedziny gospodarki. Praktycznie cały przemysł, system bankowy, infrastruktura, transport, rolnictwo, wszystkie grunta i nieruchomości były własnością Państwa Polskiego lub indywidualnych jego obywateli. Po siedemnastu latach tzw. „transformacji”, „prywatyzacji”, „liberalizacji” i wszelkich innych „acji”, zarówno Polska jak gros jej obywateli pozostało bez narodowego przemysłu.  Wiekszośc jego albo wprost skasowano, jako nieopłacalny, albo „sprzedano” obcemu kapitałowi.  Pozostały resztki z „przetrąconym kręgosłupem” w takich dziedzinach jak górnictwo, stocznie, cukrownictwo.  A i te resztki istnieją tylko dzięki temu, że PiSowi niespodzianie udało się przejąć władzę po ostatnich wyborach. Prymitywny ale mimo wszystko funkcjonujący system zdrowotny zreformowano z wiadomymi skutkami.  Na polecenie Unii „zreformowano” szkolnictwo i  trójstopniowy system administracyjny kraju zastąpiono czterostopniowym, rozbudowując i tak już wielką i nieefektywną administrację. Polska ze względu na swoje położenie w Europie i walory naturalne mogłaby osiągać ogromne zyski z samego tylko tranzytu i turystyki.  Turystyka rozwija się w miarę dobrze, ale głównie w obszarach dostępnych dla dynamicznie rosnącego transportu lotniczego.  Kolejnictwo, jak twierdzą media jest również nieopłacalne, a jego infrastruktura niszczeje i jest rozkradana przez przymierające głodem rzesze Polaków wyrzuconych poza nawias ludzkiej egzystencji.  Infrastruktura drogowa, która na PRLowskim poziomie motoryzacji ledwo dyszała, teraz jest praktycznie nie do użytku. Średniowieczne wąskie trakty pokryte rozjechanym asfaltem są właściwie nieprzejezdne dla transportu rodem z XXI-go wieku.   Nędza dużej części społeczeństwa, niedożywienie dzieci, masowa emigracja i inne podobne zjawiska są tylko oczywistym rezultatem tego stanu rzeczy.   Najlepszą ilustrację tego jak bardzo cofnęła się Polska w rozwoju w stosunku do świata stanowi fakt, że znalazła się Ona już poniżej poziomu byłych bałtyckich republik sowieckich.  Większość obywateli musi jeszcze pamiętać, że za czasów „sowieckich”  różnice w poziomie rozwoju ZSRR i tzw. Demoludów (w tym Polski) były równie ogromne jak pomiędzy wspomnianymi „Demokracjami Ludowymi” i Europą Zachodnią.  Takie są kłujące w oczy fakty i żadne „wskaźniki”, oceny „wybitnych profesorów”, czy pochwały zamieszczane na łamach Financial Times czy Wall Street Journal nie zdołają ich zakłamać. Pozostaje tylko pytanie o przyczyny takiego a nie innego rozwoju sytuacji. Jeżeli IV RP rzeczywiście powstanie i będzie posiadać stabilny narodowy rząd, to jego zadaniem bedzie formalne zbadanie i przedstawienie społeczeństwu mechanizmów które do tej sytuacji doprowadziły. Teraz można jedynie wypunktować to co stanowiło zaczyn tak niekorzystnego rozwoju sytuacji w omawianym siedemnastoleciu. Na pierwszym miejscu plasuje się zdrada „okrągłostołowa”, która umożliwiła faktyczną kontynuację rządów aparatu komunistycznego przy fasadowych zmianach w państwie i przeorientowaniu się „aparatczyków” na wysługiwanie się „zachodowi”. W takiej sytuacji prawdziwym nieszczęściem dla Polski był brak narodowych elit, niszczonych od czasów rozbiorów do współczesności, z apogeum tego procesu w czasie II Wojny Światowej.  Dlatego do „dyspozycji” pozostały, jak to określił Jarosław Kaczyński „łże-elity”.  Termin ten zaczerpnięty został z używanego do określenia sił udających prawicę w dwudziestoleciu międzywojennym słowa „łżeprawica”.  Jeżeli jednak w II RP zwrot ten służył do opisania jakichkolwiek sił politycznych, to z całą pewnością Jarosław Kaczyński niezwykle łagodnie scharakteryzował przy pomocy wspomnianego określenia tych którzy znajdowali się na szczytach drabiny społecznej w III RP.  Problem ten nie dotyczył tylko kręgów politycznych i gospodarczych, ale sięgał każdej dziedziny życia Państwa i Narodu. Podobną wartość przedstawiali czołowi reprezentanci nauki, kultury, a nawet sportu.  Nawet najbardziej prominentne jednostki, takie jak sławni nobliści, splugawieni kolaboracją z najbardziej zbrodniczym reżimem stalinowskim, nie mogły być autentycznymi piewcami duszy narodowej, a jedynie fałszywymi idolami zmanipulowanego społeczeństwa polskiego. Kolejnym problemem, była ogromna demoralizacja całego społeczeństwa na wszystkich jego szczeblach.  Stwarzało to podatny grunt do wszelkiej korupcji, wyrzeczenia się solidarności społecznej, a nawet pospolitej zdrady Ojczyzny w każdej możliwej formie. Nie bez znaczenia była też niezmienna od wieków, obłudna, skrajnie egoistyczna i wyzbyta nawet najelementarniejszej etyki,  postawa tzw. „zachodu”, który nie tylko że nie wspomógł krajów podnoszących się z ruin czerwonej rosyjskiej okupacji, ale zrobił wszystko by bez skrupułów wykorzystać ich słabość do własnych neokolonianlnych celów. Jakkolwiek nie układały by się dalsze losy Polski, haniebne siedemnastolecie zaciąży na nich znacząco.  Szczególnie bolesne jest zmarnowanie szans i aspiracji przynajmniej jednego pokolenia Polaków.  Tym istotniejsze jest dokładne rozliczenie tego okresu i jednoznaczna jego ocena.  
Wykop Skomentuj7
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale