1 obserwujący
33 notki
24k odsłony
338 odsłon

Warszawska Kuria zrobiła reklamę "antysemitom". "Powrót do Jedwabnego"

Wykop Skomentuj5

Kilkanaście lat temu arcybiskup warszawski podał rękę fałszerzom historii, Grossowi i spółce. Zrobił to jeszcze raz w ubiegłym tygodniu. Kościół nie powinien przykładać się do kampanii oszczerstw i może mieć swój zdrowy rozum w ocenie zebranych materiałów dowodowych w sprawie Jedwabnego.


Wojciech Sumliński jest znaną postacią w światku dziennikarstwa śledczego. Powraca wytrwale do tematów trudnych. Ma argumenty. Był ścigany i przemilczany. Co przemawia za jego zawodowym autorytetem. Wespół z historykiem Ewą Kurek i Tomaszem Budzyńskim odrestaurował temat ludobójstwa na Żydach. 

Premiera książki "Powrót do Jedwabnego" miała się odbyć w Katolickim Centrum Kultury "Dobre Miejsce" na Bielanach, ale na kilka dni przed spotkaniem  bez podania przyczyny wypowiedziano umowę organizatorom. Kolejnym przystankiem miał być Dom Pielgrzyma "Amicus" przy kościele św. Stanisława Kostki w Warszawie. Pomimo dokonanej rezerwacji, spotkanie też zostało odwołane. W obu przypadkach w kurii osobiście interweniowali przyjaciele i przedstawiciele Gminy Żydowskiej. Sumliński dziwił się, że Żydzi mają takie wpływy.

Na odmowie lokalu się nie skończyło. W inauguracji wydawniczej zakazano brać udział sojusznikowi ruchów patriotycznych księdzu S. Małkowskiemu. Kardynał Nycz tłumaczył, że wierni są zaniepokojeni antysemickim wydźwiękiem publikacji. Tyle że nikt z krytyków - a tym bardziej metropolita - jej nie czytali. Stanowisko hierarchy jest oczywiste. Przecież to on wysyłał swoich delegatów (min. biskupa pomocniczego R. Markowskiego) na wiece w Jedwabnem, żeby kajać się do spółki z Kwaśniewskim za "chrześcijańskich morderców". Nie ma ochoty zmieniać zdania.

Pani Ewa Kurek zachowanie arcybiskupa Warszawy skwitowała krótko: wystawił sam sobie świadectwo. 

"Dyskretne" wspólne zabiegi gminy i kurii zaiskrzyły przewrotnym zwrotem: sympatycy zamanifestowali niespodziewaną solidarność z badaczami. 

Z pomocą przyszedł Witold Gadowski. Debiut "Powrotu do Jedwabnego" miał ostatecznie miejsce w siedzibie dziennikarzy polskich na "Foksal 4". W pomieszczeniu zmieściło się zaledwie 100 osób. Ponad tysiąc stało na zewnątrz. Głośniki wyniesiono przed budynek. Prelegenci trzymali w ręku trzy mikrofony. Wszyscy - w sali i poza nią - słyszeli odpowiedzi.

Dr Ewa Kurek nie pierwszy raz komentuje trzeźwo fakt odmowy ekshumacji i przeniesienia szczątek żydowskich na prawdziwy cmentarz. Przyjaciółka i uczennica profesorów Jakuba Goldberga, Jana Karskiego (pisał wstęp do jej pracy) i Władysława Bartoszewskiego za krytykę warsztatu historycznego Tomasza Grossa była przez środowisko Gazety Wyborczej wielokrotnie pomawiana, ale żadna organizacja żydowska nie odważyła się merytorycznie skonfrontować z wywodami znawczyni stosunków polsko-żydowskich. Profesor Jan Żaryn przekonywał ją do rezygnacji z "inicjatywy Jedwabnego", dopóki żydzi nie zgodzą się na udział w ekshumacji, gdyż "chodzi o skuteczność w przekonaniu ich do naszych racji". – Nam nie chodzi o Żydów, chodzi nam o prawdę – tłumaczyła historyczka. 

Prokurator białostockiego IPN kierowany twardą ręką ówczesnego szefa Leona Kieresa postawił mylącą kropkę nad "i". W czasie śledztwa wysunięto nie przystającą zupełnie do obszernego dossier tezę, że Niemcy byli sprawcami mordu sensu largo, jako jego inspiratorzy i uczestnicy pierwszej fazy, polegającej na wyciąganiu Żydów z ich domów. Natomiast Polacy byli sprawcami bezpośrednimi samego mordu. W wypowiedziach Radosława Ignatiewa nie znajdzie się dokumentacji do udowodnienia tej konstatacji. Przytoczył on bowiem różne relacje, nie stwierdzając wyraźnie, którym z nich wierzy, a które uważa za nieprawdziwe. Nierozstrzygnięta pozostaje kwestia udziału Niemców w konwojowaniu Żydów i podpaleniu stodoły, łusek w stodole, działalności esesmana Hermana Schapera i jego komanda (dowodzący Einsatzgruppen zostal skazany za zbrodnie wojenne już w 1976 r przez sąd RFN. Schaper zostal rozpoznany w Izraelu na zdjęciach przez mieszkańców miejscowości, w których urządzał pogromy Żydów). 

W piersi Bogu ducha winnych "sąsiadów" uderzyli schlebiający Gazecie Wyborczej hierarchowie, następnie trzej prezydenci uznając - bez rzetelnego badania i logicznego wnioskowania - oskarżenia pod adresem mieszkańców Podlasia za słuszne, a więc niewątpliwe. Przeprosiny Kościoła miały szczególny wydźwięk: stemplowały niezakończone śledztwo i nieuprawnione konkluzje z niego płynące. Przemawiając w imieniu katolików biskupi domknęli moralnie postępowanie jedwabnieńskie, a "trzymającej władzę" grupie identyfikującej się z żydowską polityką historyczną pozwoliło to zabetonować "stodołę" od strony prawnej.

Nie było odwrotu. Rozdział wojennej historii w tej części Podlasia niby został za nami. Polityka historyczna jest areną manipulacji i forsowania punktu widzenia z perspektywy interesu społecznego, a ten żydowski jest - jak widać - forsowany brutalnie, w drodze przemocy i od środka polskich instytucji.

Ostateczne rozstrzygnięcie przyniesie jednak ekshumacja szczątków żydowskich, na którą zastraszony rząd nie chce wyrazić zgody. Upadłby mit Jedwabnego? 

Niejasności prowokują wciąż domysły i emocje. Także u osób zebranych na prezentacji książki "Powrót do Jedwabnego" uczucia pokrzywdzenia dochodziły do głosu. Wartość pracy trójki autorów polega na ich skanalizowaniu i nazwaniu. Publikacja podtrzyma zainteresowanie tematem, który elity ucięły niefortunnie w połowie.  

Czytelnikom Wojciech Sumliński obiecał jeszcze wydanie pracy doktorskiej Judyty Cohen – Levi o wpływie religii żydowskiej na postawy Żydów podczas holokaustu. Praca nie spodobała się Pawłowi Śpiewakowi z ŻiH, który zablokował jej recenzję, ponieważ autorka poruszyła trudny dla Żydów temat kolaboracji z Niemcami.


Wykop Skomentuj5
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka