4 obserwujących
4 notki
8054 odsłony
  686   0

Ile warta jest Unia Europejska? Czyli polskie dylematy Don Kichota z La Manchy.

Dokładnie - ile warta jest Unia Europejska dla nas, dla Polaków, dla Polski? Czy możemy sobie, jak Wielka Brytania, pozwolić na wyjście z Unii Europejskiej? Gospodarczo, społecznie i ze względów geopolitycznych?

Okres wielkiej smuty jakim był komunizm wynikał przede wszystkim z naszej izolacji od tzw. zachodu. Wyjście z Unii oczywiście nie będzie oznaczać już takiej izolacji, ale nie ma pewności czy znowu do takiej kiedyś nie doprowadzi. Napewno nasi (wtedy już nam znacznie bliżsi) wschodni sąsiedzi w postaci Rosji będą dążyć do tego aby ta nasza izolacja od "zachodu" (bo wówczas znowu zachód będzie tym "zachodem") była coraz większa. Już taki Łukaszenka będzie coraz mniej się obawiał przeprowadzać różne działania prowokacyjne na naszych granicach, coraz bardziej bezczelne i na coraz większą skalę. Polska oderwana od Unii nie będzie już tak chroniona jak jest będąc jej członkiem. Co do tego chyba nikt nie powinien mieć wątpliwości.

Dlaczego jednak mielibyśy wychodzić z Unii Europejskiej? Co nam w niej nie pasuje? A może należałoby zapytać: co Unii nie pasuje w nas? Czy uporczywe odrzucanie usilnie nam narzucanych przez urzędników unijnych standardów tolerancji dla wszelkiej maści mniejszości seksualnych jakie są tylko do pomyślenia, wprowadzanie praw zrównujących je z większością heteroseksualną (której prymat biologicznie jest chyba jednak nie do naruszenia) do stanowienia rodziny, zawierania małżeństw, nabywania na równi z nimi wszelkich innych praw cywilnych a także praw do edukacji młodych pokoleń w ramach teorii swobody wyboru własnej płciowości, uwolnienia jej od wszelkich odgórnie narzucanych norm społecznych wynikających z tego jak nas widzą inni a nie jak my widzimy sami siebie - czy uporczywe odrzucanie tego wszystkiego jest warte narażenia się na zagrożenia wynikające niewątpliwie z naszej ponownej izolacji od zachodniej Europy, przynajmniej od jej większości i wpisanie się na powrót do krajów tzw. bloku wschodniego z niewątpliwym suwerenem militarnym i gospodarczym w postaci putinowskiej Rosji?

Jakiego procentu społeczeństwa polskiego dotyczą unijne postulaty wywalczone tam przez mniejszości seksualne? 1-go procenta? Chyba nie. Więc jakiego? 0,1? 0,01? 0,001? Prędzej już to. Chociaż nie wiem czy nawet. Czy nadanie tym 0,001 proc. (ok. 40 tyś. obywateli Polski) postulowanych przez nich praw - wpłynie aż tak istotnie na pozostałe 99,999 proc jej obywateli? Ktoś powie: z tych 0,001 proc. będzie robić się z czasem coraz więcej. Hm. Nie wydaje mi się aby to było takie proste jak się być może wielu wydaje. Nie tak łatwo wpłynąć w ten sposób na dziecko. To raczej dorośli pod wpływem różnych doświadczeń, przeżyć, traum są zdolni do tego rodzaju transformacji. Nagle ojciec trójki dzieci, mąż porzuca swoje dotychczasowe życie dla innego mężczyzny. Żona, matka po traumatycznych przeżyciach w toksycznym związku robi to samo dla innej kobiety. Itd. Żadko dotyczy do dzieci, nieletnich, nawet nastolatków.

Tak więc obawa, że tolerancja dla odmienności seksualnych i nadanie im praw cywilnych na równi z heteroseksualistami do zawierania małżeństw, adopcji dzieci doprowadzi do jakichś wielkoskalowych przemian obyczajowych... jest daleko nad wyrost. Przebywałem w krajach europejskich, skandynawskich, w których takie prawa są już od dawna i nie zauważyłem niczego takiego. To wszystko naprawdę dotyczy marginesu społeczeństwa... któremu jednak też nie powinniśmy odmawiać prawa do wyboru własnej seksualności i urządzania swojego życia wg niej bez narażania się na prawne i społeczne wykluczenie bo to zawsze prowadzi, jak i doprowadziło nie raz, do skrajnego łamania praw człowieka.

My, jako społeczeństwo, powinniśmy bardzo dobrze przemyśleć i rozważyć wszelkie za i przeciw, położyć na szali dobro zdecydowanej większości aby nie zgubić tego dobra w imię być może wyolbrzymianych obaw wyrażanych przez różne środowiska, w tym Kościół, który ma, jakby nie patrzeć również w swojej historii okresy skrajnych prześladowań osób objawiających inne skłonności seksualne. Bez względu na to jak określimy te skłonności czy odmienności pod względem moralnym czy etycznym, czy nawet biologicznym - musimy rozważyć na ile mamy wpływ na ich istnienie i czy nasze działania mogą je w jakiś sposób drastyczny ograniczyć nie mówiąc już o całkowitym zniwelowaniu. Aby nie wyszło na to, że tak jak ów Don Kichot z La Manchy walczyliśmy z wiatrakami i tej walce z wiatrakami POŚWIĘCILIŚMY NASZE WŁASNE DOBRO.

Lubię to! Skomentuj35 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka