4 obserwujących
4 notki
8078 odsłon
  151   0

Mały Książe na granicy.

Bynajmniej, Mały Książe nie przyszedł tutaj dręczyć niczyich sumień ani tym bardziej zmiękczać niczyich serc... choćby nie wiem jak zatwardziałych. Polityka nie interesuje Małego Księcia, nie jest mu już jednak obojętne to, co polityka potrafi zrobić z dorosłymi.

Dzieci nie uprawiają polityki, nawet się w nią nie bawią. Polityka to rzecz rzeczywiście tylko dla dorosłych choćby dlatego, że nie ma na ogół w niej nic zabawnego, zazwyczaj stoją za nią jacyś nudni panowie w garniturach z idealnie ułożonymi fryzurami... tak jakby żyli, jedli i spali w garderobie teatralnej.

Zaiste, to jeden wielki teatr i nie ma sposobu aby rozpoznać czy ktoś robi coś naprawdę czy tylko gra, nic więc dziwnego, że wszyscy tam nie mają do siebie żadnego zaufania i tylko snują różne podejrzenia. Słusznie czy nie, przykry to świat, w którym do nikogo nie można mieć ani krztyny zaufania. Być może właśnie dlatego tak przykro być dorosłym. Małemu Księciu na szczęście to nie grozi. Nawet on jednak nauczył się, że nie można ufać każdemu. A przynajmniej nie z zasady i nie od razu.

No ale najwyższa pora wyjaśnić Czytelnikowi po co w ogóle przywołaliśmy tę postać. Małego Księcia bardzo bowiem zmartwiło to, co się dzieje aktualnie na ziemi i postanowił opowiedzieć nam jeszcze jedną ze swoich przygód.

Pewnego razu trafił bowiem na bardzo dziwną planetę zamieszkałą przez... dwóch polityków. Ci dwaj politycy przez cały dzień nie robili nic innego tylko przemawiali i ustalali granice. Jak tylko mogli bezustannie ją przesuwali i atakowali granice ustalone przez innych, które już uważali za ustalone bezprawnie. O jednym można się było przekonać od pierwszego momentu: granica była dla nich najważniejsza. Od niej zależało w końcu ich istnienie.

Trafił zatem nasz książe na planetę zamieszkałą przez bardzo gniewnych dwóch polityków. Między nimi rozpościerała się aż po horyzont (o ile można tak powiedzieć) ustalona (póki co) granica ich wpływów. Nic się dla nich więcej nie liczyło: tylko chronić granicę za wszelką cenę. Jak wielkie miało to dla nich znaczenie książe mógł się przekonać już od pierwszej chwili swojego pobytu na tej planecie gdyż ledwo co postawił na niej swoją małą, zajmujące w końcu niewiele miejsca, stópkę a już usłyszał nad sobą donośny głos:

- Kim jesteś? Czego tu chcesz? On cię tu wysłał!

Książe obejrzał się dokoła siebie i w końcu ujrzał niewielką postać siedzącą na niewielkim kamieniu. Postać była ubrana w ciemnogranatowy garnitur a w ręku trzymała tak jakby długi kij od końca którego wił się niemal aż do samej granicy sznur.

- No mów, jak nie chcesz zasmakować mojego bicza! - to powiedziawszy postać uniosła kij do góry i zamchnęła się nim w kierunku księcia. Sznur wiszący z jego końca przeciął powietrze tuż nad głową księcia ze strasznym świstem - No więc?

- Nie złość się, proszę. Nie wiedziałem, że tu ktoś jest.

- Kłamiesz! On tak ci kazał mówić. Co chwilę wysyła tu swoich szpiegów. Jesteś jednym z nich.

- Nie jestem szpiegiem - zaoponował książe.

- Znowu kłamiesz. Zresztą, jak miałbyś powiedzieć prawdę to byś tu nie przyszedł.

- To bardzo pokrętna logika - odparł książe - W ten sposób każdy kto się tu znajdzie z definicji musi być kłamcą i szpiegiem.

- Bo tak jest!

- A co jeśli ja mówię prawdę?

- Nic mnie to nie obchodzi. W polityce, a ja właśnie jestem politykiem, prawda nie gra żadnej roli.

- A co gra? - zapytał z nieudawaną ciekawością książe.

- Ja gram - odparła postać - A to moja granica, którą chronię przed takimi jak ty, nielegalnymi imigrantami.

- Wiem, że dorośli lubią ustalać wszędzie granice. Niektórzy znają się tylko na tym. Nie zrozum mnie źle, ja naprawdę szanują twoją granicę, spróbuj jednak mnie zrozumieć. Po której stronie bym nie wylądował... byłbym, jak to się wyraziłeś przed chwilą, nielegalnym imigrantem. A ja tylko chcę...

- Nie interesuje mnie co chcesz. Naprawdę świerzbi mnie już ręka żeby cię porządnie zdzielić i chyba zaraz to zrobię.

- Nie będę cię więc już więcej denerwował. Powiedz mi jednak gdzie mam w takim razie pójść.

- Wracaj tam skąd przyszedłeś.

- Czy mogę iść tędy? - zapytał książę wskazując ręką w prawą stronę.

- Nie.

- A tędy? - zapytał ponownie tym razem wskazując w lewą stronę.

- Oczywiście, że nie. Nie udawaj głupiego. To jest moja ziemia po prawej i po lewej, i tu gdzie siedzę.

- To gdzie mam w takim razie iść?

- Już ci powiedziałem: tam skąd przyszedłeś, czyli tam - to powiedziawszy wskazał za pomocą kija na drugą stronę granicy.

- No dobrze, skoro mi pozwalasz.

- Tego nie powiedziałem.

- Już mi wszystko jedno - odparł książe i szybkim krokiem przekroczył granicę. Niemal natychmiast, tak jak poprzednio, rozległ się nad jego głową potężny głos.

- Kim jesteś? Czego tu szukasz? Zostałeś przez niego wysłany na przeszpiegi.

Książe usiłował zobaczyć skąd pochodzi głos, ale widział tylko dokoła same drzewa. W końcu odpowiedział:

- Nie zostałem przez nikogo wysłany. Przyszedłem bo...

- Kombinuj, kombinuj. Ciekawe jakie kłamstwo tym razem usłyszę.

- Wolałbym powiedzieć ci prawdę, ale ty pewnie też uważasz, że nie ma żadnej prawdy.

- Bo nie ma!

- Rzecz w tym, że tak uważacie i jednocześnie zadajecie mi różne pytania. Skoro nie chcecie znać prawdy to po co je zadajecie?

- Po co? Jak to po co? Może dlatego, że tu nie chodzi o żadną prawdę.

- Tylko o co?

- Jaki ty jesteś nawiny. Jak dziecko.

- Jestem dzieckiem.

- Doszło nawet do tego.

- Do czego?

- Zaczynasz mnie już naprawdę drażnić. Wracaj tam skąd przyszedłeś.

- Znowu?

- A co? Chciałbyś tu zostać?

- A mogę?

Rozległ się śmiech.

- Oczywiście, że nie.

- Co więc mogę?

- Możesz odejść.

- A mogę chociaż tutaj usiąść i zaczekać? - zapytał książę i wskazał na granicę.

- Na co?

- Nie wiem. Aż się coś stanie.

- Co się ma stać?

- Zobaczymy.

- Zbliża się zima. Zamarzniesz.

- Może nie będzie tak zimno.

- Chcesz uśpić moją czujność. A jak tylko odwrócę wzrok przestawisz granicę na jego korzyść.

- Dlaczego miałbym to robić?

- Nie interesuje mnie to. Dosyć tego gadania. Liczę do trzech i ma cię tu nie być, inaczej...

Tym razem książe wolał już nie ryzykować i zanim powietrze przeciął głośny świst niewidzialnego bata... rozpłynął się w powietrzu.

Niestety nie dla każdego to jest takie proste.

Lubię to! Skomentuj10 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura