39 obserwujących
68 notek
456k odsłon
  1015   0

O Zakonie Igły i zabawie genetyką

Z niemałym zainteresowaniem, to z powodów poznawczych, ale i przerażniem przyglądam sie rozwojowi wypadków od chwili ogłoszenia Narodowego Programu Szczepień. Doprawdy jest coś niepokojącego w "szaleństwie", które zjednawszy sobie główne siły polityczne w kraju otrzymuje zarazem wyłączność na media. Nawet tragedia Smoleńska nie doprowadziła do tak ścisłego zjednoczenia ponad podziałami jak zrobiła to szczepionka na koronawirusa.

Nie mam czasu by na bieżaco śledzić programy informacyjne, ani też wertować zawartość portali internetowych toteż robię to sesjami, głównie przy okazji kolacji, ale już takie tylko pobieżne zgłębienie tematu pozowala mi stwierdzić, że owo "szaleństwo igły" zatacza coraz szersze kręgi. Oto tuż przed Nowym Rokiem, kiedy trwałem w postanowieniu absencji od pisania, ze zdumieniem obserwowałem jak w "Gościu Wiadomości" europosłanka PiS i poseł PO z zapałem a jeszcze jedno przez drugiego namawiali do wzięcia udziału w programie szczepień. Ten drugi zaczął od głębokiej mądrości, że gdy pęknie rura trzeba dzownić po hydraulika, a gdy dręczy człeka choroba to po medyka, skądinąd słuszne wskazując, że w kwestii szczepień powinien wypowiadać się jakby nie on a lekarz. Wszelako to było wszystko co miał mądrego do powiedzenia albowiem już w kolejnym zdaniu niewiele czyniąc sobie z tego wstępu zaczął robić za znawcę tematu. Jak sądzę głównie dlatego, że przeszedł tę chorobę o czym też nie omieszkał nas poinformować na tzw. dzień dobry. Swoją drogą to uzewnętrznianie się kto, kiedy i jak ciężko przeszedł covid to także przejaw rodzącego się na naszych oczach dziwactwa albo swoistego rytuału gdzie publiczne o tym rozprawianie wydaje się być dziś w dobrym guście. On więc był ozdrowieńcem, nie pamiętam jak ona, za to oboje już jak jeden mąż twierdzili, że szczepionka jest skuteczna i bezpieczna, i że wszyscy lekarze, i bez wątpienia, i każdy, i w ogóle to trzeba ratować życie swoje i najbliższych, a jeszcze Europejska Agencja Leków... dokładnie tak to się z nich wylewało. Ja się do tych sloganów "skuteczna" i "bezpieczna" już odniosłem w poprzednim tekście gdzie wspólnie czytaliśmy ulotkę Pfizera, który stawia tam sprawę akurat wybitnie jasno - szczepionka może ale nie musi działać a jeśli w ogóle to nie wiadomo na jak długo uodparnia, i że nie wykonano wymaganej ilości testów stąd one wciąż trwają w dodatku w takiej formule, że każdy kto ją przyjmie niejako z automatu przystępuje do programu badawczego przez co - wytrzymajcie, już kończę - proszony jest by o skutkach ubocznych, które nazywa się tam "poważnymi i nieprzewidzianymi", informować pod wskazane w ulotce kontakta. Jak więc widać o ile producent szczepionki niewiele jeszcze o niej wie, to oni wiedzą już dokładnie wszystko. Może byłoby inaczej gdy któreś z nich jednak przeczytało ulotkę i dowiedziało się tym samym na co z taką niecierpliwością czeka a jeszcze nagabuje innych. Zapewne nie było czasu i wyszło jak zawsze, że tamtemu powtórzył ten, a temu powiedział ktoś jeszcze inny i tym to sposobem tak oni jak i wielu z nas stali się bezwiednie członkami Zakonu Igły, który rośnie na fali przeświadczenia pomieszanego z euforią, że to już koniec epidemii, że jeszcze tylko jedno ukłucie, góra dwa, i wszystko odejdzie w niepamięć. Tyle tylko, że do tego szczęścia potrzebują wszystkich nas. To się kłóci z ideą szczepionki jako takiej, bo jeśli szczepienie jest skuteczne to niby jak osoba niezaszczepiona miałaby zagrażać zaszczepionej? Pada oczywiście zaraz argument, że duża liczba zaszczepionych koniecznya jest do wytworzenia odporności stadnej tj. płaszcza ochronnego dla tych wszystkich obywateli, którzy szczepić się z różnych powodów, głównie zdrowotnych, nie mogą. Zacznę od tego, to uwaga do tych co się i w tym temacie rozpędzili, że jakkolwiek podchodził do tej kwestii Darwin - wszelako człowiek to nie zwierzę. I choć w nomenklaturze przyjęło się używać określenia "odporność stadna" to o ile może być stado krów, saren, szczególnie baranów to jednak nigdy ludzi. Pozwólcie więc, że na użytek tej notki będę pisał o odporności zbiorowej, grupowej, społecznej jakkolwiek tylko nie o stadnej z nadzieją, że to się jakoś przyjmie, wszak napisałem w tej sprawie do paru mądrych ludzi. Problem z tą odpornością mam natomiast taki, że o ile wiem iż dla jej osiągnięcia w przypadku najbardziej zaraźliwej Odry wymaga się zaszczepienia 95%. społeczeństwa, to w przypadku super agresywnego wirusa, koronawirusa, najpierw mówiono o 60% a teraz o 70%. Skąd te liczby tak skaczą, ja tej tajemnicy rozgryźć nie umiem, jak i tej w jaki sposób my mamy osiągnąć tę zbiorową odporność skoro zgodnie z ulotką Pfizera wyłączamy spod szczepień dzieci poniżej 16 roku życia? To po to my od początku pandemii karciliśmy nieletnich, że choć chorują bezobjawowo to są żywymi przekaźnikami wirusa by nagle w obliczu zmasowanej akcji szczepień, celem której jest uzyskanie odporności grupowej, ten aspekt stał się jakby całkiem bez znaczenia? No więc proszę uprzejmie, gdyby ktoś mógł mi to jednak wyjaśnić - niby jak mamy przy takiej luce w wiekowym profilu szczepień osiągnąć tę odporność?  [c.d. kliknij poniżej "Następna"]

Lubię to! Skomentuj16 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości