27 obserwujących
355 notek
314k odsłon
  4528   0

Eliminacja gotówki – część większego planu?


A wtedy przyjdzie czas na realizację drugiej części planu – redukcję długów.

Przyjmijmy, że bankom centralnym uda się wywołać rzeczywistą 8-10% inflację, jednocześnie utrzymując zerowe lub negatywne stopy procentowe. Inflacja jest zatem znacznie wyższa niż oprocentowanie lokat czy obligacji.

Inwestowanie w dług jest absolutnie pozbawione sensu. Kontrolę udaje się jednak utrzymać, gdyż głównym nabywcą długu staje się bank centralny, dla którego ciągłość systemu jest dużo ważniejsza od zwrotu z inwestycji. Już dziś dzięki interwencyjnym zakupom banków centralnych wiele obligacji ma ujemne oprocentowanie (gwarancja straty). Przyśpieszając dodruk, możemy pogłębić skalę dysproporcji między oprocentowaniem długu a rzeczywistą inflacją – i co ważne – nadal utrzymać kontrolę nad systemem. Dzięki temu, dług może dewaluować nam się dużo szybciej niż będzie przyrastało nowe zadłużenie.

W sytuacji kiedy mamy negatywne stopy procentowe, trzymanie pieniędzy na kontach jest pozbawione sensu. Ostatecznie, bank zamiast wypłacać nam odsetki, każe płacić sobie za przechowanie naszych pieniędzy. Jeśli zwroty z lokat są bliskie zeru, to jeszcze pół biedy. Jeżeli jednak przeciętny Kowalski zobaczy, że bank obciąża za bardzo jego konto „negatywnym oprocentowaniem” to z dużym prawdopodobieństwem wyciągnie swoje oszczędności, a gotówkę zdeponuje w sejfie czy skrytce bankowej.

Przed negatywnym oprocentowaniem możemy schronić się w gotówce tak długo, dopóki możemy się nią posługiwać. Jeśli natomiast limity transakcji gotówkowych będą nadal obniżane, a banki ponadto będą nas słono kasować za wpłaty czy wypłaty, to społeczeństwo zaakceptuje negatywne oprocentowanie, gdyż w ostatecznym rozrachunku będzie to i tak tańsze niż posługiwanie się niemodną gotówką.

To może doprowadzić do sytuacji, kiedy to udział gotówki w obrocie będzie na tyle marginalny, że banki uniemożliwią wypłaty z konta większe niż kilka tys. PLN, co obecnie zresztą ma już miejsce w USA. Jeżeli chcesz podjąć większe środki z konta, to po pierwsze musisz się wyspowiadać, na co konkretnie potrzebujesz gotówki. Po drugie, bank ma kilka dni na jej wydanie. W Polsce, póki co wystarczy awizować wypłaty 2-3 dni wcześniej, ale niestety zmierzamy w tym samym kierunku co Stany Zjednoczone.

Eliminacja gotówki ma także inny cel. Jest nim zapobieganie „run’om” na banki. W przeszłości, wiele banków o fatalnej kondycji bankrutowało, gdy ludzie obawiając się problemów, wyciągali swoje depozyty. Nagły odpływ kapitału pogłębiał problemy banku i ostatecznie dochodziło do bankructwa. Na przykład, dwa lata temu w Bułgarii zamknięto na 30 dni wszystkie oddziały pewnego banku, gdyż nagle podjęto ogromną ilość depozytów. Doszło do tego wskutek plotki o rzekomym bankructwie banku, rozsianej przez portale społecznościowe. Eliminując z obiegu gotówkę, praktycznie eliminujemy ryzyko „run’u na banki”, ale co w takiej sytuacji powstrzyma je przed podejmowaniem jeszcze większego ryzyka?

 

Eliminacja gotówki oraz negatywne stopy procentowe.

Połączenie tych dwóch czynników jest niczym innym jak czystym podatkiem od kapitału.

W takim otoczeniu wiele osób, które wcześniej lokowało środki w lokatach, zdecyduje się powierzyć go funduszom inwestycyjnym, byleby tylko uciec przed opodatkowaniem. Jak wiadomo, 80% społeczeństwa to tzw. „ciułacze” którzy powinni trzymać pieniądze właśnie na lokatach, a nie bawić się w inwestorów. Efekt końcowy będzie taki, że poziom oszczędności dramatycznie spadnie i społeczeństwo stanie się bardziej uzależnione od pomocy rządu. Być może więc o to właśnie chodzi w ostatecznym rozrachunku.


Jednorazowe podatki nadzwyczajne.

Kolejnym, bardzo poważnym zagrożeniem wynikającym z eliminacji gotówki, jest oddanie resztek suwerenności osobistej w ręce państwa. Polski rząd pokazał dwa lata temu, że jeżeli brakuje mu pieniędzy, to lekką ręką sięga po nasz kapitał. Co dziwne, kradzież 153 mld PLN z kont OFE przeszła zupełnie bez oporu, co doskonale obrazuje poziom kontroli nad masami.

Co, jeśli mimo dodruku, zerowych stóp oraz innych zabiegów, rząd danego kraju będzie nagle potrzebował zastrzyku kapitału? Co w takiej sytuacji stoi na przeszkodzie, aby „jednorazowo” uszczypnąć 10% wszystkich depozytów? – tłumacząc to małym „podatkiem solidarnościowym” w imię ratowania państwa.

Co, jeśli nadmiernie zalewarowany bank, stojący na krawędzi bankructwa, przejmie 30% naszych depozytów? Gotówki przecież nie wyciągniemy, bo ją nam wyeliminowali. Przecież procedurę „Bail-in” pozwalającą na takie ruchy, także wprowadzono z jakiejś przyczyny.


Podsumowanie

Polityka prowadzona przez banki centralne krajów rozwiniętych ewidentnie wskazuje, że ludzie stojący za systemem, próbują z pomocą inflacji zdewaluować wartość długów zakumulowanych przez ostatnie 4 dekady. Ostatecznie, dług jest problemem głównie krajów rozwiniętych. W krajach rozwijających się jest on na znacznie niższych poziomach – i co najważniejsze – jest on trzymany w ryzach wyższymi stopami procentowymi. Co prawda, po 2008 roku jego wartość znacznie wzrosła, ale nadal mówimy tu o innej skali niż w krajach rozwiniętych.

Lubię to! Skomentuj25 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale