2 obserwujących
2 notki
938 odsłon
  145   0

Iluzjon. E-powieść fantastyczna. Rozdział drugi

poprzedni rozdział

Krzysztof obudził się około południa i od razu poczuł głód. Usiłował jeszcze zasnąć ale głód był zbyt uciążliwy. Zresztą, najprawdopodobniej to on był główną przyczyną jego przebudzenia, bo na pewno nie wystarczająca ilość snu.

Z ciężką głową usiadł na brzegu łóżka i sięgnął po stojącą na stoliku obok szklankę, do której zdążył sobie jeszcze nalać przed snem… ale czego? tego już nie pamiętał. Przyłożył brzeg szklanki do ust i natychmiast wypluł to, co zdążyło się do nich dostać.

- Co to, k...

Zagadka się rozwiązała: nalał soku pomidorowego myśląc najprawdopodobniej, że to sok owocowy, i dolał do niego czystej. Na szczęście tuż przed wzięciem pierwszego łyka poczuł zapach pomidorów, ale nie miał już siły nalać sobie ponownie tego, co trzeba i zawiedziony padł na łóżko po czym zasnął. Tym razem jednak sensory zapachu nie uprzedziły go w porę.

Odłożył szklankę, schował twarz w dłoniach i przesunął nimi po niej od góry do dołu kilka razy, po czym głęboko westchnąwszy, wyszeptał: nie ma to jak tradycyjny sen.

- I tradycyjny alkohol… szefie.

Usłyszał tuż nad głową. Uchwycił obraz czyichś granatowych butów następnie powiódł wzrokiem nieco wyżej.

- Co tutaj robisz? - wycharczał - Co to za kolor?

- Kolor? Czego? - zapytała postać w butach i niemal natychmiast sama sobie odpowiedziała - Aha, moich butów. Nie podobają ci się? Mogę zmienić na inny.

- Mam to…

- Pytałeś co tu robię. Otóż… - postać bez twarzy (wzrok Krzysztofa zatrzymał się na fantazyjnych guzikach od ciemno granatowego fraka à la Sherlock Holmes) nie dokończyła gdyż nagle znikła.

W tym samym momencie drzwi od pokoju znajdujące się niemal na wprost otwarły się na oścież wpuszczając korpulentnego, ale nie otyłego, mężczyznę ok. czterdziestki, za którym stało jeszcze dwoje innych o już bardziej typowej sylwetce.

- No, nareszcie. Szukaliśmy cię wszędzie.

- Twój inteligentny asystent już tu był.

- Wcześniej odwiedził kilka twoich ulubionych wirtualnych pokoi, w tym…

- Daruj sobie.

Mężczyzna podniósł szklankę ze stołu.

- Nie krępuj się. Chlapnij sobie.

- Nie, dziękuję. Zbieraj się. Mamy zebranie.

- Jak codzień.

- Przybył nowy prom z przesiedleńcami.

- I co z tego? Co chwilę przybywają.

- Pod wieczór zbiera się rada. Mamy być do tej pory gotowi z raportem. Co ty właściwie porabiałeś?

- To… i tamto.

- Nie goniłeś znowu jakiegoś wirtualnego mordercy z różą w butonierce?

- Tym razem to był tulipan.

- Ok. Czekamy na zewnątrz.

Mężczyzna wycofał się i zamknął za sobą drzwi. Krzysztof powlókł się do łazienki i opłukał sobie twarz zimną wodą. - Nadal wyglądam jak… - stwierdził sam w sobie. Chwilę później był już na korytarzu.

- Muszę coś zjeść - powiedział bardziej do siebie.

- Już coś zamówiłem - odrzekł mężczyzna.

Ruszyli w stronę odległych srebrnych drzwi znajdujących się na końcu korytarza.

- Mów.

- Przesiedleńcy pobędą trochę na kwarantannie. W tym czasie spotkamy się z dowódcą promu, który podobna ma dla nas podobno jakieś ciekawe informacje.

Dotarli już do srebrnych drzwi, które rozsunęły się i wszyscy weszli do środka.

- Dokąd jedziemy? - zapytał Krzysztof, który jak widać jeszcze nie do końca się przebudził.

- Na pewno nie tam gdzie spędziłeś wczorajszy wieczór.

- Skąd wiesz gdzie go spędziłem?

Mężczyzna jednak już nie odpowiedział tylko się zaśmiał po czym winda ruszyła na dół… tak jakby uruchomił ją jego śmiech.

Zapadła cisza, której nic nie zakłócało aż do momentu kiedy winda dotarła na miejsce. Trwało to zaledwie kilkanaście sekund, Krzysztof jednak w tym czasie zdążył przeżyć jeszcze raz sytuację, o której przypomniał mu mężczyzna, Edward, starszy chorąży, jego współpracownik, od siedmiu lat w służbach bezpieczeństwa Iluzjonu. Od tamtej pory byli świadkami wielu rzeczy, ale ta utkwiła mu w pamięci szczególnie, nie wiedzieć zresztą dlaczego. Do zdarzenia doszło prawie cztery lata temu więc tym bardziej powinien był już o nim dawno zapomnieć...

Morderstwa zdarzają się na Iluzjonie bardzo rzadko. Tak rzadko, że w zasadzie nie ma w czynnej służbie nikogo, kto by miał z nim do czynienia. Tym bardziej więc Krzysztof miał powody poczuć się najpierw zaskoczony, a kiedy zaskoczenie minęło - podekscytowany.

Właśnie spożywał z Edwardem skromny, zalecony mu przez służbowego dietetyka lunch złożony ze świeżo zerwanych owoców i placka kukurydzianego kiedy otrzymali zgłoszenie o znalezieniu w jednym z wirtualnych pokoi trupa kobiety z podciętym gardłem. Edward najpierw odczytał wiadomość, tak jak to robił zawsze, następnie oboje zastygli patrząc z niedowierzaniem na siebie: Krzysztof z nadgryzionym plackiem przy ustach a Edward z kawałkiem fileta z kurczaka między zatłuszczonymi wargami, którego miał właśnie przegryźć. Zerwali się dopiero po paru sekundach i pobiegli w stronę elewatora, którym wjechali na trzecie piętro, tam gdzie znajdowały się wirtualne pokoje.

Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura