53 obserwujących
960 notek
500k odsłon
  424   0

Krótka ocena społeczeństwa III RP dnia dzisiejszego

“Cmentarzysko światowych imperiów – sumeryjskiego, egipskiego, greckiego, rzymskiego, Majów, Khmerów, otomańskiego , czy austro-węgierskiego szły identyczną trajektorią moralnego i fizycznego upadku.  Rządzący u schyłku imperium to psychopaci, imbecyle, narcyzy i zboczeńcy, odpowiedniki zdeprawowanych rzymskich cesarzy Kaliguli, Nerona, Tyberiusza, czy Kommodusa.  Ekosystem podtrzymujący imperium jest zdegradowany i wyczerpany.  Wzrost gospodarczy skoncentrowany w rękach skorumpowanych elit  zależy od miażdżącego niewolnictwa finansowego populacji. Rozdmuchana klasa rządząca oligarchów, księży, dworzan, mandarynów, eunuchów, zawodowych wojowników, finansowych spekulantów i szefów korporacji wysysa szpik kostny ze społeczeństwa.”

 

Artykuł kończy znamienne stwierdzenie:

Idiots and charlatans, the handmaidens of death, lure us into the abyss.

“Idioci i szarlatani, flirciarze śmierci, wabią nas ku przepaści.”

 

Truizmem jest stwierdzenie, że jakość „elit” peryferii, takich jak kolonialnej III RP, nie może być lepsza od ich pryncypałów z centrum władzy.  Trudno bowiem wyimaginować sobie sytuację   by psychopata wybrał sobie na podwładnego osobę bardziej od siebie poczytalną.

 

Tak więc nieświadome społeczeństwo III RP wiedzione jest ku zagładzie na postronku „kompetentnych” kanalii małymi pozornie nic nie znaczącymi kroczkami.

 

Przeciętny obywatel III RP nie zazna spełnienia dopóki nie wyda siostry za Niemca, lub przynajmniej Turka i nie zasiądzie za kierownicą Mercedesa.  Współpraca dzisiejszego Polaka z najeźdźcą jest maksymalna.  A można by przecież bronić się i na wzór społeczeństwa Generalnej Guberni organizować „tajne komplety” by uczyć młodzież autentycznej historii i kultury, golić prostytutkom głowy, itp..  Można by na przykładzie zaboru pruskiego organizować polskich przedsiębiorców do obrony rynku przed zachodnim (niemieckim) przemysłem, przynajmniej w niektórych sferach ekonomii.  No ale któż miałby uświadamiać i organizować społeczeństwo?  Przecież nie „elity” związane żelaznym „porozumieniem ponad podziałami” i agenturalną zależnością od imperialnego centrum?

 

No ale mamy przecież rosnący procentowo segment emerytów, którzy pamiętają czasy PRLu, funkcjonującego w większej półkolonialnej niezależności od ówczesnego okupanta..  Większość z nich bezsilna przymiera głodem na ZUS-owskich datkach, ale jest grupa której się powiodło w III RP.  Być może oni u schyłku życia zechcą coś zrobić dla Ojczyzny?  Otóż nie!  Również oni zajmują się  poszukiwaniem najodpowiedniejszego kraju do emigracji.  Mało tego!  Poszukiwanie to już  zakończyło się sukcesem!  Dobrze sytuowani polscy emeryci masowo emigrują do Portugalii, która jest tańsza od III RP i ma milszy klimat.  Zaczynają powstawać tam całe „polskie” osiedla. Tak więc, do ciągłego finansowego drenażu polskiej gospodarki przez zachodnich kolonizatorów, dołącza jeszcze strumień, który mógłby pozostać w kraju i choć trochę napędzać krajową a nie portugalską gospodarkę,

 

W tym miejscu ciśnie mi się do głowy pytanie, czy kraj, którego obywatele zajmują się głownie wyszukiwaniem najlepszego miejsca do emigracji, ma jakąkolwiek rację bytu? 

 

Przy czym większość zarobkowych emigrantów wyjeżdża z kraju tylko dlatego że inni to robią od 30 lat.  Poza wszelka dyskusją jest jakakolwiek analiza zysków i strat tego pryncypialnie ważnego kroku, w tym nie tylko ekonomicznych.

 

Na ich miejsce warszawski reżim sprowadza banderowców.  We Wrocławiu, ich polskim mateczniku,  język polski stał się już tylko jednym z wielu, obok, rosyjskiego, ukraińskiego, angielskiego, hiszpańskiego, itp., itp..W publicznych miejscach natknąć się już także można na reklamy w języku ukraińskim.  O angielskich nie wspominam, bo to już banalna rzeczywistość. 

 

No ale, w takim razie gdzie są ci patrioci, na których obecny reżim opiera swą władzę?  Są!  Ostrzą kosy, by pod dowództwem polskiego Napoleona, Antoniego Macierewicza, ruszyć na Moskwę i rozpętać globalną nuklearną awanturę!

 

Reasumując, III RP można przyrównać do gospodarstwa rolnego, gdzie rolnik darmo oddaje swe jałówki najbliższym sąsiadom, wpuszcza wilki do zagrody i ostrzy kosy, ale nie na żniwa, które mogłyby uchronić go od śmierci głodowej, z powodu zbliżającego się deficytu mleka i mięsa wynikłego ze wspomnianego „eksportu” jałówek, ale na wojnę z dalekim zajętym swymi problemami sąsiadem.

 

Sądzę, że każdy kto chce, sam może wyciągnąć wnioski z opisanej sytuacji. 

 

 

Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo