3 obserwujących
527 notek
201k odsłon
138 odsłon

Mordor: Darkness... (2018) - Recenzja

Wykop Skomentuj1

Niepokojące syntetyczne, zgrzytliwe Intro „Incalculable Sadness” stopniowo osacza słuchacza... pierwsze tąpnięcie, chwilowy zamęt po ogłoszeniu i następuje sukcesywna dekonstrukcja. Gitarowe majaki tłamszone przez zdehumanizowaną pracę perkusji. Coś co było ostoja - niby wiecznie trwającą rozpada się na naszych uszach. To właśnie dźwiękowe objawienie rujnującego od środka niepoliczalnego smutku. Wspomniana kulminacja jest jednym z najbardziej bezwzględnych momentów na całej płycie.

I am the purest blackness is the massive black hole

I absorb all colours, I steal the soul from beings

Any caught moments I reproduce on paper

The faces appear arrested by time

W końcu docieramy do ostatniego pomieszczenia opatrzonego szyldem „Dark Room”. Zaczyna się niepozornie. Oniryczne lepkie zimno, bolesna maligna, tlące się okruchy beznadziei. Bardziej dobitny takt industrialnego pulsu nie pozostawia najmniejszych złudzeń co do przyszłości. Eksplozja płomienia rozpaczy wypalającej do cna. Pozostawiającej popiół nadziei i dymiącą skorupę z tego co było jest i będzie. Tak jakby całe złogi zimna, mroku, i smutku przez czas odsłuchu skumulowały się w ostatnim utworze. Poruszający i silnie oddziałujący finał. Nic dziwnego, że powstał do niego ruchomy obrazek – niestety w ostateczny rozrachunku okazał się zbędny, niczego odkrywczego ani szczególnie interesującego przez te osiem minut nie uświadczycie. Szkoda, bo utwór ma potencjał i można było stworzyć doń coś naprawdę oryginalnego.

Niezwykle klimatyczna płyta, mistrzowsko atmosferyczna. Doskonały przykład kooperacji i zgrania - słychać, że każdy z muzyków włożył w tę płytę wiele serca. Wyjątkowo nie chciałbym nikogo wyróżniać. Gdybym musiał to będzie to z jednej strony osobliwa gorycz rozpaczy jaka emanuje od wokalisty oraz temperatura bliska zera absolutnego, w jakiej obraca się klawiszowiec. Jego partie klawiszowe nie są zaledwie ozdobnikiem. Pomysłowe wykorzystanie i umiejętne dawkowanie, subtelność i celność punktowania dźwiękami stanowią immanentny i równoważny aspekt Darkness... (2018).

Warto było czekać taki szmat czasu. Cieszy fakt, że zespół mimo stworzenia nowego pomysłu na swoje brzmienie potrafił symbolicznie odwołać się do własnego dziedzictwa, zarówno pod kątem oprawy graficznej jak i tekstów. Mam nadzieję, że Mordor pójdzie za ciosem i w niedalekiej przyszłości uraczy nas czymś równie frapującym.


Zobacz galerię zdjęć:

Only stronger troops of darkness never to be gone
Only stronger troops of darkness never to be gone
Wykop Skomentuj1
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura